Szósty zmysł  zobacz opis świata »

Dopis 8:Przez całą drogę na lotnisko ojciec...

« poprzedni dopis
 
Przez całą drogę na lotnisko ojciec nie odezwał się do niego słowem. Bo i rozmawiać nie było o czym. Robert zdawał sobie sprawę, że w myślach ojciec rozważa, czy podjął dobrą decyzję. Czy nie zawrócić, zakazać wyjazdu w ostatniej chwili, zatrzymać go przy sobie? O czym by jednak nie myślał, nie dawał tego po sobie poznać. I dawać nie zamierzał.

Na lotnisku było pusto. Znaczy się - pusto jak na standardy: po sali odpraw przechadzały się pojedyncze osoby i panowała względna cisza, przerywana ostrym głosem spikera, zapowiadającego najbliższy lot. Stali razem z ojcem, czekając na przedstawiciela Stowarzyszenia, lecz nigdzie nie mogli go znaleźć, pomimo małego ruchu.

- Zapewne pan Robert Mikszal? – usłyszeli za swoimi plecami.

Odwrócili się. Naprzeciw nich stał wysoki, chudy mężczyzna. Ubrany w czarny garnitur i takiegoż koloru koszulę, zza której nieśmiało wychylał się złoty krzyżyk. Twarz miał wąską, oczy wściekle niebieskie, co w połączeniu z krótkimi włosami i brodą nadawało mu lekko wampirzy wygląd. Tylko głos łagodził nieco ten wyraz. Minęła krótka chwila zanim Robert się ocknął.

- Tak. To ja.

- Witam – przedstawiciel wyciągnął dłoń w powitaniu. Uścisk miał dość mocny – Nazywam się Włodzimierz Lerski i oddelegowano mnie jako pańskiego opiekuna, upoważniając jednocześnie do udzielenia odpowiedzi na wszelkie pytania...

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

*Uścisk miał dość mocny[.] – Nazywam się

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.