Słońce swymi promykami
łaskocze mnie po ciele.
Siedzę sobie tak
na ławce i przeglądam
mały, piękny kalendarzyk.
Jestem niesamowitym miejscu
najpiękniejszym na świecie.
Tutaj czas nie istnieje,
otaczający mnie świat
przestaje mieć znaczenie.
Spoglądam przed siebie
i co widzę?
Znicze i groby.
Cmentarz - moje cztery kąty
mój dom, moja wieczność.
Trzymam kalendarz,
kalendarz trupa
jak mawiać się przyjęło.
Ja, on i zbłąkane dusze...
***
Śmiejąc się śmierci w twarz
łaskocze mnie po ciele.
Siedzę sobie tak
na ławce i przeglądam
mały, piękny kalendarzyk.
Jestem niesamowitym miejscu
najpiękniejszym na świecie.
Tutaj czas nie istnieje,
otaczający mnie świat
przestaje mieć znaczenie.
Spoglądam przed siebie
i co widzę?
Znicze i groby.
Cmentarz - moje cztery kąty
mój dom, moja wieczność.
Trzymam kalendarz,
kalendarz trupa
jak mawiać się przyjęło.
Ja, on i zbłąkane dusze...
***
Śmiejąc się śmierci w twarz


