ZAPYTAJ RAJCHSFIRERA  zobacz opis świata »

Dopis 1:Siedziałem na murku i popijałem "Złotą rosę"...

 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


Siedziałem na murku i popijałem "Złotą rosę", którą przyniosła mi babcia żebym zaczekał gdy będzie robić zakupy. Przyglądałem się jak gromada uczniów w niebieskich mundurkach przechodziła przez jezdnię. Dzieci podnosiły rączki do góry a pani stała obok i instruowała. Była to trasa przelotowa na Opole i często przejeżdżały tędy ciężarówki. Spojrzałem w górę, niebo było akwarelowe.
Chleb wylądował w siatce. Babcia posadziła mnie na bagażniku i wsiadła na rower. Kiedy pedałowała mogłem się przyjrzeć jej pięknym łydkom, jakby połowę życia przetańczyła w kabarecie.
Droga była gładka, aż do momentu kiedy skręciliśmy i zamieniła się w chrzęszczący żwir. Ciekawe czy pod butami maszerujących żołnierzy też tak chrzęścił- pomyślałem. Kiedyś ten kraj należał do Rzeszy, babcia znalazła się tutaj ponieważ została wzięta do niewoli, dziwne koleje losu sprawiły że tutaj znalazła miłość i wydała się za mąż.
Mój dziadek pochodził z tych stron, babcia nie chciała o tym mówić ale myślę że służył w "Wermachcie". No bo skoro był Niemcem to gdzie miał służyć, w Szwoleżerach?
Był zdolnym inżynierem, pracował w wojskach zmechanizowanych, a po 45 w banku. Nie wiem jak sobie załatwił taką pracę z jego cv, nie mogłem go o to zapytać, odszedł zanim pojawiłem się na świecie.
Zostawił żonę, gromadę dzieci, dom i komodę w kuchni, z szufladą pełną rdzewiejących śrubek. Czasem tam zaglądałem, ale rzadko, to był zupełnie inny świat.
Urodziłem się w czasach kiedy krajem rządziła Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, na czele z Pierwszym sekretarzem. Była to persona dla mnie, chłopca, bardzo enigmatyczna. Przypominał bałwana w okularach. Na szczęście wcześnie przyszła odwilż.
Buty ślizgały się po mokrej nawierzchni, woda spływała ciurkiem tworząc kanały i ścieżki, przelewały się kałuże. Fascynowały mnie ogrodowe krasnale, nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego muszą je sprowadzać z Polski.
Droga do domu prowadziła pod górkę na której stał transformator. Po jego żeliwnej konstrukcji można się było wspinać, ale niezbyt wysoko bo dalej był prąd. Na drutach lubiły odpoczywać pocztowe gołębie.
Czasami znajdywaliśmy pojedyncze sztuki pod transformatorem, chłopcy od pani Raus zdejmowali im wtedy obrączki. Teren na którym stał transformator, górka, przylegające pole i łąka aż po rzekę należały do nich, toteż nie można było tego nazwać rabunkiem.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Oj potrafisz zaskakiwać :)
Ładnie nostalgiczne i ... ja chcę wiecej

Skrobię się po głowiszczu, jak taka perełka mogła ujść mej uwadze. Bardzo ładnie, plastycznie nakreślony tekst, cudna atmosfera. Punkt widzenia dziecka ciekawie skonstruowany, trochę na zasadzie "łapania chwil". Czyta się jednym tchem. Po prostu mały, sympatyczny kawałek sztuki:)

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.