Dziewczyna z niebieskim kaktusem.  zobacz opis świata »

Dopis 4:Reżyser w jednej ręce trzyma tubę , a w...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


Reżyser w jednej ręce trzyma tubę, a w drugiej taboret. Kiedy kamery zgasły, do akcji wkroczyła charakteryzacja. Grażyna owinęła się wokół mnie, muskając mi twarz pędzelkiem.
- Bo fajne jest to, że można wszystko zmienić- powiedziała.

Grażyna dała mi bilet do kina, żebym zniknął kiedy ktoś do niej przyjedzie. Nie miałem nic przeciwko temu, tak jak wtedy, kiedy się kąpała nago w przeręblu. Złapałem autobus i nagle olśnienie. Podszedłem do pani w wieku balzakowskim, w futrze, a raczej kożuchu, który był jak ubita piana, bardzo mglista, ona zaś jak orzeszek, wyzywająca, ale nie nachalna, umyślnie usiadła ze świadomością zgrabnego ciała, pół laskowego orzecha, jej czapka w kolorze delikatnego mchu, nie spojrzała ani razu, o piękna pani, wymodelowana zaiste cudownie, życie szukałem pani, językiem mnie, mnie językiem jej, opowiadała coś koleżance, ale ta tylko się śmiała, nie rozumiała jak bardzo jesteś my zbliżeni, że jestem tuż, tuż przy jej rzęsach, że czuję jej oddech. I usiadła dostojnie, powoli, ze świadomością. Pośladkiem przeniosła ciężar lekko ciało, o mężu, proszę, oto mój numer telefonu i plan wejścia przez garaż.

Wszedłem do budynku przypominającego kostkę Rubika, w języku znawców nazywa się to "modern". Wszystkie ściany są zbudowane ze szkła.
- W czym mogę pomóc?- usta dziewczyny ubranej w kimono wygięły się w łuk.
- Zobaczymy- mruknąłem.
Skosztowałem suszi którym częstowała. Było okropne, lecz uśmiechnąłem się. Dziewczyna rozejrzała się, pewnie szukała wzrokiem kogoś z szefostwa, albo większym stażem.
- Czy mogę jeszcze kawałek?- zapytałem, tym razem w dialekcie mandżurskim, a nie widząc wyraźnego sprzeciwu znów sięgnąłem po suszi.
- Wezmę jeszcze kilka kawałków, dla brata- stwierdziłem i schowałem kawałki ryby z ryżem zawinięte w glony, do kieszeni. Pojechałem dalej ruchomymi schodami.

Po scenie z zapalonymi jupiterami wchodzę do domu. Daję Grażynie prezent. Grażyna wyjmuje z wielkiego pudła biały, kowbojski kapelusz.
- Przymierz- powiedziałem. - Na pewno ci będzie do twarzy.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.