***
Przyjaciółka? Czy to jest moja przyjaciółka? Dziewczyna, z którą jeszcze parę miesięcy temu spędzałam każdą wolną chwilę. Nierozłączne – tak o nas mówili. Wiedziałyśmy o sobie wszystko. A teraz? Jak to strasznie boli… Kiedy ona mnie denerwuje, wkurza mnie jej towarzystwo, mam ochotę od niej uciec, powiedzieć coś chamskiego, uderzyć ją, zostawić samą… ale powstrzymuję się, a ona to właśnie mi robi…
Ten chłopak już mnie zastąpił… „Przyjaźń najpiękniejsza jest wtedy, gdy nie masz nic, wówczas przyjaźń jest twoim największym skarbem”, a teraz on jest jej skarbem.
Nie potykamy się, bo czas poświęca dla niego, nie zwierzamy się sobie, ponieważ co ją gnębi to mówi jemu, a co mnie - boję się powiedzieć, bo i tak mu powtórzy, – co do słowa. Tak, więc czy to jest przyjaźń?
Na pewno nie. Ale skoro teraz jej nie ma, to znaczy, że nigdy nie było. „Przyjaźń, która się kończy, tak naprawdę nigdy się nie zaczęła”. Racja, a jednak jak wytłumaczyć to, co było między nami dawno temu…?
A i owszem, rozmawiałam z nią. Oczywiście, nie przyznała się do błędu, że to ona mnie zaniedbuje… Wymyśliła historyjkę o tym, że „zapomniałyśmy, co to jest przyjaźń”. Słucham? O czym ona pieprzy! Jak to zapomniałyśmy? Czy gdybym zapomniała to pisałabym to teraz? Czy gdybym zapomniała to martwiłabym się, co będzie z nami dalej? Nie! Tak, więc to nie ja zapomniałam – tylko ona.
Powiedziała: „walczmy o to”, „ratujmy to”. Gówno prawda! Bo od miesiąca nic się nie zmieniło. Nie mam już jej… nie mam na kogo liczyć… zostałam zupełnie sama z innymi problemami. I niech nie myśli, że będę przy niej, gdy on ją zostawi… Skoro ona chce walczyć – niech „walczy”, ja posiedzę, popatrzę, pośmieję się, z tej „walki”, która to polega na totalnym olewaniu i przyczepianiu się do moich wad!
Przyjaciółka? Czy to jest moja przyjaciółka? Dziewczyna, z którą jeszcze parę miesięcy temu spędzałam każdą wolną chwilę. Nierozłączne – tak o nas mówili. Wiedziałyśmy o sobie wszystko. A teraz? Jak to strasznie boli… Kiedy ona mnie denerwuje, wkurza mnie jej towarzystwo, mam ochotę od niej uciec, powiedzieć coś chamskiego, uderzyć ją, zostawić samą… ale powstrzymuję się, a ona to właśnie mi robi…
Ten chłopak już mnie zastąpił… „Przyjaźń najpiękniejsza jest wtedy, gdy nie masz nic, wówczas przyjaźń jest twoim największym skarbem”, a teraz on jest jej skarbem.
Nie potykamy się, bo czas poświęca dla niego, nie zwierzamy się sobie, ponieważ co ją gnębi to mówi jemu, a co mnie - boję się powiedzieć, bo i tak mu powtórzy, – co do słowa. Tak, więc czy to jest przyjaźń?
Na pewno nie. Ale skoro teraz jej nie ma, to znaczy, że nigdy nie było. „Przyjaźń, która się kończy, tak naprawdę nigdy się nie zaczęła”. Racja, a jednak jak wytłumaczyć to, co było między nami dawno temu…?
A i owszem, rozmawiałam z nią. Oczywiście, nie przyznała się do błędu, że to ona mnie zaniedbuje… Wymyśliła historyjkę o tym, że „zapomniałyśmy, co to jest przyjaźń”. Słucham? O czym ona pieprzy! Jak to zapomniałyśmy? Czy gdybym zapomniała to pisałabym to teraz? Czy gdybym zapomniała to martwiłabym się, co będzie z nami dalej? Nie! Tak, więc to nie ja zapomniałam – tylko ona.
Powiedziała: „walczmy o to”, „ratujmy to”. Gówno prawda! Bo od miesiąca nic się nie zmieniło. Nie mam już jej… nie mam na kogo liczyć… zostałam zupełnie sama z innymi problemami. I niech nie myśli, że będę przy niej, gdy on ją zostawi… Skoro ona chce walczyć – niech „walczy”, ja posiedzę, popatrzę, pośmieję się, z tej „walki”, która to polega na totalnym olewaniu i przyczepianiu się do moich wad!


