PRZECIEKI Z TEKI AMBASADORA JOHNA KAWY  zobacz opis świata »

Dopis 15:PRZEPIS NA SZCZĘŚCIE Cztery filiżanki...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


PRZEPIS NA SZCZĘŚCIE


Cztery filiżanki miłości,
Dwie filiżanki lojalności,
Trzy filiżanki przebaczenia,
Filiżanka przyjaźni,
Dwie łyżeczki czułości,
Cztery kwarty wiary i beczka śmiechu.

Miłość połączyć z lojalnością i starannie zmieszać z wiarą.
Przyprawić dobrocią, czułością
i wyrozumiałością.
Dodać przyjaźń i miłość.
Obficie spryskać śmiechem.
Wypiekać w słońcu.
Serwować codziennie w obfitych porcjach.


Emma zrobiła zakupy i zapakowała je do bagażnika, uruchomiła silnik. Tak jak się umówili John ruszył w ślad za nią. Z prawdziwą przyjemnością prowadził auto Cezarego.
Był to doskonale utrzymany Phantom z 1975 roku, o mocy 300 koni i tak wielkiej pojemności, że w jego garach można by ugotować smoka.
Kluczyli przez jakiś czas wąskimi uliczkami, aż w końcu minęli romański kościół i wyjechali z miasta.
Phantom wlókł się za citroenem po drodze pełnej dziur, Johna nawet zaczęło już to nużyć, ale przecież nie mógł zostawić Emmy samej. W pewnym momencie odniósł zabawne wrażenie że citroen "sprawdza" kołem głębokość dziur. Chwilę później całkiem się rozkraczył.
Kawa zatrzymał auto, podszedł do citroena i otworzył drzwi. Emma paliła papierosa.
- Zostawmy tutaj tego grata- zaproponował.
- Ale co na to powie John?
- Kto to jest John?- zastanowił się Kawa.
- To nasz kamerdyner, pożyczyłam od niego ten samochód.
- Co za zrządzenie losu, on też ma na imię John...
- I cóż w tym dziwnego?- nagle w spojrzeniu Emmy zmienił się jakiś pryzmat.
"Właściwie kto tutaj się kim opiekuje?"- zadała sobie rewolucyjne pytanie.
- Masz rację, Johny zasłużył na nowe auto- sięgnęła po okulary i torebkę, zaś przeładowaniem zakupów do bagażnika Phantoma zajął się Kawa.
Tak więc los citroena był przesądzony. Po latach wiernej służby został skazany na rozbiórkę i słodki sen w przydrożnym rowie.
Usiedli w miękkich fotelach Rols Roysa, John uruchomił silnik i popłynęli w dal.

Droga prowadziła do lasu, tonąc w bezmiarze łąk. Kiedy do niego wjechali ogarnął ich mrok, niebo zaczęło się chmurzyć. Do domu było już niedaleko, szumiały sosny a zach morskiej bryzy mieszał się z nutą drzew. Ale po kilku minutach rozszalała się prawdziwa burza, o maskę i dach samochodu załomotał grad.
- Trzeba by się gdzieś schować- powiedział John.
Na ich drodze stanęła drewniana szopa w której postanowili przeczekać. Otwarli wrota i omiatając światłem puste przestrzenie wjechali majestatycznie do środka.
- Zimą składuje się tutaj sianko dla koni- odezwała się Emma sięgając po papierosa. Wolała by chyba wypić drinka, ale na pokładzie nie mieli odpowiedniego trunku. Nie mieli też odpowiedniego szkła, w które dało by się uchwycić kostki lodu sypiące się z nieba.
Nie ruszali się więc ze swoich miejsc. Emma ćmiła papierosa, kiedy nasyciła się ciszą postanowiła ją przerwać.
- Kim jesteś John?- zapytała wciągając dym w płuca, jakby tym sposobem chciała zaćmić samą siebie.
Chciał jej powiedzieć coś miłego. Coś w stylu- pochodzę z innej galaktyki gdzie technologia jest bardziej zaawansowana niż u was. Kiedy cię ujrzałem przez teleskop postanowiłem przybyć na Ziemię...
Nie chciał się jednak ośmieszyć. Oboje byli przecież dorośli. I tylko momentami zachowywali się jak dzieci, które udają że zgubiły drogę, że kryją się w starej szopie pełnej tajemniczych dziur plądrowanych przez myszy. Nikt nie chciał do nich za bardzo się zbliżać, ale czuło się w powietrzu że spokój jest pozorny, że gdzieś trwa nieustanna gonitwa i że znosi się tutaj ziarna zbóż. Tylko ciche szmery podobne do szepczących próśb były dowodem na to, że niepozorna szopa może być zalążkiem innego świata w którym brakuje tylko kota żeby go porównać do Ziemi.
John sięgnął do radia i przekręcił gałkę jak klucz.
Usłyszeli komentatora sportowego pomieszanego z odgłosem trąbek.
- Kto gra?- zapytała Emma, ale tylko po to żeby coś powiedzieć.
Wiedział dokładnie tyle co ona. Przecież dopiero co włączył radio. Chciał znaleźć jakąś nastrojową muzykę ale przypomniał sobie że musi jeszcze zadbać o kamuflaż. A nie ma przecież lepszej kryjówki niż wiara otoczenia że jesteś tylko jednym z wielu pogrążonych w tej samej grze, poddających się niby niewinnym wpływom tworzącym sztuczny zręb świata.
W gruncie rzeczy chodziło o zaspokojenie permanentnej i paranoicznej potrzeby kontrolowania wszystkiego i wszystkich.
Emma była cudowną istotą. Znał się na ludziach, nie potrzebował skanera żeby ich przejrzeć. Była kochanką Wszechświata i gdyby tylko chciała natychmiast przychyliłby jej nieba. Zsyłając ładną pogodę, szkatułę złota zakopaną w ziemi lub jakiś inny dar. Była niczym Wenus, która wyszła z morza. Mógł jej powiedzieć wszystko, ale miał pewność że i tak to co od niego usłyszy będzie w jej odbiorze przypominało szum fal.


 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 6

Jaki konec? Chyba jeszcze nawet srodka nie załapało? I co to robi Emma?
Love, wytłumacz

W ten oto sposób natknąłem się na odpowiednie zakończenie dla tej historii. Niektóre wątki można by z powodzeniem kontynuować, ale wszystko jest tak jasne, że można je sobie śmiało "dopowiedzieć" w wyobraźni:-)

Dziękuję za uwagę.

Przeczytałem tę historię na "świeżo" i doszedłem do wniosku że masz rację, ta historia zasługuje na kontynuację, niech tylko znajdę więcej czasu.

Love jesteś kochany:)(piękny uśmiech o poranku i gorący całus na zachęte)
Jak mogę się jeszcze wtrącić, przeczytałam jeszcze raz i początek(pierwszy wpis) wydał mi się trochę mglisty - John zna tą kobietę z dzieckiem, czy to obce osoby?

Muzyki takich słów mogłabym słuchać po krańce mego skruszonego serca.
Szkoda, żeteraz mogę ci dać jeden punkt - za ten wpis dałabym ci ich pełną garść...

Dziękuję:-)

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.