PRZECIEKI Z TEKI AMBASADORA JOHNA KAWY  zobacz opis świata »

Dopis 16:SANDRO BOTTICELLI...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


KOLORYT I EKSPRESYJNY LINEARYZM

- Mądrala z ciebie, nie chcesz mi nic powiedzieć- zaśmiała się Em.
- Nie zapominaj że jestem ambasadorem- odpowiedział.
- Ale właściwie ambasadorem czego?
- Ambasadorem miłości- powiedział podziwiając jej dekolt i linearyzm małżowiny, na której zawijały się loki.
- Masz na myśli jakieś konkretne państwo?
- Owszem- pochylił się i podkręcił głos.
...Co za niesamowita historia...skrzydłowy zamiast podawać do napastnika próbował samemu strzelać, ale piłka odbiła się od nogi bramkarza i zafurczała tak jakoś dziwnie. Atakujący wyskoczył wysoko w górę, zrobił w powietrzu "pajacyka" i w końcu dosięgnął ją czubkiem buta. W ten oto sposób padł gol...
- Bałeś się kiedyś czegoś John?- Emma dalej drążyła swoje jabłko.
- Lęk jest czasami potrzebny- odpowiedział unikając starannie wnikliwych migawek jej spojrzenia. Mogła by się domyśleć prawdy, że nigdy się nie bał, dobrze wiedział kto się lękami karmi.
- Bałeś się kiedyś czegoś?- powtórzyła.
Poczuł w sobie mrowienie i ochotę żeby położyć głowę na kierownicy. Jakby przepłynął w nim delikatny prąd. Emma sięgnęła do paczki i znowu wyjęła papierosa. Studiował każdy jej ruch, niczym Sandro Botticelli.

Qai Dong- na stoliku ktoś położył rachunek.
- Dobrze jest zacząć wszystko od czerwonego szlaczka-dziewczynka patrzyła w ekran telewizora i bawiła się kredką. W ręce trzymała lalkę, która tak często upadała na podłogę że ciągle ją trzeba było czesać.
- Nie możemy tego tak zostawić- odezwała się do przyjaciół, którzy bawili się wyginając wskazówki w zegarach.
Na lotnisku było wielu ludzi, wciąż miksował się tłum. Nie mogli ich jednak dostrzec.
- Ona nie może się w nim zakochać- zakomunikowała dziewczynka.
- Ale dlaczego, Jenny?- zapytało małe, jasne stworzenie podobne do świętojańskiego robaczka.
- Bo to nie jest moja mamusia!
- Faktycznie, coś mi tutaj nie gra- odezwało się fioletowe- laska pali papierosy, a przecież John tego nie znosi.
- Właśnie, jeśli chce pocałować Johna, to musi najpierw umyć zęby- powiedziało czerwone światełko wychylając głowę zza powyginanych wskazówek.
- W takim razie dajmy jej to- odezwało się znów fioletowe wyjmując zza pazuchy szczoteczkę do zębów.
- Co to jest?
- To taki gadżet, oni tego używają do mysia zębów.
- Chyba mycia.
- Przecież w tej szopie nie ma nawet łazienki!
- W takim razie zatrzymajmy czas, ja jej wyszoruję zęby!
- Nie, ja!
Kolory przekrzykując się otoczyły Jenny, która skończyła już swój rysunek i pokazała go mamie.
- Jaki piękny- zachwyciła się kobieta. Jenny chciała jeszcze coś dodać, ale kolory były już w drodze. Wskoczyły na latający parapet który zniknął gdzieś, przenikając inne poziomy.

- Pokaż mi gdzie to dokładnie jest- Monika położyła na kolanach plan.
- Nie jestem pewien, wydaje mi się że tu- odpowiedział Gustaw i zatrzymał samochód.
Kiedy wysiedli ogarnęła ich niesamowita zieleń soczystych paproci. Gustaw szedł przodem lekko utykając.
- Cholerna pamiątka z Verdun- psioczył pod nosem.
- Nie bądź idiotą, nie było cię jeszcze wtedy na świecie- powiedziała Monika majstrując przy bucie, ponieważ postanowiła odzyskać obcas. Nie chciała się kiwać na boki jak Gustaw, a była pewna że w razie czego i tak sobie z nim poradzi.
- Mój dziadek tam był, cierpiał na reumatyzm, potem mój ojciec. Cholerna wojna.
- Błagam cię, tylko mnie nie bierz na litość- żachnęła się popychając go w pokrzywy.
- To będzie na pewno gdzieś tutaj- rozcierał bąble i wspinał się na omszały kamień na którym widać było jakieś nacięcia. Ale to nie one zdumiały Monikę.
Z mchu wyrastały dziwne łodygi. Były piękne, czerwone i twarde jak rogi. Rosły na nich jakieś "gwiazdki".
- To przecież czerwony koral!- zachwyciła się.
- To jeszcze nic, popatrz tutaj- powiedział Gustaw odzyskując pewność siebie. Rozchylił liście pośród których z ziemi wyrastał jakiś kolorowy obraz, od razu było widać że nie namalował go zwyczajny człowiek.
- To jest tu wyryte na kamieniu, obraz nr. 0530. Taki sam ma u siebie Cezary, tyle że namalowany na płótnie. Tego być może stworzyły korale, nie znam się na tym aż tak bardzo. Udało mi się tylko stwierdzić, że jeśli się go popchnie i "położy" na ziemi, w środku otwierają się jakieś schody. Niestety, żeby na nie wejść trzeba mieć zgodę strażników. A oni uwielbiają cappuccino- oznajmił tryumfalnie, ponieważ zewsząd, wychodząc z krzaków, otoczyli ich mężczyźni w białych i błękitnych sombrerach, z przewieszonymi przez ramię kocami i karabinami pamiętającymi czasy rewolucji społecznej.
- Senior Olafson, przyprowadziłeś żonę?- przyglądali im się z ufnością.
- Uwaga, ona zna różne sztuczki. Ściągnijcie jej buty, bo może strzelić z kopyta...- bardzo z siebie zadowolony Gustaw sięgnął po cygaro i przyglądał się jej z wyższością.
- Ależ panowie, to jakieś nieporozumienie! - protestowała Monika. Nie uniknęła jednak gwałtu, który polegał na tym że podnieśli ją za ramiona do góry, a jeden z "Zapattas" sięgnął po jej obuwie.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 6

:)))

Jak się okazuje, wstęp można też przemieniać od środka:-)

świetne pociągnięcie - pędzel trafił na wzgórek i go przetarł :)

:-)))

W poszukiwaniu dalszej inspiracji i nastrojowego miejsca do pisania, zajrzałem nawet na plebanię. Jest tam przepiękna altana, jeśli proboszcz się zgodzi będę tam dalej snuł swoją opowieść. Altana z jednej strony wychodzi na ogród a z drugiej opiera się o mury kościoła, gdzie trwają jakieś prace, na poziomie gruntu. W altanie wisi obraz, wśród świętych postaci zza zielonej kosodrzewiny wychylają się Anioły:-)

Za ciąg dalszy chciałam dać plusa, bo też uwielbiam cappuccino - ale mi nie pozwoliło OO.
Altanka osoby duchownej to balsam na twoje ciało i ducha. A jaki balsam dla mnie przygotujesz w następnym odcinku? :)

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.