Nowa Nadzieja  zobacz opis świata »

Dopis 116: Rzucony kamień nie...

« poprzedni dopis
 
***

Rzucony kamień nie spełnił swojego zadania, Eldan zresztą nawet nie liczył na to, że tak prymitywna sztuczka przyniesie rezultat. Spróbował jej zupełnie machinalnie.

Zachowanie Kelii, która rzuciła się ciężarem całego ciała na wojownika, nieco ułatwiła Varailowi sprawę. Łatwo uniknął cięcia prowadzonego poziomo falchiona, jednak nie mógł wyprowadzić riposty, by nie zranić Kelii.

Oceniał swoje szanse. Obcy mężczyzna przewyższał go siłą i masą ciała, jednak nie stanowił to wielkiego problemu. Sposób walki, jaki praktykowali Gońcy, nigdy nie opierał się na sile, lecz na zwinności i szybkości, na unikaniu ciosów raczej, niźli na ich parowaniu. Trudności upatrywał w czym innym. Obcy nie tylko wyglądał na wytrawnego woja, wprawionego w swym rzemiośle, lecz w istocie nim był. Jeszcze mniej podobało się Eldanowi spojrzenie tamtego. Perspektywa stoczenia walki był dlań źródłem swoistej radości.

Kolejne cięcie, wyprowadzone w lewo w dół, mające rozpłatać Varailowi brzuch nieomal doszło celu. Eldanowi udało się w ostatniej sekundzie zejść z linii ciosu czymś w rodzaju piruetu. Od razu wyprowadził własne cięcie, wykorzystując energię obrotu. Szczęknęły skrzyżowane ostrza, obcy zdołał wykonać klasyczną zastawę.

Varail zdawał sobie sprawę, że walkę musi rozstrzygnąć na swoją korzyść jak najszybciej, inaczej zginie. Jego przeciwnik nie będzie walczył czysto, ale i Eldan znał znaczenie sformułowania „brudne sztuczki”. I zamierzał z nich skorzystać. Jak dotąd, większości ciosów zdołał uniknąć. Dwa musiał odparować, lecz w końcu sztych klingi miecza obcego mężczyzny dotarł do celu. Varail poczuł, jak lewy bok zapiekł go, niby przypalony rozgrzanym żelazem. Było to niezbyt głębokie draśnięcie, ale jednocześnie poważne ostrzeżenie. Czas kończyć tę zabawę.

Cofnął się o kilka kroków, zanurkował pod ostrzem miecza przeciwnika, przekoziołkował przez lewe ramię i zerwał się na nogi, zaciskając coś w lewej dłoni. Wojownik zareagował nieomal w mgnieniu oka, zwracając się twarzą do Varaila.

Goniec sypnął mu w oczy piaskiem. Celnie, lecz tamten i tak wyprowadził pchnięcie. Przez chwilę jednak nic nie widział, zadał cios na pamięć i dlatego tylko ten nie doszedł celu. Eldan wykonał pół obrotu i ciął z góry, wkładając w to całe siły. Wojownik wzniósł miecz, by odbić cios, ale tym razem nieco się spóźnił. Szczęk uderzających o siebie kling i mgnienie oka później głuche uderzenie. Miecz Eldana trafił wprost w brzeszczot wojownika, tak potężnie, że ten ostatni uderzył płazem w głowę swego właściciela. Oczy obcego uciekły w głąb czaszki a on sam zwalił się ciężko na ziemię. Żył, ale był nieprzytomny.

Eldan bezceremonialnie, kopniakiem przewrócił go na brzuch i sprawnie skrępował ręce i nogi.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

*[ż]e tak prymitywna sztuczka przyniesie rezultat

*Łatwo uniknął cięcia prowadzonego poziom miecza - Chyba nie tak to miało brzmieć? Czegoś brakuje. < myśli, ale chyba nie wymyśli >

*jednak nie stanowił[o] to wielkiego problemu

*Perspektywa stoczeni[a] walki był[a] dlań źródłem swoistej radości.

*ale i Eldan znał znaczenie sformułowani[a] „brudne sztuczki”

*Oczy obcego uciekły w głąb czaszki a on sam zwalił [się ciężko] na ziemię. - Jak można zwalić "nieciężko"? No i nie jest określone co zwalił...

wiesz czym jest falchion? < nell wyszczerzyła kły > ale teraz mi sie podoba;] brawo siwy;]

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.