- Ach, wreszcie się obudziłeś. Dobrze. Mamy coś do przegadania. Otóż, od dość dawna podejrzewałem, że moja córka potajemnie się z kimś spotyka. Gdy dziś dowiedziałem się od kapitana mojej straży, że na terenie zamku został złapany jakiś młodzieniec, miałem absolutną pewność. Chciałem jednak, aby sama się do tego przyznała. No więc, opowiedziałem jej wieści, jakie uzyskałem, oczywiście nieco je podkolorowując co do kary, jaką mam zamiar mu zafundować. Chcesz posłuchać? Muszę się przyznać, że nie wiem skąd u mnie takie pomysły. Zacząłem od przypiekaniu stóp hartowanym żelazem, następnie odrywanie paznokci, oczywiście powoli, jeden za drugim, kąpiel w słonej wodzie, wyry... co tak nagle zbladłeś? Spokojnie, nic z tych rzeczy Ci się nie stanie. O ile okażesz rozsądek.
Remiemiu przedostatnie słowa króla nigdy by nie przyniosły większej ulgi jak teraz. Miał dość już przy wyrywaniu paznokci.
- A wracając do tematu - zaczął ponownie król - Emili oczywiście bardzo szybko wszystko mi opowiedziała, i wymogła na mnie obietnicę, że nie będziesz przeżywał żadnej z tych katuszy, i żadnej innej fizycznej. No i zgodziłem się. Mimo że jesteście w sobie w widoczny sposób zakochani, nie mogę tego tak zostawić. Nie mogę także zostawić cię w pobliżu mojej córki. Wymyśliłem dla ciebie inną karę.
Remiemiu, któremu kolory ledwo co wróciły na twarz, zbladł ponownie.
- Twoja karą młodzieńcze jest wygnanie.


