Spojrzałam na trzy jednostki popijające herbatę i wgapiające się we mnie niezbyt przytomnie, co by nie powiedzieć tępo, i postanowiłam wreszcie wtajemniczyć je w swój plan, który przez te kilka godzin zdążył wykiełkować, zakwitnąć i wręcz zaowocować szaleństwem.
- A więc - zaczęłam potężnie i uroczyście.
- Nie zaczyna się zdania od "więc" - poprawiła odruchowo Tesska. Zgromiłam ją wzrokiem.
- Ale ja zaczęłam od "a więc", nie czepiaj się!
- Od "a więc" też się nie zaczyna.
- A widzisz - ucieszyła się zjadliwie Elf. - Poprawiasz mnie i poprawiasz, wreszcie jakaś sprawiedliwość boża!
- Jaka tam znowu boża... - mruknęła leniwie Sad i wrzuciła do swojej szklanki kostkę cukru.
Obrzuciłam je wszystkie wzrokiem wyjątkowo jadowitego bazyliszka.
- Czego ja się spodziewałam w sumie. - Wydałam z siebie westchnienie, które zdolne było poruszyć kilka wiatraków i wyprodukować niezgorszą ilość energii.
- Mów szybciej, mecz niedługo się zacznie, a ja siedzę tu jak głąb... - zniecierpliwiła się Elf.
- No, jeżeli jak głąb, to nawet całkiem naturalnie...
Pomyślałam, że zaraz zwariuję. Łupnęłam kubkiem w stół i oblałam się napojem.
- Cholera - mruknęłam wycierając twarz. - Chodzi mi o to, że jesteśmy pariasami.
- Uczuciowymi - uzupełniła Elf usłużnie, mając zapewne nadzieję, że jeżeli szybko skończę ględzić, to jeszcze zdąży na początek meczu.
- Dokładnie - powiedziałam dobitnie. - I tak sobie pomyślałam, że powinnyśmy coś zrobić, żeby się tego pariasostwa pozbyć.
Odpowiedział mi głupawy rechot. Zdenerwowałam się.
- No i czego rechotacie jak te ropuchy w urodzajnym stawie!
- Nie ma czegoś takiego, jak urodza... - zaczęła Tesska, lecz Sad zatkała ją poduszką. Przez chwilę słychać było tylko pełen oburzenia charkot połączony z aluzją niezamierzonej konsumpcji pierza. Po chwili dotarło do mnie, że to mój jasiek.
- Oddawaj! - Wydarłam sinej już na twarzy Tessce poduszkę z zębów i czule przytuliłam do łona. Poduszkę, nie Tesskę.
- W każdym razie powinnyśmy coś zrobić.
- Zwariowałaś - zaopiniowała Elf ze zgorszeniem. - Przecież przezwyciężeniu naszego pariasostwa nie podołałby nawet Herakles! Fuzja Scylli i Charybdy też niewiele by tu pomogła. A skoro nawet takie zwierzątka i herosik są bezradne, to już lipa gigantyczna.
Sad błysnęło w oku.
- Słuchajcie, skoro przerasta to Heraklesa, to może my damy radę? Wiecie, gdzie diabeł nie może i tak dalej...
- Dwanaście prac Heraklesa! Jak chłop nie da rady, to może faktycznie my...?
***
- A więc - zaczęłam potężnie i uroczyście.
- Nie zaczyna się zdania od "więc" - poprawiła odruchowo Tesska. Zgromiłam ją wzrokiem.
- Ale ja zaczęłam od "a więc", nie czepiaj się!
- Od "a więc" też się nie zaczyna.
- A widzisz - ucieszyła się zjadliwie Elf. - Poprawiasz mnie i poprawiasz, wreszcie jakaś sprawiedliwość boża!
- Jaka tam znowu boża... - mruknęła leniwie Sad i wrzuciła do swojej szklanki kostkę cukru.
Obrzuciłam je wszystkie wzrokiem wyjątkowo jadowitego bazyliszka.
- Czego ja się spodziewałam w sumie. - Wydałam z siebie westchnienie, które zdolne było poruszyć kilka wiatraków i wyprodukować niezgorszą ilość energii.
- Mów szybciej, mecz niedługo się zacznie, a ja siedzę tu jak głąb... - zniecierpliwiła się Elf.
- No, jeżeli jak głąb, to nawet całkiem naturalnie...
Pomyślałam, że zaraz zwariuję. Łupnęłam kubkiem w stół i oblałam się napojem.
- Cholera - mruknęłam wycierając twarz. - Chodzi mi o to, że jesteśmy pariasami.
- Uczuciowymi - uzupełniła Elf usłużnie, mając zapewne nadzieję, że jeżeli szybko skończę ględzić, to jeszcze zdąży na początek meczu.
- Dokładnie - powiedziałam dobitnie. - I tak sobie pomyślałam, że powinnyśmy coś zrobić, żeby się tego pariasostwa pozbyć.
Odpowiedział mi głupawy rechot. Zdenerwowałam się.
- No i czego rechotacie jak te ropuchy w urodzajnym stawie!
- Nie ma czegoś takiego, jak urodza... - zaczęła Tesska, lecz Sad zatkała ją poduszką. Przez chwilę słychać było tylko pełen oburzenia charkot połączony z aluzją niezamierzonej konsumpcji pierza. Po chwili dotarło do mnie, że to mój jasiek.
- Oddawaj! - Wydarłam sinej już na twarzy Tessce poduszkę z zębów i czule przytuliłam do łona. Poduszkę, nie Tesskę.
- W każdym razie powinnyśmy coś zrobić.
- Zwariowałaś - zaopiniowała Elf ze zgorszeniem. - Przecież przezwyciężeniu naszego pariasostwa nie podołałby nawet Herakles! Fuzja Scylli i Charybdy też niewiele by tu pomogła. A skoro nawet takie zwierzątka i herosik są bezradne, to już lipa gigantyczna.
Sad błysnęło w oku.
- Słuchajcie, skoro przerasta to Heraklesa, to może my damy radę? Wiecie, gdzie diabeł nie może i tak dalej...
- Dwanaście prac Heraklesa! Jak chłop nie da rady, to może faktycznie my...?
***


