Rozdział I
Dźwięk telefonu wyrwał Karolinę ze snu. Miękka, świeża i czysta pościel - aż żal było ją opuszczać. Rodzice pojechali do miasta, do rodziny, więc Karolina musiała się poświęcić. I tak wolała to od przechwałek swojej kuzynki - Mariolki. Bo czego to ona nie ma? Ciekawe, czy to co opowiada jest prawdą.
Telefon dzwonił natarczywie, aż Karolina musiała podnieść się z łóżka. Podniosła słuchawkę, ale w telefonie usłyszała jedynie sygnał.
"Świetnie! To po co ja się podnosiłam?!" - pomyślała ze wściekłością. Ziewnęła i przeciągnęła się. Stanęła przed lustrem. Zobaczyła w nim to, co każdego ranka - zaspaną, bladą twarz, brązowe oczy, ciemne brwi i długie, lekko pofalowane włosy koloru ciemnego blondu. Posłała ironiczny uśmiech własnemu odbiciu i chwiejnym krokiem udała się do miejsca swojego spoczynku, by znów zatonąć w białej pościeli.
Chłopak...każda jej koleżanka miała jakiegoś chłopaka. Niektóre były już nawet ich żonami. A Karolina wciąż mieszkała z rodzicami i nie miała do taj pory swojego oblubieńca. Może to przez jej chłodny sposób bycia? Chłopak powinien kochać dziewczynę za to, jaka jest, a i Karolina nie miała zamiaru się zmieniać dla kogokolwiek. Pewnie dlatego w wieku dwudziestu dwóch lat wciąż nie znalazła drugiej połówki.
Na podwórko zajechał czerwony samochód. Karolina wyskoczyła z łóżka i zaczęła przebierać się w panice w to, co jej wpadło do ręki. Wybiegła na podwórko. Młody chłopak, z szarmanckim uśmiechem podał jej kopertę przez uchylone okno. Miał niebieskie oczy i brązowe włosy.
-Jestem nowym listonoszem...w formie wyjaśnienia - powiedział, mrugnął do zdezorientowanej dziewczyny, po czym odjechał, machając jej.
"Głupek..." - pomyślała zgorszona Karola. Gdy weszła do domu doznała szoku. Zorientowała się, że ubrała się w czerwoną bluzkę na ramiączka i zupełnie nie pasującą do niej różową spódniczkę. Włosy miała w kompletnym nieładzie.
"Nic dziwnego, że ten młody listonosz się tak dziwnie zachowywał" - pomyślała Karolina, po czym postanowiła posprzątać w domu.
Dźwięk telefonu wyrwał Karolinę ze snu. Miękka, świeża i czysta pościel - aż żal było ją opuszczać. Rodzice pojechali do miasta, do rodziny, więc Karolina musiała się poświęcić. I tak wolała to od przechwałek swojej kuzynki - Mariolki. Bo czego to ona nie ma? Ciekawe, czy to co opowiada jest prawdą.
Telefon dzwonił natarczywie, aż Karolina musiała podnieść się z łóżka. Podniosła słuchawkę, ale w telefonie usłyszała jedynie sygnał.
"Świetnie! To po co ja się podnosiłam?!" - pomyślała ze wściekłością. Ziewnęła i przeciągnęła się. Stanęła przed lustrem. Zobaczyła w nim to, co każdego ranka - zaspaną, bladą twarz, brązowe oczy, ciemne brwi i długie, lekko pofalowane włosy koloru ciemnego blondu. Posłała ironiczny uśmiech własnemu odbiciu i chwiejnym krokiem udała się do miejsca swojego spoczynku, by znów zatonąć w białej pościeli.
Chłopak...każda jej koleżanka miała jakiegoś chłopaka. Niektóre były już nawet ich żonami. A Karolina wciąż mieszkała z rodzicami i nie miała do taj pory swojego oblubieńca. Może to przez jej chłodny sposób bycia? Chłopak powinien kochać dziewczynę za to, jaka jest, a i Karolina nie miała zamiaru się zmieniać dla kogokolwiek. Pewnie dlatego w wieku dwudziestu dwóch lat wciąż nie znalazła drugiej połówki.
Na podwórko zajechał czerwony samochód. Karolina wyskoczyła z łóżka i zaczęła przebierać się w panice w to, co jej wpadło do ręki. Wybiegła na podwórko. Młody chłopak, z szarmanckim uśmiechem podał jej kopertę przez uchylone okno. Miał niebieskie oczy i brązowe włosy.
-Jestem nowym listonoszem...w formie wyjaśnienia - powiedział, mrugnął do zdezorientowanej dziewczyny, po czym odjechał, machając jej.
"Głupek..." - pomyślała zgorszona Karola. Gdy weszła do domu doznała szoku. Zorientowała się, że ubrała się w czerwoną bluzkę na ramiączka i zupełnie nie pasującą do niej różową spódniczkę. Włosy miała w kompletnym nieładzie.
"Nic dziwnego, że ten młody listonosz się tak dziwnie zachowywał" - pomyślała Karolina, po czym postanowiła posprzątać w domu.


