Taki jak ja...  zobacz opis świata »

Dopis 16:Stała w drzwiach i patrzyła na...

« poprzedni dopis
 

susie9 77

Od: 09.06.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 6,

Dopisów: 108,


Stała w drzwiach i patrzyła na mnie jak na ufoludka.
- Mogłabyś chociaż wstać i pościelić! - zasugerowała lodowatym tonem.
Moja matka mnie nie znosiła.
Spojrzałam na nią z urazą.
- Chwileczkę. Jest wcześnie.
- No to co?! Dziecko, ja zaraz do pracy wychodzę, nie mam później czasu, żeby cię wychowywać!
Brzmiało to jak źle napisany monolog do kiepskiego filmu. Matka wzięła się pod boki, patrząc na mnie groźnie. Czyźby sądziła, że załatwi mą niezłomną duszę takim tekstem?!
- Laura! - ten głos nareszcie zabrzmiał jak groźba!
Uradowana, nie zamierzałam jednak wstawać. No cóż, niech moja wyrafinowana rodzicielka choć raz się postara.
- Dziecko, czy ty chcesz mnie tutaj... - matce brakowało słów, co dla mnie było słodką zemstą. Patrzyłam na te jej równo opiłowane paznokcie nerwowo zaciskające się na skraju łóżka i czułam satysfakcję.
- No wiesz co, nie wytrzymam! Spóźnię się, bo chciałam dobrze! Nareszcie cię wychować!
Spojrzałam na nią z ukosa.
- Na to już za późno - mruknęłam. - Wolałam sama się wychować.
- Nie pyskuj mi tutaj! I zachowuj się jakoś! Widziałam, w czym chodzisz, te czarne szmatki i glany, tak?! Może mogłabyś się czasem porządznie ubrać, co?
Ironia. Rozbawienie. Właśnie to czułam. Czy tej kobiecie już totalnie na łeb padło?!
- Och, wiesz, mamo - odparłam obojętnie. - Wszyscy moi znajomi się tak ubierają, nie chciałam być gorsza - specjalnie zaakcentowałam ostatnie słowo.
- Oczywiście! - nareszcie spotkałam się z aprobatą. - Tak trzeba, Laurynko! Możemy się jutro... Albo pojutrze, bo jutro mamy ciężki dzień... Wybrać do galerii i paru butików, znajdziemy coś dla ciebie!
Nie no, trzymajcie mnie. Tym to mnie rozwaliła do końca. Mimowolnie się roześmiałam.
- Wiesz, mamo - rzuciłam. - Ja wolę te czarne szmatki.

* * *

Japonki leniwie stukały po chodniku. Znałam ten chodnik. Lubiłam klapanie tych japonek Lubiłam japonki. Lubiłam w nich chodzić w ostatnie dni września, słuchać ich klekotu, słuchać dźwięków, którymi zdradzały mi swój nastrój.
Lubiłam też ten chodnik. Oj, bardzo go lubiłam.
Lubiłam tą ulicę. To osiedle. Ten blok.
I te drzwi.
Lubiłam te drzwi, bo prowadziły do jedynej osoby, która naprawdę mnie rozumiała. Która jako jedyna zawsze potrafiła mnie pocieszyć, doradzić, która rozumiała, co dzieje się w tej skołatanej głowie.
Tak. Ona zawsze wiedziała, co mi odpowiedzieć.
Zawsze wiedziała, dlaczego płaczę.
Zawsze wiedziała, kiedy jestem smutna. I co ten smutek wywołało.
Ale o kółku przyrodniczym nie wiedziała jeszcze niczego.
To jednak na chwilę obecną nie było istotne.
Tak bardzo chciałam ją już zobaczyć! Ale na razie się powstrzymywałam.
Tak bardzo chciałam rzucić się w jej objęcia...
Tylko ona była moją prawdziwą podporą duchową.
Babcia.
Moja najukochańsza w świecie babcia.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 6

Lubię chodniki, lubię japonki, lubię osiedle gdzie mam czasem ochotę posadzić jakieś palmy ale i tak jest pięknie.

Też lubię glany. I czarne szmatki.
A łóżko ścielę tylko w niedzielę i również wysoko cenię sobie wyspanie się!




Popieram WYSUBLIMOWANĄ!

Pozwolisz, że dopiszę coś krótkiego, Susie?

Oczywiście, że pozwolę :) Jako Laura... W sensie przenośnym i dosłownym (już Ty wiesz, co mam na myśli, Iduś!)...

Oj, wiem, wiem!

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.