Słońce nocy  zobacz opis świata »

Dopis 2:Savannah w stanie...

« poprzedni dopis
 

Keen_Student 190

Od: 05.03.2009,aktywny: dawno temu

Tekstów: 17,

Dopisów: 404,


Savannah w stanie Georgia spało teraz najgłębszym snem. Słońce - naturalny wróg Melody - powoli zaczynało przebijać się pomiędzy budynkami, złocąc skwery, chodniki i ulice. Niebo przybrało brzoskwiniową, ciepłą barwę, kusząc soczystym kolorem. Jedynie małe, pojedyncze chmury przesuwały się lekko na wschód, w stronę Atlantyku.

Melody nienawidziła tego miasta. To tuż za nim, jeszcze podczas wojny secesyjnej, została przemieniona w to, czym teraz była. Tuż przed wydarzeniami, które zmieniły całe jej życie, jeżeli życiem można było nazwać stan, w którym się teraz znajdowała, była szczęśliwą panną pochodzącą ze średniozamożnej rodziny. Jednak wszystko się zmieniło. Pamiętała jeszcze tamtą noc, kiedy w mieście rozgorzały walki. Uciekała ze swoją młodszą siostrą - Cynthią - z Savannah. Kierowały się w stronę najbliższego lasu, aby tam ukryć się przed bezwzględnym najeźdźcą. Były już blisko, kiedy zauważyły, że ktoś za nimi podąża. Była to wysoki, muskularny mężczyzna, który szedł za nimi chwiejnie, ale dosyć szybko, by w niedługim czasie dogonić dwie wystraszone dziewczyny.

- Czego pan od nas chce? - warknęła Melody, starając się przybrać obojętny ton.

- Niczego - odpowiedział, oblizując wargi.

W jego oczach czaiło się coś złowrogiego. Były czarne i nieprzeniknione.

- Zastanawiam się tylko, co takie piękne dziewczęta robią po zmroku, tuż na skraju lasu. Czyż nie wiecie, że to niebezpieczne? - zapytał niby to troskliwie.

- My... my... idziemy nazbierać chrustu.

Głos wyraźnie jej zadrżał.

- Musimy przygotować strawę naszemu ojcu - wyjaśniła Cynthia, starając się założyć za uszy kosmyki powiewających na słabym wietrze włosów.

Nieznajomy wciągnął głęboko powietrze nosem, rozkoszując się zapachem wiatru.

- Strawę, mówicie?

Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Mężczyzna podbiegł do przestraszonej Melody i obnażył swoje śnieżnobiałe zęby, spośród których wyróżniały się dwa długie i ostre kły. Potwór odgarnął włosy z szyi swej ofiary i wbił się w tętnicę Melody. Dziewczyna poczuła tylko przenikliwy ból, paraliżujący wszystkie komórki. Nieznajomy oderwał się od ofiary i rzucił w kierunku jej siostry, kiedy Melody upadła na ziemię. Cynthia zaczęła krzyczeć, a następnie biec w kierunku pogrążonego w walce miasta, aby wezwać pomoc. Nie udało się. Melody kątem oka zauważyła, że demon złapał jej siostrę. Więcej nie zobaczyła nic. Pogrążyła się w nicości.

Gdy otworzyła oczy padał deszcz. Czuła potworny ból. Sen możył dolegliwości niczym morfina, która po przebudzeniu natychmiast przestawała działać. Melody brakowało sił i czuła potworny ssanie w środku, lecz nie chciało jej się jeść. Uczucie to balansowało na krawędzi głodu i pragnienia. Pragnienia na krew.

Dziewczyna przypomniała sobie o tym, co wydarzyło się przed jej zaśnięciem. Wspomniała na chwilę młodszą siostrę i w tym samym momencie poczuła jak nigdy dotąd bardzo intensywny, słodki zapach. Zapach krwi Cynthi.

Nie mogła się opanować. Wstała i w bardzo szybkim czasie znalazła się przy drodze, w miejscu, w którym (o ile się nie myliła) jej siostrę dopadł groźny nieznajomy. Dziewczyny tam nie było. Nie było też śladów krwi.

- Cynthia! - zawyła żałośnie Melody, lecz z innych powodów, niż mogło się to wydawać.

Dziewczyna nie tęskniła za siostrą. Pragnęła tylko jej bliskości. Jej zapachu. Jej krwi. Nie wiedziała, co się z nią dzieje. Dlaczego tak się zachowuje. Czuła tylko, że musi znaleźć siostrę i to jak najszybciej.

- Cyni... Cynthio... - powtarzała rozpaczliwe melodyjnym głosem.

Nie doczekała się powrotu siostry. Jedynie samotny, szary, polny zając skradał się w jej stronę, jakby cierpiał na chorobliwą odwagę. Nie płoszyło go rozpaczliwe wycie Melody, lecz przyciągało jak magnes.

I poraz wtóry wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Zdesperowana dziewczyna rzuciła się w jego stronę, a ten ani nie drgnął lecz przysiadł w miejscu i czekał na śmierć. Chwilę później Melody wtopiła kły w ciało bezbronnego stworzenia. Zabiła je, by choć na chwilę okłamać swoje pragnienie.

Chociaż od tych wydarzeń minęło wiele lat, wciąż nienawidziła siebie za to, co robiła. Nie chciała być maszyną do zabijania i od długiego czasu nie skrzywdziła człowieka. Ale musiała polować, by straszliwy mechanizm nie uruchomił się. Była jak tykająca bomba, która mogła w każdej chwili wybuchnąć, a tego obawiała się najbardziej.
 
« 1 2
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 5

* barwę[,]

* secesyjnej[,]

* odpowiedział[,]

* lasu[?]

* - Strawę[,]

* w tętnic[ę]

* DZIEWCZYNA poczuła(...)od DZIEWCZYNY

Dopis świetny!
Ty tak realistycznie to wszystko opisujesz. Marzę o tym, żeby pisać tak jak Ty :*

Przesadzasz. Dziękuję. :)

Nie przesadzam ani trochę.


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.