Dym rozwiewa się delikatnie, a wspomnienia nie.
Widzę, choć tak bardzo chcę zapomnieć. Słyszę jego spokojny, stanowczy głos. I nie rozumiem, jak tak długo można śnić o kimś na jawie? Czuć jego obecność, gdy go nie ma, tam gdzie jestem ja?
Wspomnienaia, jak filmowa taśma rozwijają się przed oczami mimo, że już dawno minął czas, gdy przy mnie był.
To boli. Dlaczego psychika kobiet jest tak głupio ukaształtowana, że serce rwie sie do tego czego nie ma? Dlaczego nie potrafię raz na zawsze zapomnieć o tym co było? Przecież to on rzucił mnie. Powinnam być zła, wściekła i po częsci tak jest. Tylko czemu wspomnienia napływają? Czemu budzi się uśmiech na twarzy? Serce przyspiesza swe bicie, dlaczego czuję wciąż, że on jest?
Minęło tyle czasu. On już pewnie zapomniał o moim istnieniu, a ja wciąż śnię na jawie...
Widzę go, jak stoi pod ogromnym drzewem rosnącym przed jego domem. Widzę jego oczy, które tak mnie urzekły pdczas naszego pierwszego spotkania. Wspomnienia jak wstęga oplatają mnie. Tylko dlaczego?
Tak bardzo chciałaby uciec od wspomnień, od blasku jego oczu, który wciąż pamiętam... I uciekam...
I co z tego? Jak wciaż wracam? Wtulam się w jego nieistniejące w realu ramiona i wciaz śnię. Mój sen na jawie...
Boże, czemu ja jestem taka głupia? Podświadomie czekam, że napisze, odezwie sie... a on milczy.
I pewnie już zawsze będzie milczał. Więc gdzie będę ja? W jego snach? Wątpię...


