ZAPYTAJ RAJCHSFIRERA  zobacz opis świata »

Dopis 9:Siedziałem na drzewie w kształcie żyrafy...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


Siedziałem na drzewie w kształcie żyrafy i spoglądałem to na Ernsta, to na drogę, która prześwitywała pomiędzy gałęziami. Kiedyś znalazłem w lesie papugę, widocznie ktoś uznał że nie jest już potrzebna, a ta, odzwyczajona od latania, widocznie przyciągana magią kolorów, przywlokła się tutaj wbijając w pudełko po soku swój dziób.
- Głupia- przedrzeźniałem ją.
Wziąłem ją na ręce i wygładziłem pióra. Nie miała nic przeciwko temu, spoglądała tylko z ukosa, jak porzucony pies. Postanowiłem jej wybudować budę na drzewie, ale jakoś nie mogła się do niej przyzwyczaić. Najlepiej by było ją wsadzić w pudło, ostemplować i wysłać w świat. Ale wiadomo, taka papuga długo po ciemku nie wysiedzi. Trzeba było znaleźć inny sposób. I myśmy go z Ernstem znaleźli.
Zbudowaliśmy mały okręt, zwodowaliśmy go na rzece i wsadziliśmy do niego papugę. Okręt odpłynął o godzinie 12.45. Obliczyliśmy, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to za dziesięć dni zawinie do portu w Gdyni, gdzie się przesiądzie na większy statek. Pomachaliśmy jej na pożegnanie i zadowoleni wróciliśmy do domu.
W DNIACH 27-29 STYCZNIA ANWAR SADAT PRZEBYWAŁ Z OFICJALNĄ WIZYTĄ W PARYŻU. NASTĄPIŁO OŻYWIENIE W STOSUNKACH BILATERALNYCH. PRZEWIDZIANO UTWORZENIE FRANCUSKO- EGIPSKICH JOINT VENTURES. FRANCJA MIAŁA DOSTARCZYĆ SPRZĘT WOJSKOWY, W CELU UZUPEŁNIENIA STRAT PONIESIONYCH W KONFLIKCIE W PAŹDZIERNIKU 1973 ROKU. VALERY GISCARD D`ESTAING STWIERDZIŁ; SZANSE NA ROZWIĄZANIE KONFLIKTU BLISKOWSCHODNIEGO SĄ DZIŚ WIĘKSZE NIŻ KIEDYKOLWIEK. TYMCZASEM MUHAMMAD ALI OBRONIŁ TYTUŁ ZAWODOWEGO MISTRZA W KATEGORII WSZECHWAG.
Babcia otworzyła szeroko drzwi. Miała na ludzi duży wpływ. I potrafiła wszystko wytłumaczyć, chociaż nie zawsze można ją było zrozumieć. Mówiła że jestem jak wartka rzeka. W takim razie ona była chyba jak most.
Przychodziły do niej kobiety okryte wielkimi chustami. Wszystkie były do siebie bardzo podobne, milczące, odległe niczym gwiazdy na niebie. Wyobrażałem sobie jak w pełni księżyca zbierają się na polanie i obracają się wkoło jak w tańcu derwisza.
Wróżyła z kart, ale świetnie też grała w pokera. Moja babcia prowadziła coś w rodzaju domu gry. Nie chodziło o zwyczajny dom schadzek, do tego dobrze by się nadawała piwnica. Babcia do swoich potrzeb zaadoptowała strych, gdzie przy ruletce bawili się dygnitarze, których ogrywała do cna. Kiedy goście rozsiadali się przy stole do gry, siadała między nimi z długą cygarniczką, na końcu której dymił się papieros. Lubiłem się kręcić wokół nich, chociaż czasami, gdy byli już mocno zgrani, czułem się trochę jak pies Huckelbery w krainie brzeszczotów, z którymi nie warto zadzierać.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

Też kiedyś, będąc dziecięciem znalazłam papugę, tyle że nie w lesie, a w mieście:D. Była to papużka falista, jasnożółta, o tak jasnych piórkach, iż wydawała się prawie biała. Pożyła z nami chwilę. Lubiła wpierniczać kwiatki włącznie z liśćmi, często przesiadywała na najwyższej szafie, mając wszystko co się działo w mieszkaniu na oku, ale i wybitnie gustowała w zlatywaniu ludziom znienacka na głowę (bardzo ją to cieszyło). Dokupiliśmy jej nawet kompana, ale o dziwo nie wydawała się tym zachwycona.

Btw. Ładne oniryzmy stosujesz. Całość, ze szczególnością drugą część Twego dopisu czytałam z wielkim zaciekawieniem i przyjemnością, wybitnie nieusatysfakcjonowana tak szybkim zakończeniem.


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.