Co u Ciebie? - Czyli zbiorowy pamiętnik  zobacz opis świata »

Dopis 591:Rozbawił mnie wpis Jenny . W odezwie ,...

« poprzedni dopis
 

Aletheia 112

Od: bardzo dawna,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 188,


Rozbawił mnie wpis Jenny. W odezwie, zamieszczam odpowiedź na niego. Jenna, inspirujesz!



Tydzień przybierania na wadze. Poradnik - od anoreksji do okrągłej gęby;).



Dzień 1

Poprawiam spadające spodnie, gładząc się po wystających żebrach. Przypominam sobie, że wcześniejszego dnia zapomniałam zjeść. I poprzedniego… Cholera. Otwieram lodówkę. Pustki. Szperam w jej najgłębszych czeluściach… udało się. Wyciągam trofeum z uśmiechem. Rybka. Odwijam ją z folii. Uśmiech blednie. Rybkę porasta błoga skorupa pleśni. Zrezygnowana odkładam ją na parapet. Nie mija chwila, a za oknem wygłodniałe ptaki szamoczą się, łapczywie połykając kawałki ryby. Zaglądam do portfela. Prawie dwa złote. Czas wybrać się na zakupy.



Sklep. Stoję przy stoisku z artykułami papierniczymi. Potrzebny mi zeszyt. Wcześniejszy zapisałam, a zbiór zadań do rozwiązania czeka. Rodzi się dylemat. Jedzenie czy zeszyt. Jedzenie, zaspokoi mój głód na chwilę, a zeszyt będę zużywać, przez kilka tygodni. Może, gdyby człowiek odczuwał głód, choćby skromną rządzę jedzenia, nie myślałby w ten sposób.

80 kartek za 1,29zł wydaje się być dobrym wyborem. Zostaje sześćdziesiąt groszy, co za to można kupić? Bułkę? Coś słodkiego? Po niezbyt długim namyśle, decyduję się na jabłuszko. Wracam do domu zadowolona. Mam jabłuszko!



Dzień 2.

Jabłuszka nie zjadłam. Za to spałam z nim w nocy. Trzymałam w dłoni, ogrzewając je własnym ciepłem, a ono nuciło mi do ucha jabłkową pieśń. Jabłuszko zdaje się zadowolone z takiego obrotu wydarzeń. Od rana uśmiecha się do mnie. Zabrałam je ze sobą na zajęcia. Było bardzo zaciekawione. Poszliśmy też na spacer po parku. Przyglądaliśmy się ptakom tańczącym ze sobą w tańcu godowym, słuchaliśmy soczystego śpiewu trawy, igrającej z wiatrem. Wąchaliśmy zapach wiatru, rosnących liści, mijających nas ludzi... Człowiek nie mający w ustach nic przez jakąś część czasu, bardziej odczuwa zapachy. Tak mi się przynajmniej wydaje. Przed nami stanęła Wrona. Otworzyła dzioba, wydając z gardła cichutkie ”krrrkrrr” i specyficznie machając główką. To stała bywalczyni parku, wśród innych wron, poznaję ją po oczach. Lubimy czasem porozmawiać, każda w swoim języku. Pamiętam, kiedy poznałam ją po raz pierwszy. Była to głęboka jesień, przechadzałam się po parku, kiedy jakieś ptaszysko wzleciało nade mnie i spuściło mi na głowę piłeczkę ping-pongową. Może brzmi to zabawnie, ale właśnie to wydarzenie stało się początkiem naszej długiej przyjaźni.



Słuchamy właśnie z Jabłuszkiem ”Kūlgrindy”. Jabłuszku bardzo podobają się jej piosenki. Dawno nie słuchałam tego zespołu. Na nowo odkrywam, porażające piękno sutartin. Mrrrr…

Jabłuszko lubi być głaskane, siedzieć na kolanach, uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach dnia. Lubi rozwiązywać ze mną zadania. Robi się wtedy okrąglejsze i jeszcze bardziej zdziwione tymi wszystkimi formułami matematycznymi.



Dzień 3.

Dziś z zajęć wracam z łupem. Z biblioteki wyrzucają książki. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że są to perełki. Inni nie chcą brać książek, bo są po rosyjsku. Kiwam głową. Dla Takiej literatury, spokojnie mogliby się nauczyć tego języka. Mniam. Zabieram kilka książek do plecaka. Wśród nich zbiory zadań. Następne do rozwiązywania. Jabłuszko śmieje się ze mnie. Zastanawia się, gdzie je pomieszczę. Hmm… w lodówce jest jeszcze miejsce.



Zieleń w parku jest dziś szalona i porażająca. Ciemne chmury, brzemienne od deszczu, kładą się ponad koronami drzew. Ptaki wyczekująco zadzierają głowy w górę, czekając na opad. W powietrzu wręcz pachnie wilgocią. Trawa, przycinana niedawno, piszczy uradowana. Świerszcze ucichły zdumione. Cieszę się wraz z nimi witając pierwsze krople majowego deszczu.



Po powrocie do domu, zacieram ręce i zabieram się do lektury ”Dragon Book”. Książka jest arcyciekawa, pełna zaskakujących zwrotów akcji, wciągająca, o finezyjnej narracji. Polecam. Ja i Jabłuszko nie możemy się wprost oderwać. Książka traktuje o pisaniu kompilatorów. Jej pełny tytuł to ”Dragon Book - Compilers - Principles, Techniques, and Tools”. Autorzy – Aho, Lam, Sethi i Ullman. Dokładnie to, co było mi potrzebne, do zrobienia zadania i przy okazji wiele innych, arcyciekawych rzeczy. Uśmiecham się. Puste ściany pokoju odwzajemniają mój uśmiech. Jabłuszko wierci się, spogląda na mnie ukradkiem. Wie, że nadchodzi już czas…



Odwiedza mnie Wrona. Przylatuje na parapet, stukając w szybę. Wpuszczam ją. Jest cała przemoczona. Biedaczysko. Otwieram lodówkę i wydaję okrzyk. W środku jest serek! To oznacza tylko jedno. Był tu dziś Mężczyzna. Uradowana zjadam na spółkę z Wroną serek. Jabłuszko chyba jeszcze pożyje…

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 3

Bo się uśmiałam i zatęskniłam :D 


Świetnie napisane... 


Koteeeeeeeek!!! :*** Ja też tęsknię!


Pozdro dla Ciebie i szczurasków!


Super wpis!


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.