Meaweteacha sefer  zobacz opis świata »

Dopis 4:Saulael , nie! jej głos przeciął powietrze...

« poprzedni dopis
 
Saulael, nie!- jej głos przeciął powietrze niczym ostrze sztyletu, był stanowczy, władczy.

- Puść mnie!

- Stój!

- Ale ...ja muszę...

- Nie możesz.

- Nie mów mi co mi wolno, a czego nie. Już dość! Nigdy więcej niech nikt nie mówi mi, co mam robić.

- Twój ojciec...

- Za późno.

Skupiłam wszystkie myśli na moim mieczu, który został w domu. Wyciągnęłam rękę i zamknęłam oczy. Bezgłośnie poruszałam ustami. Wzywałam go. Otworzyłam oczy, gdy miecz pojawił się w mojej dłoni. Zatopił się, nie wiem jak i kiedy, w piersi Selene. Pobladła osunęła się na ziemię. Pobiegłam dalej. Pędziłam jak szalona, puki coś znów mnie nie zatrzymało.

Przed sobą zobaczyłam ścianę ze szkła. Uderzyłam w nią mieczem. Nawet nie drgnęła. Uderzyłam mocniej. Ściana stała jak wcześniej. Zaczęłam tłuc w nią jak opętana, bronią i drugą ręką zaciśniętą w pięść. Nadal nic. Oparłam się o ową ścianę i osunęłam na ziemię. Rozpłakałam się. Byłam taka bezsilna. Płakałam długo, aż wreszcie usłyszałam głos w mojej głowie, jakby napływający gdzieś z zewnątrz. Wzywał mnie, wołał po imieniu. Wstałam gwałtownie. Zebrałam całą moją wolę i uderzyłam mieczem w ścianę. Rozpadła się, a odłamki zaczęły spadać na mnie. Poczułam krew. Na dłoniach, rękach, twarzy. Pobiegłam.



***

Widziałam hordy walczących już z daleka. Dwa przeciwlegle idące, zwarte szyki. Uzbrojeni, gotowi do walki. Szli i płakali. Wszyscy płakali. Przystanęłam i wpatrywałam się w nich, jak zahipnotyzowana. Po chwili kolana ugięły się pode mną, a przerażone serce zaczęło walić jak młotem. Po jednej stronie szedł mój ojciec, siostra bliźniaczka, brat i Lucyfer. Po drugiej wujowie: Nox, Nemes i Sadun, Gabriel i Michael. Szli naprzeciw siebie. W pierwszej chwili chciałam rzucić się między nich, jednak nie mogłam się ruszyć. Szli, a z oczu ich płynęły potoki łez. Byłam daleko, ale zacisnęłam dłoń na mieczu i wpatrywałam się w nich jak porażona. Byli coraz bliżej siebie.

Pierwsi znaleźli się naprzeciw Lucyfer i Michael. Mój kochany braciszek i mężczyzna którego...kochałam...Tak, kochałam najbardziej na świecie, teraz już wiedziałam co to oznacza i potrafiłam nazwać to, co zrodziło się we mnie już dawno, a czego dotąd nie rozumiałam. Nie rozumiałam... bo nie wolno mi było zrozumieć. Miecze dwóch tak bliskich mi istot zderzyły się. Krzyknęłam przeraźliwie. Nie wiem jak długo walczyli, ale każda sekunda była niczym sąd ostateczny. Nagle Lucyfer wytrącił miecz z rąk Michaela. Z jego oczu popłynęła kaskada łez gdy opuszczał broń.

- Nie, nie on!!!- wrzasnęłam jak opętana.

Miałam wrażenie że oboje spojrzeli na mnie. W ostatniej chwili przed Michaelem pojawił się Arakiel i miecz Lucyfera zatonął w jego ciele. Lucyfer opadł na kolana, a Arakiel pobladł i upadł na ziemię. Michael stał patrząc na scenę nieprzytomnym wzrokiem. Podbiegł Azzael i odciągnął nieprzytomnego brata. Nareszcie odzyskałam władzę w nogach. Podbiegłam do Michaela. Mijając Lucyfera, w biegu pogłaskałam go po głowie. Przytuliłam mocno mego ukochanego, a on wtulił się we mnie i płakał. Mój wzrok powędrował w stronę ojca. Stał naprzeciwko wuja Saduna. Oboje płakali. Zdążyłam usłyszeć słowa wuja.

- I tak bym cię pokonał, tnij.

Ojciec zamknął oczy i mocno zacisnął dłoń na rękojeści. Uniósł broń i opuścił. Wuj Sadun upadł martwy. Ojciec zbladł. Przez chwilę stał jak posąg wpatrując się to w swoje dłonie, to znów zwłoki leżące u jego stóp. Zapanowała cisza, niczym nie zmącona, zła cisza. Dopiero po chwili ojciec padając na kolana wybuchł histerycznym szlochem. Nigdy jeszcze nie widziałam go w takim stanie i wiem, że nigdy więcej nie zobaczę. Klęczał nad ciałem brata i płakał głośno. Podbiegłam do niego.

- Tatusiu...

Przy nim na zawsze pozostałam małą dziewczynką, którą brał na kolana, by snuć przedziwne opowieści o innym świecie, o wolności. Byłam nią nawet teraz, gdy tuliłam się do niego pośród trupów naszych braci, wśród krwi i szczęku oręża. On jednak był zupełnie nieobecny. Nagle z tłumu ktoś krzyknął:

- Upijmy się. Będzie łatwiej.

Wszyscy jak jeden mąż rzucili się do beczek z trunkiem. Wszyscy po stronie Lucyfera i mojego ojca. Wycofałam się drżąc na całym ciele i wróciłam na swoje miejsce na wzgórzu. Stałam i zalewałam się łzami.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Dobre... cholernie dobre ^^


:D Cieszę się, że ci się podoba. I specjalnie dla mojego najwierniejszego czytelnika wklejam kolejny kawałek. :)


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.