Szedł szybko, mijał pozamykane już sklepy i opustoszałe uliczki. Ta część miasta o tej porze zazwyczaj odwiedzana była przez osoby chętne kłopotów lub szybkich numerków z mieszkającymi tutaj prostytutkami. Przybysz jednak udał się tutaj w innym celu, szukał kogoś, kto zna odpowiedzi na jego pytania. Gdy ujrzał majaczące w oddali drzwi znajomego mu budynku, przyśpieszył kroku i już po chwili naciskał klamkę, która jednak stawiła opór.
Dziwne, pomyślał.
Ona nigdy nie zamykała.
Po chwili drzwi otworzyły się z cichym zgrzytem, a on wszedł do środka. Uderzył w niego zapach stęchlizny i zgnilizny, zaniepokojony sięgnął po broń i ją odbezpieczył. Poszedł do źródła zapachu, do niewielkiej sypialni z zasłoniętym oknem. Włączył światło.
Światło oświetliło zakurzone meble, łóżko było niepościelone, podłoga brudna od czerwonawej cieczy pochodzącej z okolicy okna. Podszedł bliżej, po widoku leżącego tam ciała poczuł chęć na wymioty.
Ciało było w stanie rozkładu, białe larwy wychodziły z oczodołów starszej kobiety, która zmarła zapewne od ciosów zadanych w klatkę piersiową.
Zakrył usta chusteczką, nieprzyjemny zapach utrudniał oddychanie. Ostrzegał, że kobieta zadaje się z niewłaściwym towarzystwem, że to ją zgubi. I rzeczywiście zgubiło. Szkoda, wiedziała bardzo wiele o sprawach, o które miała zostać zapytana. Teraz został sam, bez odpowiedzi, z mętlikiem w głowie. Będzie musiał złożyć anonimowy donos, a potem przeprowadzić śledztwo. Podejrzanych będzie wielu, musi tylko znaleźć notes z nazwiskami. Poszukiwania rozpoczął od sypialni, dłonie owinął znalezioną szmatą i zabrał się za szukanie. Jednak, notesu nigdzie nie było, widocznie ktoś go zabrał. Może nawet ta osoba po to tu przybyła, sądząc, że nikogo nie zastanie i obędzie się bez ofiar. Kobieta zapewne napadła na złodzieja, ten spanikował i zabił. Tak mogło być, jedna ofiara więcej czy mniej...
Uniósł głowę, gdy usłyszał skrzypienie drzwi.
- Maria?- zapytał czyjś głos, należący do młodej dziewczyny.- Mieszkania nie umiesz wietrzyć?
Dziewczyna zbliżyła się do miejsca zbrodni, mężczyzna wykorzystał okazję, że go minęła i zaszedł ją od tyłu. Ona była przygotowana, mimo niewielkiej postury powaliła mężczyznę na podłogę i na nim usiadła przystawiając mu do gardła sztylet.
- Ktoś ty?- warknęła.
- Dave- wystękał meżczyzna.
- Co tu robisz? Maria nie miewała gości z policji.
- Skąd wniosek, że jestem z policji?
- Gliniarza wyczuję z daleka, macie charakterystyczny zapach. Spadaj stąd, nim ktoś cię tu zobaczy.
- Poznam imię osoby, która udziela mi dobrych rad?
- Lena.
- Maria to twoja znajoma?
- Maria była moją znajomą. A ja dorwę tego, kto to zrobił. Najporządniejsza osoba, jaką znałam.
- Leno, chodźmy stąd obydwoje, porozmawiamy w lepszych warunkach.
- Nie mieszaj się w tę sprawę, żywy z niej nie wyjdziesz, to nie sprawa dla gliniarza, tylko dla nas.
- Jakich nas?
- Napiętnowanych. Nie wnikaj w to, kim jesteśmy.
- Inaczej zginę?- zakpił.- I może to ty mnie zabijesz?
- Tak byłoby łatwiej, ale nie lubię brudzić sobie rąk. Poza tym paskudy by się wkurzyły, a ja miałabym większe kłopoty. Nawet nie powinnam tu być, zostawiam trop.
Dziewczyna zdawała się nie kontrolować słowotoku. Wyglądała na nieco zagubioną, ale i gotową zabić Dave'a w każdej chwili, gdyby choćby drgnął. Po chwili jednak z niego zeszła i kucnęła przy ciele Marii.
- Hmm...- zamyśliła się.- Śmierdzi mokrym psem. Ostatnie ulewy były jakieś trzy tygodnie temu. A rany zadano długim ostrzem o poszczerbionych końcach.
Spojrzała na swój sztylet. Pasował do opisu narzędzia zbrodni.
- Ups- szepnęła.- Mam kłopoty. Wina spadnie na mnie. Niech to szlag.
Jej czarne włosy przysłoniły błękitne oczy, w których zagościł strach. Szybko się poderwała i pociągnęła za sobą Dave'a, gdy tylko ten się podniósł.
- Hej, co ty robisz?- zapytał Dave widząc, że dziewczyna grzebie w bagażniku pobliskiego samochodu i wyciąga kanister z benzyną.
- Ratuję nasze tyłki- odparła.
Wbiegła do budynku, a chwilę później stamtąd wybiegła, a za nią pojawił się ogień.
- Wsiadaj, podrzucę cię- powiedziała spokojnie i wsiadła do samochodu.
Dave chwilę się wahał, ale w końcu i on wsiadł. Auto ruszyło z piskiem opon, mknęło badzo szybko wymijając nieliczne samochody. Lena podwiozła mężczyznę pod budynek, w którym mieszkał. Pożegnał się z nią i wysiadł, nie pytał o nic. Miał wrażenie, że jeszcze się spotkają.
Dziwne, pomyślał.
Ona nigdy nie zamykała.
Po chwili drzwi otworzyły się z cichym zgrzytem, a on wszedł do środka. Uderzył w niego zapach stęchlizny i zgnilizny, zaniepokojony sięgnął po broń i ją odbezpieczył. Poszedł do źródła zapachu, do niewielkiej sypialni z zasłoniętym oknem. Włączył światło.
Światło oświetliło zakurzone meble, łóżko było niepościelone, podłoga brudna od czerwonawej cieczy pochodzącej z okolicy okna. Podszedł bliżej, po widoku leżącego tam ciała poczuł chęć na wymioty.
Ciało było w stanie rozkładu, białe larwy wychodziły z oczodołów starszej kobiety, która zmarła zapewne od ciosów zadanych w klatkę piersiową.
Zakrył usta chusteczką, nieprzyjemny zapach utrudniał oddychanie. Ostrzegał, że kobieta zadaje się z niewłaściwym towarzystwem, że to ją zgubi. I rzeczywiście zgubiło. Szkoda, wiedziała bardzo wiele o sprawach, o które miała zostać zapytana. Teraz został sam, bez odpowiedzi, z mętlikiem w głowie. Będzie musiał złożyć anonimowy donos, a potem przeprowadzić śledztwo. Podejrzanych będzie wielu, musi tylko znaleźć notes z nazwiskami. Poszukiwania rozpoczął od sypialni, dłonie owinął znalezioną szmatą i zabrał się za szukanie. Jednak, notesu nigdzie nie było, widocznie ktoś go zabrał. Może nawet ta osoba po to tu przybyła, sądząc, że nikogo nie zastanie i obędzie się bez ofiar. Kobieta zapewne napadła na złodzieja, ten spanikował i zabił. Tak mogło być, jedna ofiara więcej czy mniej...
Uniósł głowę, gdy usłyszał skrzypienie drzwi.
- Maria?- zapytał czyjś głos, należący do młodej dziewczyny.- Mieszkania nie umiesz wietrzyć?
Dziewczyna zbliżyła się do miejsca zbrodni, mężczyzna wykorzystał okazję, że go minęła i zaszedł ją od tyłu. Ona była przygotowana, mimo niewielkiej postury powaliła mężczyznę na podłogę i na nim usiadła przystawiając mu do gardła sztylet.
- Ktoś ty?- warknęła.
- Dave- wystękał meżczyzna.
- Co tu robisz? Maria nie miewała gości z policji.
- Skąd wniosek, że jestem z policji?
- Gliniarza wyczuję z daleka, macie charakterystyczny zapach. Spadaj stąd, nim ktoś cię tu zobaczy.
- Poznam imię osoby, która udziela mi dobrych rad?
- Lena.
- Maria to twoja znajoma?
- Maria była moją znajomą. A ja dorwę tego, kto to zrobił. Najporządniejsza osoba, jaką znałam.
- Leno, chodźmy stąd obydwoje, porozmawiamy w lepszych warunkach.
- Nie mieszaj się w tę sprawę, żywy z niej nie wyjdziesz, to nie sprawa dla gliniarza, tylko dla nas.
- Jakich nas?
- Napiętnowanych. Nie wnikaj w to, kim jesteśmy.
- Inaczej zginę?- zakpił.- I może to ty mnie zabijesz?
- Tak byłoby łatwiej, ale nie lubię brudzić sobie rąk. Poza tym paskudy by się wkurzyły, a ja miałabym większe kłopoty. Nawet nie powinnam tu być, zostawiam trop.
Dziewczyna zdawała się nie kontrolować słowotoku. Wyglądała na nieco zagubioną, ale i gotową zabić Dave'a w każdej chwili, gdyby choćby drgnął. Po chwili jednak z niego zeszła i kucnęła przy ciele Marii.
- Hmm...- zamyśliła się.- Śmierdzi mokrym psem. Ostatnie ulewy były jakieś trzy tygodnie temu. A rany zadano długim ostrzem o poszczerbionych końcach.
Spojrzała na swój sztylet. Pasował do opisu narzędzia zbrodni.
- Ups- szepnęła.- Mam kłopoty. Wina spadnie na mnie. Niech to szlag.
Jej czarne włosy przysłoniły błękitne oczy, w których zagościł strach. Szybko się poderwała i pociągnęła za sobą Dave'a, gdy tylko ten się podniósł.
- Hej, co ty robisz?- zapytał Dave widząc, że dziewczyna grzebie w bagażniku pobliskiego samochodu i wyciąga kanister z benzyną.
- Ratuję nasze tyłki- odparła.
Wbiegła do budynku, a chwilę później stamtąd wybiegła, a za nią pojawił się ogień.
- Wsiadaj, podrzucę cię- powiedziała spokojnie i wsiadła do samochodu.
Dave chwilę się wahał, ale w końcu i on wsiadł. Auto ruszyło z piskiem opon, mknęło badzo szybko wymijając nieliczne samochody. Lena podwiozła mężczyznę pod budynek, w którym mieszkał. Pożegnał się z nią i wysiadł, nie pytał o nic. Miał wrażenie, że jeszcze się spotkają.


