PRZECIEKI Z TEKI AMBASADORA JOHNA KAWY  zobacz opis świata »

Dopis 21:PRZYGODA PRAWDZIWEGO KRAWCA Z WALIZKĄ Rezydent...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


PRZYGODA PRAWDZIWEGO KRAWCA Z WALIZKĄ

- Wybrano do tego celu glin i ind- popłynęło z telewizora.
Rezydent i dyrektor przedsiębiorstwa w jednej osobie, niejaki Alfaiatario Alvarado (przynajmniej taki widniał podpis pod jego nowym zdjęciem w paszporcie) spojrzał przez okno gdzie rysował się jasny kontur zatoki. Statki bujały się ze zwiniętymi żaglami, nikt tego dnia nie wyszedł jeszcze w morze.
Po chwili sekretarka wpuściła do gabinetu umówionego kuriera z którym przywitał się ceremonialnie i kazał mu usiąść.
Nawet się ucieszył kiedy się okazało że będzie mógł porozmawiać w ojczystym języku. Działo się to w czasie kiedy nie śnił nawet jeszcze o powrocie do kraju. Po krótkim pobycie w Azji przeniesiono go tutaj, żeby pod kuratelą rządową rozkręcił "interes".
W Zatoce Meksykańskiej aż wrzało od doniesień na temat dziwnych zjawisk które koniecznie trzeba było zbadać, ale dyskretnie- aktywność NOL w tym regionie i tak zawsze była bardzo wysoka.
- Interesują pana takie rzeczy?- zapytał kurier na widok figurki, kunsztownego wyrobu ze złota który górował nad nieuporządkowaną stertą papierów.
- Tak- odpowiedział machinalnie wyjmując z sejfu jakieś akta.
Kurier czekał przez chwilę, po czym odwrócił wzrok i spojrzał w ekran TV gdzie trwała zażarta dysputa pomiędzy ekspertami, z których jeden twierdził że mieszanina różnych metali stopiona w warunkach braku ciążenia może dać jednorodny, niemożliwy do osiągnięcia w ziemskich warunkach stop.
Przekazali sobie dokumenty, przy czym instrukcje Agencji "Las" zostały dokładnie ostemplowane i ukryte.
- Dziękuję, jeszcze dziś prześlę odpowiedź- Alfaiatario pożegnał się podając kurierowi dłoń.
Kiedy zamknęły się drzwi usiadł znowu w swoim fotelu, żeby bez przeszkód śledzić ciąg dalszy programu telewizyjnego.
(Wystrzelona w przestrzeń kosmiczną rakieta zaledwie przez kilka minut znajdowała się w stanie nieważkości, a wystarczyło to do zestalenia się metali w zwartą całość. Kiedy po powrocie otwarto minilaboratorium, naukowców czekała niespodzianka- metale stopione w warunkach bezgrawitacyjnych przybrały kształt idealnej kuli. Gdy zaś poddano ją szczegółowemu badaniu wyszła na jaw druga, jeszcze bardziej zaskakująca niespodzianka. Oba metale, zamiast idealnie się ze sobą stopić, utworzyły dwie całkowicie różne frakcje: we wnętrzu kuli aluminiowej znalazła się kula z indu)

Pan Alcala sięgnął po wentylator i skierował na siebie strumień powietrza, przez co stał się przez chwilę podobny do statku wyłaniającego się z mgły.
W tym czasie barman, tłusty Metys, oganiając się tacką na muchy sięgnął do lodówki i wyjął z niej oszronioną butelkę.
- Otworzyć Padre?- zapytał z szacunkiem. Pan Alcala był bowiem jedynym prawdziwym krawcem w okolicy i tylko on potrafił uszyć coś tak solidnego, co by dobrze leżało na barmanie.
- No amigo - odpowiedział Alcala, ale wcale nie było mu spieszno. Zapalił nawet wielkie cygaro, żeby w kłębach dymu posłuchać jeszcze co działo się na północ od wyspy Bikini, gdzie kuter zetknął się ponoć z nieznanymi obiektami o kształcie wrzecionowatym, bardzo szybko zanurzającymi się w wodzie. Zaledwie wczoraj napotkali też dziwne obiekty w kształcie cygara z lekko zaokrąglonym końcem. Wynurzyły się one tuż przed dziobem statku, a ich wielkość oszacowano na 450-460 metrów. Natomiast prędkość z jaką się oddalały na 90- 100 kilometrów na godzinę.
- Z pewnością nie były to cygara które ja palę- zauważył Alcala i zgasił je, nadając mu kształt postrzępionej palmy.
Jego zakład mieścił się niedaleko, na rogu głównej alei, musiał tylko przeciąć ulicę pełną samochodów przypominających rój. Był już wiekowym człowiekiem, od życia żądał tylko dostępu do telefonu żeby móc czasem porozmawiać z synem. Większość czasu spędzał między zwojami materiałów, wśród manekinów w pracowni, gdzie pracował do południa. Czasami zaglądał na molo, albo zachodził do tawerny, jak dziś. Ale czas jego wizyty dobiegł końca, założył więc wielki kapelusz pod którego rondem prawie znikł i wyszedł na ulicę.
W porcie przywitał go świergot podnoszonych kotwic, wśród śmigających cieni mew. Nie mógł nie zauważyć marynarza, który bacznie mu się przyglądał już w tawernie a teraz taszcząc coś ze sobą próbował go dogonić. Ale bagaż, który dzierżył musiał być naprawdę ciężki. Alcala skręcił w kierunku parku i po chwili usłyszał śpiew ptaków, bardzo kolorowych, z długimi ogonami kołyszącymi się pośród grubych konarów drzew. Wyjął gazetę i przejrzał pierwszą stronę gdzie pisano o "panice chlebowej" spowodowanej suszą lub ulewą, albo jednym i drugim jednocześnie.
- Niezbyt to mądre- przemknęło mu przez myśl.
Przejrzał jeszcze parę stron i wyrzucił gazetę do kosza. Nie było w niej nic co by było godne jego uwagi, tym bardziej że drużyna basebolowa której kibicował nie popisała się i była już w tabeli tak nisko że musiała by się chyba katapultować żeby wskoczyć w tym sezonie na szczyt.
Minęła go jeszcze jakaś para, młody mężczyzna koniecznie chciał coś wytłumaczyć dziewczynie, która pakowała do taksówki wydatny biust. Kiedy samochód odjechał, mężczyzna stał jeszcze przez chwilę, po czym rzucił się w pogoń jakby jego heroiczny gest był w stanie cokolwiek zmienić. Rzecz jasna jej nie dogonił, zdyszał się tylko i nie zważając na klaksony samochodów odprowadzał ją jeszcze wzrokiem gdy znikała za rogiem.
- Panie Alcala- Krawiec drgnął.
- Wszędzie pana szukałam, szef chciałby się z panem widzieć- usłyszał znajomy, kobiecy głos.
Sekretarka Alvarado podała mu ramię, tak żeby mógł się na nim wesprzeć, co było zupełnie zbędne. Alcala czuł się jak młoda kozica i mógłby jeszcze na luzie obskoczyć niejedną małolatę.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 13

Przeczytałam wszystko jeszcze raz i mnie zatkało. Dlugo wypuszczałam powietrze, aż odblokowany mózg zawołał : to jest to! Teraz to naprawdę to jest to!
Tylko, co ja tu mam robić? Czuję się jak mrówka, która nie znajduje drogi do mrowiska.
Salute!

...nie zważając na klaksony samochodów odprowadzał ją jeszcze wzrokiem gdy znikała za rogiem. - dziewczyna czy taksówka? :)
Holender, ty zawszer wiesz w którym momencie urwać by było ciekawiej

jeszcze to:, który postawił na ziemi jakiś przedmiot owinięty grubym płaszczem, jakby się zanosiło na deszcz.
- co ma deszcz do przedmiotu?

nad biustem w taxi się zastanawiam - ale chyba może być :)))

odpowiadam;
1, dziewczyna w taksówce. Jako osoba sentymentalna wiesz jak bardzo chciał ujrzeć jej twarz, może wyczytać jeszcze jakiś gest? Więc wpatrywał się w nią i zarazem w taksówkę, bo żeby ją sięgnąć wzrokiem musiał najpierw przeniknąć taksówkę.
2, jest to płaszcz deszczowy, więc deszcz się do niego jakoś ma, jak najbardziej. Czasem tak jest że wychodząc z domu nie jesteś pewna czy nie lunie, nie zakładasz płaszcza na siebie, tylko wieszasz go na walizce, tak jak tu.

OK, może być do pkt 1, ale drugi: twój opis mi pasuje, ale zdanie nadal nie...

Można zlikwidować ten wątek kosmity? Wiem, że się czepiam, ale to takie oklepane. Tajemniczy przybysz z kosmosu, OK. Ale niech on będzie naprawę tajemniczy i intrygujący.
:) ja na razie tyle

Różowe czułki, siła konia i siedemdziesiąt siedem lat. Mało intrygujący?

Właśnie to obdarło go z tajemniczości
)-(
Wiem, że stać cię na więcej, czemu już nie raz dałeś wyraz
(pamiętam twoje teksty gdy pisałeś jako wiury z kury -więc nie zaniżaj poziomu)
Sławek pliis - daj tu to co najlepsze

W takim razie muszę się zastanowić.

No dobrze, powiedzmy że krawiec nie jest kosmitą.

Brawo LOVE! Tak trzymać!

LOVE, jesteś kochany !
Tak, teraz to jest to :)
ale cały smaczek jest w zakończeniu :))

To to już koniec? Wa! Nie zdążyłam się dopisać... Aczkolwiek to nie takie istotne, ważne iż snadnie się czytało:)

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.