Mgła  zobacz opis świata »

Dopis 8:Siedział tak w jednym z wielu...

« poprzedni dopis
 

zielony_mis 12

Od: 29.08.2009,aktywny: dawno temu

Tekstów: 9,

Dopisów: 28,


Siedział tak w jednym z wielu szczecińskich pubów i rozmyślał. Wypił juz trzy piwa i zaczynał mieć lekki mętlik w głowie. Wiedział, że to piwo nie będzie tym ostatnim. Nigdy nie udało mu się skończyć na trzech piwach. Raczej po ośmiu. Był w stanie który lubił, a jednocześnie nienawidził tego stanu Uwielbiał stan świadomości po alkoholu, ale wiedział, że nie prezentuje się wtedy najlepiej i najlepiej wtedy nie myśli. Tych samotnych rajdów po knajpach uczył sie latami. Bywał w swoim życiu już w większości knajp w Szczecinie. Zastanawiał się nad najbliższą przyszłością. Wariant wyjazdu wydawał mu sie bardzo prawdopodobny. Zamierzał zrealizować go w ciągu najbliższych dni. Zadzwonił do Thomasa. Miał wyłączony telefon. Było to o tyle dziwne, ponieważ Thomas miał zawsze włączony telefon. Zawsze. Nawet o drugiej, czy trzeciej w nocy. A tu informacja, że abonent jest wyłączony. Fakt ten zastanowił go na tyle, że odmówił kolejnego piwa. Zaczął dzwonić po znajomych. Nikt nic nie wiedział. Thomas rozprowadzał heroinę, a problem był taki, że w Szczecinie heroiną nikt nie handlował: tu nie rządziły prawa rynku. W Szczecinie i Poznaniu browna nie można było znaleźć, natomiast we Wrocławiu i Zielonej Górze nie było z tym żadnego problemu. Widocznie ktoś chciał, żeby tak było. Szedł ulicami omijając po drodze kałuże. Brudna woda chlapała mu na nogawki spodni. Doszedł do Placu Rodła. Spojrzał na budynek, w którym kiedyś mieszkała Ona. Przypomniał sobie jak jej cytował Broniewskiego ”(...)Róża polną gałęzią cierniową/wrosła we mnie bym nie mógł odejść/to dlatego krwawi każde słowo/to dlatego tak boli młodość(..)”Jeszcze raz spojrzał w okna jej byłego mieszkania, w oknach świeciło się światło-ktoś tam mieszkał. Otrząsnął sie, wsiadł do pierwszego tramwaju w kierunku Niebuszewa. Poszedł do Mukiego. Muki był bardzo specyficznym człowiekiem; Był zabawny i inteligentny. W czasach, gdy handlował amfetaminą, trzymał ją pod portretem Jezusa. Lubił jego towarzystwo, bo był wyjątkowo antydołujący. Zapukał do drzwi. Cisza. Zapukał jeszcze raz. Cisza. Zadzwonił do Glacy-Nie wiesz, co sie dzieje z Thomasem?

-Ponoć znaleźli jego samochód dwadzieścia kilometrów od Szczecina. Spalony.

-Co ty pierdolisz?!

-Niestety, w końcu go dopadli, to było do przewidzenia..

-Kurwa, tutaj się robi dziki zachód. Spierdalam stąd.

-Jeśli potrzebujesz czegoś, to mów, bo wczoraj zrobiłem solidne zakupy

-Potrzebuje. Kulkę i...a masz tą ketaminę, którą ostatnio sprzedawał?

-Mam, dwadzieścia ampułek i nie będę z ciebie zdzierał..

-To przyjedź do mnie za godzinę

-Okej

Poszedł do domu, zaczął zmywać naczynia, później włączył odkurzacz. Po jakimś czasie odezwał sie dzwonek domofonu. Wchodził Glaca.

-Kurwa, wszystko się pierdoli- zaczął na wstępie

-Wiem, brzmiała odpowiedź- spierdalam do Poznania albo Wrocławia.

-W Poznaniu już byłeś-Powiedział Glaca.

-To dobrze i źle, znam ludzi, ale sam jestem znany. Poznań to nie Nowy Jork. Ale tam mam chatę i dużo przyjemnych wspomnień.

-Jak uważasz, ale masz racje, tutaj sie robi niebezpiecznie.

-Taa..

Wziął od Glacy dwie kulki, kilka tabletek ekstasy i cała ketaminę, która tamten posiadał.

Jedna kulkę rozwinęli, zapalili. Jeremi włączył muzykę, gadali o dupie Maryny przez cały wieczór. Było przyjemnie. Glaca wyszedł po północy.

Jeremi długo nie mógł zasnąć. Bał się. Na szczęście mógł bać się tylko o siebie, bowiem rodziny nie posiadał. Mimo wszystko nie chciał zostać znaleziony z przestrzeloną głową w podmiejskim lasku. Gdy w końcu zasnął, świtało.

Następnego dnia obudził go łomot do drzwi: - Policja. Proszę otworzyć.

-Już-krzyknął. Otworzył drzwi-policjanci weszli do mieszkania

-Czy zna Pan Tomasza Krzaczewskiego. A raczej znał, ponieważ znaleźliśmy jego zwłoki. W związku z tym zapraszamy Pana na komisariat.

-Znałem go, ale słabo. Nie jestem w stanie wiele Państwu pomóc...

-Mimo wszystko, zapraszamy..

Ubrał się i pojechał z nimi. Przesłuchanie trwało cztery godziny, a on odpowiadał właściwie jednym słowem -Nie wiem..W końcu go wypuścili. Poszedł do domu, spalił trochę browna, żeby zobojętnieć emocjonalnie i zaczął pakować swoje rzeczy. To znaczy przerzucał je na dwie kupki, te które idą do śmietnika i te które zabiera. W końcu przygotował bagaż. Zniósł go do samochodu. Zapalił papierosa i głęboko zaciągnął się dymem.



 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.