Mazbah  zobacz opis świata »

Dopis 36: Słuchajcie ludziska! darł...

« poprzedni dopis
 
- Słuchajcie ludziska! - darł się karzeł wewnątrz kręgu. - Macie niepowtarzalną okazję zarobić górę złota! Każdy, kto wytrzyma dwie minuty na tej arenie z moim czempionem, zgarnia stawkę! Każdy, kto powali go na ziemię, otrzyma specjalną nagrodę! Są ochotnicy?

- Ja! - krzyknął jakiś głupiec, którym okazał się być Caev.

- Doskonale! Podejdź tu śmiałku! Zasady są proste: żadnej broni, żadnej magii. Czysta siła mięśni! A teraz poznaj swego przeciwnika! Oto niezwyciężony Roki!

Przed Białowłosym wyłoniła się jakaś góra mięsni. Okazał się nią być człowiek, choć z postury wyglądał na ogra.

- Niech rozpocznie się walka! - wydarł się karzeł.

Roki wysunął swe ogromne pięści do przodu. Jego nogi poruszały się w dziwnym tańcu. Wojownik stał w bezruchu, najwyraźniej nie chcąc zdradzać swoich zamiarów. W końcu jednak wykonał pierwszy ruch. A było nim poddanie się prawom fizyki i odlecenie trzydzieści stóp w tył pod naporem potwornej siły Rokiego. Białowłosy powstał, uśmiechając się głupio. To uderzenie musiało być naprawdę mocne... Olbrzym wykonał kolejny cios - Caev zrobił unik. Prawy sierpowy - Białowłosy uniknął uderzenia, czego nie dało się powiedzieć o części gapiów, która znalazła się w jednej chwili pięćdziesiąt stóp dalej. Tłum skierował swój wzrok w stronę mniej lub bardziej żywych nieszczęśników, podśmiechując się z ich losu. Roki wydał okrzyk gniewu. Caev upewniając się, że nikt z gapiów nie patrzy na niego, podniósł spory kamień, a następnie cisnął go w gardło pięściarza. Olbrzym począł chwytać się za szyję, opadając na kolana. Gdy tłum z powrotem zwrócił wzrok w stronę areny, wydał okrzyk zdumienia. Oto Białowłosy zadawał serię ciosów w brzuch klęczącego Rokiego. Wojownik, biorąc spory rozpęd, szykował się do zadania finalnego uderzenia. W pewnym momencie wrzasnął „fatality!” i wyskoczył w powietrze. Układając w locie ciało niby strzała, której grot stanowić miała jego głowa, zmierzał w stronę celu - twarzy Rokiego. Olbrzym z hukiem walnął cielskiem o ziemię.

- Ludziska... - rzekł niechętnie karzeł. - Czempion Roki leży martwy. Oto mamy nowego zwycięzcę... Po raz pierwszy od piętnastu lat...

Tłum wydał okrzyk na cześć Białowłosego.

- Tak więc, wojownik ów zgarnia stawkę! Za powalenie Rokiego, otrzymuje także specjalną nagrodę, dożywotnie, darmowe wizyty u królowej nocy Vanilii!

Nie było chyba mężczyzny, który nie słyszałby o najdroższej, najpiękniejszej i najlepszej kurtyzanie, Vanilii. Do tej pory tylko książęta oraz najbogatsza szlachta, mogli sobie pozwolić na korzystanie z jej usług. Teraz do tego grona dołączył Białowłosy. Podstępem, ale jednak....

- Królowo, uhonoruj proszę zwycięzcę! - wykrzyknął karzeł.

Przed wojownikiem stanęła Vanilia we własnej osobie. Miała długie, rude włosy oraz czerwoną suknię. Wręczyła Caevowi spory miech złota, na głowę nałożyła laurowy wieniec oraz pocałowała go w policzek. Następnie przesłała mu wymowne spojrzenie...
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 4

"fatality[!]" - w koncu wrzeszczał, prawda? ;)

W końcu się udało... Usunąłem z tego wpisu jakieś 350 znaków... Teraz, o wielcy moderatorzy, z czystym sercem możecie "przymnknąć oczy" na przekroczenie limitu przez mą osobę... :)

Oj, Lord, znam ten ból. Fajny pomysł. Wprowadziłeś opowiadanie dokładnie w punkt, który sobie wymarzyłem. Dzięki. :)

Cóż... Nie pozostaje mi nic innego jak przymknąć oko. Więc ;)

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.