Zbiór rzeczy przypadkowych  zobacz opis świata »

Dopis 1:Stałam w kuchni i mieszałam ciemny sos...

 

susie9 77

Od: 09.06.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 6,

Dopisów: 108,


Stałam w kuchni i mieszałam ciemny sos. To banalne zajęcie bardzo mnie irytowało. Miałam ochotę otworzyć okno i wylać ciemny sos do ogródka. Szkoda, że to nie miałoby większego sensu i tylko przysporzyłoby mi roboty na resztę dnia.
Stałam sobie w kuchni i mieszałam ten zakichany sos, kiedy nagle usłyszałam trzask. Trzask rozległ się tuż za moimi plecami, dlatego odwróciłam się gwałtownie i... szeroko otworzyłam oczy ze zdumienia.
Z sufitu spadła lampa. Roztrzaskała się w drobny mak. Moja ukochana, czerwona lampa! Z wściekłością kopnęłam największy odłamek szkła, ale już po chwili pochylałam się nad resztkami lampy i próbowałam je jakoś uporządkować. Po wstępnych oględzinach (odłamki były do niczego) przesypałam szczątki mojego cudeńka do dużego, glinianego dzbanuszka. Postawiłam go na środku stołu i wróciłam do mieszania sosu. Chyba troszkę za późno - sklejona, przypalona masa nie wyglądała zbyt zachęcająco.
Nagły impuls sprawił, że wrzuciłam naczynie z sosem do zlewu, chwyciłam portfel i kluczyki od toyoty, a następnie wybiegłam z domu. Samochód stał na podjeździe. Wrzuciłam portfel, wskoczyłam do środka i odpaliłam moje autko.
Jak na złość, wszystkie światła na mojej drodze były czerwone. Przy piątym skrzyżowaniu dałam sobie spokój i przejechałam na żółtym. Koniec z byciem dobrą panienką.
Po półgodzinie dotarłam do sklepu, w którym powinny być lampy. Nie wiem czy ładne, czy brzydkie, ale jakieś powinny być.
Wbiegłam do środka, potrącając ludzi. Byłam zdeterminowana. W dziale z lampami odnalazłam jakieś nowoczesne cuda, które nijak się miały do mojego czerwonego dzieła sztuki.
- Czy w czymś pomóc? - zapytał uprzejmie mężczyzna w firmowej koszulce. - Mamy szeroki wybór nowoczesnych lamp, do wyboru, do koloru...
- Nie chcę żadnej nowoczesnej lampy! - wrzasnęłam. Chyba zdziebka za głośno, bo wszyscy klienci spojrzeli na mnie jak na wariatkę. Ale to już nic nowego - przynajmniej dla mnie. Przecież spotykałam się z takimi spojrzeniami już od dzieciństwa.
Mężczyzna wybałuszył na mnie oczy.
- M-Mamy również nieco...nieco inne modele - powiedział nerwowo. Chyba go przestraszyłam. Co ciekawe, schlebiło mi to.
- Przepraszam, jestem bardzo wybuchowa. Typowy choleryk - zaśmiałam się szczerze i dodałam: - A ma pan może coś bardziej...hmm...sentymentalnego?
- Oczywiście! - zawołał ożywionym tonem mężczyzna. - Mamy taką śliczną, zieloną lampę.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Zielona lampa? Nareszcie.

@Susie:"Jeśli i Wam czasem spada lampa (...), warto to opisać".

Kiedy byłam jeszcze małym, sięgającym do pasa szczylkiem, w mym domiszczu zadomowiło się znaleźne, młode kocię, o swawolnej, niewyżytej energiczności i szaleńczej nadpobudliwości. To właśnie ono magicznym sposobem zrzuciło ze stołu zieloną lampę, której szklany klosz roztrzaskał się na drobne kawałki. Zaaferowana, spodziewając się niezadowolenia rodziców, wzięłam klej, taśmę i pokleiłam misternie drobne elementy klosza, po czym nałożyłam go na lampę i udając że nic się nie stało, poszłam się bawić. Kiedy rodzice wrócili, na twarzach zgodnie pojawił im się grymas uśmiechu, po czym eksplodowali histerycznym, brzmiącym śmiechem. Do dziś zastanawia mnie, co też zabawnego znaleźli oni w niepozornej, zielonej lampie...

No cóż. Nie sądziłam nigdy, że ta historia będzie miała predyspozycje, by kogoś zainteresować.

Pozdrawiam

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.