niezwykłe wakacje  zobacz opis świata »

Dopis 10:Stewardessa zaproponowała kawę . Czy...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


Stewardessa zaproponowała kawę.
- Czy nie jest pan za młody na kawę? - zapytała.
Pułkownik pakował mi do tornistra różne gadżety.
- Cóż to takiego pułkowniku? - zapytałem na widok dziwnych kuleczek.
- To się wrzuca do basenu, gdy się już rozpuści to woda czysta na tip top.
Lecieliśmy nisko nad ziemią, tak żeby nie mogły nas uchwycić radary. Ale w pewnym momencie musieliśmy się poderwać do góry, ja w tym momencie miałem wyskoczyć ze spadochronem.
- No to gud lak! - krzyknął pułkownik.
Skoczyłem, otwierając nad sobą wspaniałą czaszę, śledziłem zielony beret pułkownika, wessany na zewnątrz przez świat.
Na ziemi przywitała mnie mała Chinka. Sięgnąłem do portfela po zdjęcie i porównałem, tak, to była ona.
- A mówiłeś że przede mną nie było żadnych innych dziewczyn? - zastanowiła się Agnieszka.
- Bo to nie była zwykła dziewczyna. To była łą- czni-czka...
- Acha.
- Ty chyba nie wiesz jak jest w Sajgonie. Tam normalnie po drzewach chodzą takie węże.
- Jakie? - zainteresowała się.
- Takie jak stąd do drzwi tej kawiarni - odpowiedział Mario z powagą.
- Ale ja je. o tak! - zademonstrował ugniatając rachunek za lody na małą kulkę.
Potem wsiedliśmy na statek. Nie było innego, więc się zabraliśmy z piratami. I powiem ci Agnieszka, że oni mi się nie podobali ani trochę. Zarośnięci jak agrest, w trójkątnych czapeczkach, tylko czychali żebym im pozwolił zajrzeć do tornistra. A najgorsze było to, że oni na przywitanie mojej łączniczki nie pocałowali jej w dłoń! Poszedłem zaraz z tym do kapitana, oczywiście przeprosił, zebrał ich wszystkich w ciasnej kajucie i poprosił mnie żebym im zrobił szkolenie w zakresie sawłar wiwr. No, ale opłaciło się, bo dzięki temu nie musieliśmy płacić za kurs, i zostało tyle że mogłem dzisiaj zapłacić za lody.
Agnieszka pogłaskała go czule po głowie i szepnęła - opowiadaj dalej kochany.
Nie pamiętam co było dalej, był taki upał. Chinka przeprowadziła mnie przez dżunglę, szliśmy przez jakieś schody, potem spojrzała przez lornetkę.
Tam właśnie był obóz, gdzie w takich chatkach które się wynajmuje kiedy nie ma się już nawet na pole namiotowe, przetrzymywano naszych chłopców. Wszyscy oni to byli specjaliści w dziedzinie oczyszczania basenów, musiałem ich odbić.
Była już noc, zakradłem się cicho jak kot. Strażnicy spali albo oglądali tv.
- A co oglądali?
- Jakąś telenowelę.
Zakradłem się do chłopaków, a oni mi meldują że nigdzie nie pójdą, bo dobrze im w lesie, nie muszą się niczym przejmować i nie ma takiej możliwości, żeby wrócili jeszcze kiedykolwiek na lekcję geografii. Posprzeczaliśmy się nawet trochę, aż obudziliśmy strażników. Za karę, że kręcę się po obozie bez niczyjej zgody zapisali mnie na kurs z naturoterapii, gdzie nauczyłem się stawiać bańki i stosować pijawki.
- Fe!
- Powiem ci, że to całkiem skuteczna metoda...
No, ale mieliśmy przecież wyczyścić basen. Chłopcy w końcu się jakoś pozbierali i zapakowałem ich do helikoptera.
- A skąd wziąłeś helikopter?
- Przysłał mi go rząd.
Wzbiliśmy się do góry, a cała wioska, medycy i strażnicy bili nam brawo i machali na pożegnanie białymi chusteczkami.
- A co się stało z tą Chinką?
- Z Chinką? No właśnie, zapomniałem ci powiedzieć - Mario spojrzał na zegarek.
- Jestem z nią umówiony na piętnastą.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.