Patriarcha Izraela  zobacz opis świata »

Dopis 1:Skwar , żar , spiekota . Tyle określeń na ten...

 

ks_hp 66

Od: 28.09.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 412,


Skwar, żar, spiekota. Tyle określeń na ten uciążliwy stan, w jakim się znajdował. Szedł po rozgrzanej ziemi, prowadząc ze sobą swoje stado owiec. Słońce wisiało wysoko na jasnym, błękitnym niebie, na którym nie było ani jednej chmurki. Żadnej nadziei na to, by się choć trochę ochłodziło.

Mojżesz kroczył powoli, po twarzy spływał mu pot. Owce także musiały być zmęczone, bo większość, zamiast iść, kładła się jakby w proteście przeciw tak wyczerpującej wędrówce. Nie mogły mieć pojęcia, gdzie Mojżesz ich prowadzi. A wiódł je na górę Synaj, choć było to nader dziwne, gdyż nigdy się w te okolice nie zapuszczał.

Żył już ponad czterdzieści lat, czterdzieści długich, męczących lat. Kto mu przywróci zdrowie, utracone przez wszystkie te lata? Ludzie są tacy wredni. na dworze faraona znał takiego jednego, z którym bardzo często - a zwłaszcza podczas uczt, wydawanych przez władcę Egiptu - popadał w konflikty, a były to zwykłe bzdury. Pewnego razu ten zapytał się Mojżesza, czy wierzy w bogów egipskich. Trudno powiedzieć, czy wierzył w jakiegokolwiek "boga". Nigdy, tak naprawdę, nie zastanawiał się nad tym. Szczerze mówiąc, od dzieciństwa był wychowywany na dworze faraona, więc powinien jednak czcić takie bóstwa, jak Ra, Horus czy Ozyrys, ale jakoś wcale nie miał na to ochoty. Łatwiej mu było żyć bez myśli, że jakaś siła wyższa czuwa nad nim, a on musi sztywno trzymać się ustalonych przez zeń reguł. Zresztą, uważał, że świat istniał od zawsze, a człowiek... po prostu się tu pojawił, czegoż chcieć więcej? Bóg tak naprawdę nigdy...

Nagle usłyszał jakieś trzeszczenie. Niegłośne, acz przyprawiające o ciarki na plecach. Rozejrzał się w poszukiwaniu źródła owego hałasu, ale nie dostrzegł niczego. Dopiero, kiedy bardziej wspiął się na górę, zauważył ogień, trawiący jakiś zeschły krzew. Płomienie głaskały gałązki, coraz bardziej wznosząc się w górę. Co dziwniejsze, krzak się palił... ale nie wypalał! Nadal stał w miejscu, chociaż ogień już od dłuższej chwili go pieścił!

Mojżesz - zlękniony tego, co może to oznaczać - podszedł bliżej, by przyjrzeć się krzewowi. Zapomniał o stadzie owiec, zapomniał o piekącym go w skórę słońcu, zapomniał, że jeśli nie będzie ostrożny, ogień może zająć się jego szatą. Ale - mimo, że podejrzewał z początku, iż to właśnie ten upał sprawił, że krzak stanął w płomieniach - zdawało mu się, że to nie tylko dziwne, lecz trochę niebezpieczne, by tak potężny żywioł nie potrafił zmienić w popiół suchych gałązek.

Mojżesz był już całkiem blisko, lecz nie czuł gorąca, które zwykle powinno bić od ognia. I nagle... jego nogi się ugięły, jakby jakaś niewidzialna siła nakazała mu to zrobić, a on upadł na kolana, na twardą i suchą ziemię. W tej samej chwili rozległ się potężny głos, który mógłby poruszyć wzgórzami wokół...
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 4

jest już takie opowiadanie z tłumaczeniami... 


ale już nie ma tłumaczeń oO XD heh

cóż za metamorfoza ;)


wydaje mi się, że powinno się ono znajdować w Religijne-Filizoficzne -_-


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.