Krytycznym okiem  zobacz opis świata »

Dopis 1:Surrogates /...

 

Luainn 88

Od: 11.12.2006,aktywny: dawno temu

Tekstów: 4,

Dopisów: 225,


Surrogates / Surogaci



Sobota to parszywy dzień na kino. Tłumy ludzi, nawet w okolicach dziesiątej wieczór, na ostatnich seansach. I wszyscy jedzą popcorn.

Reklamy i początek filmu zwykle schodzą mi na tym, by zasymilować dźwięk natrętnego chrobotania w kubeczku z prażoną kukurydzą z dolby surraund na sali. Gdy przeżyję już tę swoistą fazę pierwszą, przychodzi pora na oglądanie seansu.

Tym razem zapędziłam się na nowy hit prosto zza wielkiej wody – „Surogaci”.

Reżyserem obrazu jest Jonathan Mostow, ale nie kojarzę gościa i to nie jego nazwisko zachęciło mnie do poświęcenia na ten film wolnego wieczoru. Reklamówka za to była intrygująca, jak i sam tytuł. Z serii tych, które zmuszają człowieka, by sięgnąć po słownik wyrazów obcych.

Nikt mi nie powie, że Sci-Fi nie jest rozwijające...

Film zaczyna się równie intrygująco. W głośnym klubie bawią się sami piękni, młodzi i pewnie bogaci, zważywszy po strojach i łapówce wręczanej bramkarzowi na wejściu. Śledzony przez nas bohater, dosłownie, rzuca się w sam środek parkietu z wysokości drugiego piętra i zaczyna tańczyć.

Tak, dobrze rozumieliście. Chłopak przeżywa upadek, a potem w najlepsze śmiga po parkiecie z ponętną, uczepioną jego ramienia blondynką. Oto cała uroda tego typu filmów.

Potem jest już tylko lepiej. Okazuje się, że wszyscy ludzie na ulicach miasta – tytułowi surogaci - to kopie prawdziwych ludzi, którzy tylko zdalnie sterują swoimi ślicznymi podróbkami. Oczywiście, nie każdy wygląda tak, jak w rzeczywistości. Niektórzy podrasowują swój wygląd. I to dość znacznie. Na zewnątrz jednak, wszyscy są śliczni, gładcy, wysportowani. Mogą wpadać pod samochody bez uszczerbku dla kontrolujących ich ludzi, potrafią skakać po budynkach, a nawet biegają jak terminatorzy, i wszystko to w opakowaniu ala lalka Barbie, w naturalnych rozmiarach. Potem, serwuję się widowni kilka zwyczajowych gładkich słówek o tym, jak to dzięki surogatom wszędzie jest bezpiecznie i cacy, oraz jak wszyscy są szczęśliwi ze swoimi mechanicznymi klonami.

Nie trzeba być geniuszem, żeby się domyśleć, jak dalej toczy się fabuła.

Są ci „dobrzy”, są „źli”. Dla niepoznaki, kilka razy zamieniają się rolami. Jedynie dzielny Agent Greer o twarzy Bruce'a Willis'a, główny bohater obrazu, jest kryształowy. Czy to w wersji „Mr Plastic-Fantastic” czy też jako wymięty, szary człowiek. Oczywiście, jest obowiązkowo strasznie zmęczony życiem, zgorzkniały i po przejściach, z całkiem nieżywym synem, oraz prawie nieżywą żoną.

Nie będę zdradzać więcej, bo intryga nie jest mocno skomplikowana i boję się, że powiem o jedno słowo za dużo.

Teraz, gwoli wyjaśnienia. Gdyby ktoś odniósł wrażenia, że powyższy opis jest krytyką filmu, od razu odpowiadam, że się myli. „Surogaci” to rozrywka w czystej i tylko lekko mdlącej postaci. Niezbyt zagmatwany suspens, jasne moralnie charaktery oraz całkiem fajne efekty specjalne sprawiają, że spokojnie można ten film obejrzeć w sobotni wieczór w kinie. Wtedy, gdy człowiek nie ma zbyt wielkich wymagań i po prostu chce w spokoju zjeść saganek popcornu.

Aha! Dla wszystkich zainteresowanych. Dźwięki chrupania świetnie współgrają z odgłosem skakania po kontenerach i samochodach.

Szlust... Chrum, chrum, chrum...

Smacznego oglądania.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 6

Lu, nie kłam, to jest krytyka ;p


Ja sama byłam ciekawa tego filmu, ale po Twojej recenzji chyba zrezygnuję z wydawania kasy na kino.


Ja sie tylko dziwe, co tym kinowcą robią blondynki, że zawsze jakas musi być gdzieś uwieszona - czy to na ramieniu, czy to na rusztowaniu wierzowca ^^


Boska recenzja, przynam uśmiecłam sie i na ten film na bank nie pójdę. Przez ciebie i przez Brusa Willisa :P


Ale ja mówię zupełnie serio! Film jest hmm, może nie najlepszy, ale obejrzeć się da. Niestety, widziałam gorsze;>


Proponuję obejrzeć go sobie jednak w domu. Nie ma tam nic takiego, co wymagałoby dwupiętrowego ekranu, dolby surround i wzmocnienia dźwięku o chrumkanie popcornem:D


Kazik by cię wychłostał, jaby usłyszał jakie rozwiązania proponujesz ;D


Racja! Zapomniałam dodać - wersja DVD za jakieś pół roku hehe


Nie oglądałam tego filmu, ale oczywiście w telewizji pokazywali zapowiedź i nie wiem dlaczego nasunął mi się obraz z "Ja, robot". Tam ludzie mieli swoje roboty, którzy mieli ułatwaić im życie. Byli dla ludzi służącymi, dawcami organów. Mieli zasadę, że nie mogą zabijać. Potem okazało się, że nie są one tak kryształowe. Swoją drogą "Ja, tobot" to świetny film ze Smith'em w roli głównej. Gorąco go polecam.


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.