SAMUEL NA DACHU
- Ale o co chodzi? - zapytał Samuel.
Właściwie to ja powinienem mu zadać to pytanie, nigdy nie znałem przecież żadnego Samuela.
Tymczasem zawirował nad strzechą płosząc bociany.
- Eto Samuel - odezwał się po rosyjsku jakiś chrząszcz. Zdjął kapelusz i okulary po czym zniknął uniesiony przez wibrujące niczym płaty silnika skrzydełka. Po chrząszczu pozostało milczące wspomnienie, i kierunek który mu nadał - las.
Samuel zerkał w tamtą stronę szukając Salamandry.
Wkrótce ją ujrzał, tańczącą i zwiewną, poddaną działaniu wonnych żywic i cudownego łąkowego kwiecia.
Samuel wspiął się na komin. Przejął jego kolory, a także dachu i niezwykłego światła wschodzącego w słońcu młodych traw.
Dojrzewające poziomki.
Wzniósł się jeszcze wyżej, na centymetr i pół milimetra, akurat w sam raz na tyle by zaprzeczyć prawom grawitacji ale nie spłoszyć spacerujących w dole kaczek, gęsi i psa.
Wyjął gitarę i postawił ją przy kominie. Zeskoczył, musnął struny, a potem ziewnął. Przymknął powieki, to co widział było tym samym co czuł.
Salamandra zgubiła bucik i rozpłakała się. Rosły tu fiołki, kaczeńce, niezapominajki, żółte i czerwone pomidory oraz ogórki których nie trzeba już będzie solić.
Samuel to wszystko przewidział i przytulił ją do siebie przez wiatr.
- Ale o co chodzi? - zapytał Samuel.
Właściwie to ja powinienem mu zadać to pytanie, nigdy nie znałem przecież żadnego Samuela.
Tymczasem zawirował nad strzechą płosząc bociany.
- Eto Samuel - odezwał się po rosyjsku jakiś chrząszcz. Zdjął kapelusz i okulary po czym zniknął uniesiony przez wibrujące niczym płaty silnika skrzydełka. Po chrząszczu pozostało milczące wspomnienie, i kierunek który mu nadał - las.
Samuel zerkał w tamtą stronę szukając Salamandry.
Wkrótce ją ujrzał, tańczącą i zwiewną, poddaną działaniu wonnych żywic i cudownego łąkowego kwiecia.
Samuel wspiął się na komin. Przejął jego kolory, a także dachu i niezwykłego światła wschodzącego w słońcu młodych traw.
Dojrzewające poziomki.
Wzniósł się jeszcze wyżej, na centymetr i pół milimetra, akurat w sam raz na tyle by zaprzeczyć prawom grawitacji ale nie spłoszyć spacerujących w dole kaczek, gęsi i psa.
Wyjął gitarę i postawił ją przy kominie. Zeskoczył, musnął struny, a potem ziewnął. Przymknął powieki, to co widział było tym samym co czuł.
Salamandra zgubiła bucik i rozpłakała się. Rosły tu fiołki, kaczeńce, niezapominajki, żółte i czerwone pomidory oraz ogórki których nie trzeba już będzie solić.
Samuel to wszystko przewidział i przytulił ją do siebie przez wiatr.


