Mgła  zobacz opis świata »

Dopis 5:Przeszedł kilka przecznic...

« poprzedni dopis
 

zielony_mis 12

Od: 29.08.2009,aktywny: dawno temu

Tekstów: 9,

Dopisów: 28,


Przeszedł kilka przecznic, aby dotrzeć do spożywczaka. Wziął kilka produktów i wyszedł. Kawa, bułki, mleko. Spakował to do zielonej, ekonomicznej torby. Wracając, usłyszał krzyk:

-Jeremi?

Odwrócił się, wołała go para starych znajomych. Podszedł do nich

- Co tam nowego? -zapytał

Nic.. Grzesiek nie żyje, Marek siedzi, to tak z grubsza, zamamrotał Tomek, ten wyższy

-Idziesz z nami na piwo?- palnął w jednym ciągu słów

-Nnie..Chyba nie,..

-Dobra, nie pierdol, chodź-zabrzmiała odpowiedź

Poszli do speluniarskiej knajpy w centrum, zamówili po piwie. Rozmowa jednak się nie kleiła. Rozeszli się po dwóch godzinach. Wychodząc nie czuł się pijany, tylko trochę podcięty. Poszedł na piechotę do domu, wszedł, zjadł zakupy. Nie chciało mu się siedzieć w domu. Wyszedł. Zadzwonił do Macieja z pytaniem, czy ma dla niego jakąś gotówkę. Dowiedział się, że ma. Umówili się wieczorem na telefon. Wrócił do miasta i usiadł w całkiem przytulnym lokaliku. Zamówił piwo. Bardzo często upijał się sam i do nieprzytomności. Zdawał sobie sprawę, że stanowi to pewien problem, ale nic nie robił, żeby to zmienić. Mijały godziny, zbliżał się wieczór, a on nadal pił. Po szóstym piwie wstał, zapłacił rachunek i wyszedł ma zewnątrz. Był chłodny jesienny wieczór. Znowu zadzwonił do Macieja, tym razem doczekał sie satysfakcjonującej odpowiedzi. Wyruszył więc po to, aby go spotkać. Szedł przygarbiony pustymi ulicami, nie rozglądając się zwykle na boki. Nie bez problemu trafił na Śląską- tam gdzie mieszkał Maciej, Nikt nie otworzył mu drzwi Bezskutecznie pukał i dzwonił przez piętnaście minut. Słychać było tylko echo, odbijające sie między ścianami starej kamienicy. Wyszedł na zewnątrz. Okna były ciemne, delikatny deszczyk kropił równomiernie na szarą ulicę. W sąsiedniej bramie trzech nastolatków paliło blanta. Poszedł pustą ulica przed siebie. Przechodząc przez ponowny most, spojrzał w dół. Woda była brudna, właściwie wyglądała jak ściek. Dochodząc do skrzyżowania, po lewej stronie zauważył przystanek tramwajowy. Skrył się pod daszkiem. Zapalił ostatniego papierosa. Po kilku minutach zauważył, zbliżającego się we mgle, kształt niebieskiego tramwaju. Czternastka. Wsiadł do środka, szybko zajmując miejsce starszej pani. Po kilkunastu minutach wysiadł na właściwym przystanku. Podszedł do jakiegoś człowieka:

-Przepraszam, ulica Klasztorna?

-Trzecia ulica w lewo, później druga w prawo. Ma pan może ognia?

-Tak- podał mu zapalniczkę

-Dziękuję..

Dotarł na miejsce, wszedł do środka. Zauważył towarzystwo siedzące w zadymionej sali. Dosiadł się.

- Nie ma go w domu

- To co, ci kurwa, mamy poradzić- odpowiedział których z nich

Zamówili po pięćdziesiątce. Wypili. Czekaj mam pomysł, powiedział Glaca:

- Jedź na Opolską 45, on ma tam jakąś dziwkę, może tam będzie.

Wstał od stolika:

-Dobra, jadę.

Drzwi wejściowe były zamknięte. odruchowo nacisnął klamkę. Otworzyły się. Wszedł do środka. W mieszkaniu panował półmrok. Wszedł do dużego pokoju. Zauważył go od razu. Leżał na tapczanie we krwi. Miał roztrzaskana głowę. Młotkiem, który leżał obok niego na dywanie

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.