Co u Ciebie? - Czyli zbiorowy pamiętnik  zobacz opis świata »

Dopis 89: Przyjaciółka? Czy to jest moja...

« poprzedni dopis
 
***



Przyjaciółka? Czy to jest moja przyjaciółka? Dziewczyna, z którą jeszcze parę miesięcy temu spędzałam każdą wolną chwilę. Nierozłączne – tak o nas mówili. Wiedziałyśmy o sobie wszystko. A teraz? Jak to strasznie boli… Kiedy ona mnie denerwuje, wkurza mnie jej towarzystwo, mam ochotę od niej uciec, powiedzieć coś chamskiego, uderzyć ją, zostawić samą… ale powstrzymuję się, a ona to właśnie mi robi…



Ten chłopak już mnie zastąpił… „Przyjaźń najpiękniejsza jest wtedy, gdy nie masz nic, wówczas przyjaźń jest twoim największym skarbem”, a teraz on jest jej skarbem.

Nie potykamy się, bo czas poświęca dla niego, nie zwierzamy się sobie, ponieważ co ją gnębi to mówi jemu, a co mnie - boję się powiedzieć, bo i tak mu powtórzy, – co do słowa. Tak, więc czy to jest przyjaźń?



Na pewno nie. Ale skoro teraz jej nie ma, to znaczy, że nigdy nie było. „Przyjaźń, która się kończy, tak naprawdę nigdy się nie zaczęła”. Racja, a jednak jak wytłumaczyć to, co było między nami dawno temu…?



A i owszem, rozmawiałam z nią. Oczywiście, nie przyznała się do błędu, że to ona mnie zaniedbuje… Wymyśliła historyjkę o tym, że „zapomniałyśmy, co to jest przyjaźń”. Słucham? O czym ona pieprzy! Jak to zapomniałyśmy? Czy gdybym zapomniała to pisałabym to teraz? Czy gdybym zapomniała to martwiłabym się, co będzie z nami dalej? Nie! Tak, więc to nie ja zapomniałam – tylko ona.



Powiedziała: „walczmy o to”, „ratujmy to”. Gówno prawda! Bo od miesiąca nic się nie zmieniło. Nie mam już jej… nie mam na kogo liczyć… zostałam zupełnie sama z innymi problemami. I niech nie myśli, że będę przy niej, gdy on ją zostawi… Skoro ona chce walczyć – niech „walczy”, ja posiedzę, popatrzę, pośmieję się, z tej „walki”, która to polega na totalnym olewaniu i przyczepianiu się do moich wad!

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 3

Ten fragment przywołuje dawne wspomnienia... \"Miłość się kończy, a przyjaźń przemija\" Smutne... Plusy za to :)

Mam bardzo podobną sytuację. I moja psiapsióła Idula też :(

Miałyśmy koleżanki z podwórka, kiedyś, w dzieciństwie, spędzałyśmy ze sobą każdą chwilą. Nie było spięć, tabu, po prostu robiło się to, co akurat nam przyszło do głowy - i było okay.
A teraz?!
Teraz się okazuje, że ledwo nas nie było półtora tygodnia, że ledwo jeden drażliwy temat dla nich poruszyłyśmy i co? i właściwie o co chodzi?
Bo one się obraziły, wielkie panny! Obraziły się, że nie mamy dla nich czasu, choć wielokrotnie im różne rzeczy proponowałyśmy! Skolegowały się z tym, których trzy czwarte wakacji nie ma, a i od razu zapomniały, że większość dni to my z nimi przesiedziałyśmy!
Teraz wielce obrażone panny tradycję zrywają, robią sobie jakiś partiki z ludźmi spoza ulicy i co? z tymi co ich nie było! a nas odwalają do kosza! Gadać nie chcą! Tradycję zrywają i w kit, bo jak tamci nie przyjdą, to one też. Bo niby tak mało osób to głupio, akurat, bo z nami to głupio, tak? i dobra, w kit, my już mamy to gdzieś... Robimy to, co nam serce podpowiada, a i ich słuchać nie będziemy. Zdecydowałyśmy, że jedna poważna konwersacja, a jak nie, to nie - na pizzę pójdziemy we dwie z Idulą.

Masz rację Laura.
One są nie fair, wszystko musi być po ich myśli.Mam dość. Niech idą gdzie pieprz rośnie!!!

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.