- Skąd przybywasz niewiasto czcigodna?
Skąd wiatr przywiewa hożą jak łanię nam?
Czy czasem nie zorza zeszła z nieba łagodna,
czy może to piękny, szumiący zboża łan? - kwieciem poezji i szarmanckim basem,
przy nienastrojonej lutni akompaniamencie,
popieścił jej godność swoim... humorem,
lecz wyrżnął się w grabie i zobaczył na firmamencie...
- Gwiazdy! Jakie piękne! - krzyknęła z przejęciem Lyndel - Kocham, kocham, kocham! - piszczała, aż z pobliskiej góry, ku oniemieniu wszystkich mężczyzn zaczęła schodzić lawina.
Niezauważywszy nadchodzącego niebezpieczeństwa, nieświadoma czyhającej ich zagłady biegała dookoła i obściskiwała z radością wszystkich, powodując u nich pomniejsze kontuzje.
Wtedy, gdy będący z nimi znachor opatrzył połamane od uścisków żebra i pomiażdżone dłonie, jeden z obecnych zakrzyknął:
- Panowie! Szlachta! NiebezpieCzeństwo! Nadchodzi! Drużynę! Załóżmy! By bronić! Naszej! Porzebującej! Pomocy! Towarzyszki!
Głucha cisza zapadła, a mężczyźni popatrzyli po sobie i pokiwali głowami z uznaniem. Do tej pory, byli jedynie dla siebie braćmi krwi, wygnanymi z Popapranego Dworu za zbyt wielki rozsądek, ale teraz mogą stać się Drużyną.
- Masz mój topór! - postanowił Pierwszy.
- I mój miecz masz, tak powiem! - dodał Drugi.
- I mój łuk! - dodał Trzeci.
- I mój kociołek! - dodał piskliwym głosem krasnal.
Wielka konsternacja pojawiła się w Drużynie i ludzie szeptać zaczęli. Ale znalazł się ktoś, ktoś odważny, człowiek czynu i legendarnego intelektu (jego braku), któryzawsze wiedział, co w takiej sytuacji należy począć.
- A ty co tu robisz? - zapytał Pierwszy.
- Czego chcesz tutaj ty, właśnie? - dodał Drugi.
- Właśnie, czy mogę się dołączyć do ruchu równouprawnienia dla krasnali? - poprosił Trzeci.
Ale krasnal nic nie odpowiedział, stał tak tylko sparaliżowany strachem i próbował wydukać:
- La... La.... La....
- On chyba śpiewa - powiedział Pierwszy.
- La... La...
- On śpiewa, myślę że - powiedział Drugi.
- La...
- Laaa - zaintonował Trzeci.
Skąd wiatr przywiewa hożą jak łanię nam?
Czy czasem nie zorza zeszła z nieba łagodna,
czy może to piękny, szumiący zboża łan? - kwieciem poezji i szarmanckim basem,
przy nienastrojonej lutni akompaniamencie,
popieścił jej godność swoim... humorem,
lecz wyrżnął się w grabie i zobaczył na firmamencie...
- Gwiazdy! Jakie piękne! - krzyknęła z przejęciem Lyndel - Kocham, kocham, kocham! - piszczała, aż z pobliskiej góry, ku oniemieniu wszystkich mężczyzn zaczęła schodzić lawina.
Niezauważywszy nadchodzącego niebezpieczeństwa, nieświadoma czyhającej ich zagłady biegała dookoła i obściskiwała z radością wszystkich, powodując u nich pomniejsze kontuzje.
Wtedy, gdy będący z nimi znachor opatrzył połamane od uścisków żebra i pomiażdżone dłonie, jeden z obecnych zakrzyknął:
- Panowie! Szlachta! NiebezpieCzeństwo! Nadchodzi! Drużynę! Załóżmy! By bronić! Naszej! Porzebującej! Pomocy! Towarzyszki!
Głucha cisza zapadła, a mężczyźni popatrzyli po sobie i pokiwali głowami z uznaniem. Do tej pory, byli jedynie dla siebie braćmi krwi, wygnanymi z Popapranego Dworu za zbyt wielki rozsądek, ale teraz mogą stać się Drużyną.
- Masz mój topór! - postanowił Pierwszy.
- I mój miecz masz, tak powiem! - dodał Drugi.
- I mój łuk! - dodał Trzeci.
- I mój kociołek! - dodał piskliwym głosem krasnal.
Wielka konsternacja pojawiła się w Drużynie i ludzie szeptać zaczęli. Ale znalazł się ktoś, ktoś odważny, człowiek czynu i legendarnego intelektu (jego braku), któryzawsze wiedział, co w takiej sytuacji należy począć.
- A ty co tu robisz? - zapytał Pierwszy.
- Czego chcesz tutaj ty, właśnie? - dodał Drugi.
- Właśnie, czy mogę się dołączyć do ruchu równouprawnienia dla krasnali? - poprosił Trzeci.
Ale krasnal nic nie odpowiedział, stał tak tylko sparaliżowany strachem i próbował wydukać:
- La... La.... La....
- On chyba śpiewa - powiedział Pierwszy.
- La... La...
- On śpiewa, myślę że - powiedział Drugi.
- La...
- Laaa - zaintonował Trzeci.


