Padół Łez   zobacz opis świata »

Dopis 20:Szedł zamyślony...

« poprzedni dopis
 
Szedł zamyślony. Tuż przed rzeczoną pętlą ktoś potrącił go, silnie szturchając ramię. Taki już urok stolicy, przechodnie spieszą się, biegnąc każdy w swoją stronę, jakby ich gonił sam diabeł albo jeszcze co gorszego, zupełnie nie zwracając uwagi, że nie są na zatłoczonych ulicach miasta sami. Robert obejrzał się za mężczyzną. Był to młody chłopak, najwyżej dwudziestoletni, długie ciemnoblond włosy spływały na plecy związane w koński ogon. Miał na sobie czarną, aksamitną koszulę, luźno wiązaną pod szyją na tasiemkę, stylizowaną na staroświecką i lekko wymięte spodnie od jasnego garnituru. Na szyi wisiał srebrny łańcuszek, na którym dyndał, obracając się wokół własnej osi wisiorek - krzyż celtycki. Spod przydługich spodni wyglądały bose stopy. Nieznajomy także przystanął uśmiechając się przepraszająco.

- I,m so sorry... - bąknął nieśmiało. Cóż... obcokrajowiec, pewnie turysta...

Kilka kroków dalej stała dziewczyna w lateksowym gorsecie i krótkiej spódniczce z tej samej materii. Na nogach miała sięgające kolan buty na wysokiej szpilce. Włosy ufarbowane na barwne pasemka - pomarańczowe, czerwone i błękitne, zaplecione w maleńkie warkoczyki sterczały na środku głowy ufryzowane na przysłowiową cebulę. Ostry, ciemny makijaż sprawiał, że nie dało się określić jej wieku nawet "mniej więcej". Najwyraźniej czekała na tego właśnie chłopaka, który w roztargnieniu potrącił Roberta. Założyła ręce na piersiach i niecierpliwie przytupywała obcasem o bruk.

- Shon! - zawołała po chwili. - Komm! Was du hin tut? - dodała po niemiecku.

- Ein moment - odkrzyknął zawołany nie spuszczając oczu z Roberta. Jego akcent jednak nie był z pewnością niemiecki, w odróżnieniu do towarzyszki. - Przepraszam, nie chciałem - powiedział jeszcze łamaną polszczyzną zwracając się do skonsternowanego już zupełnie Myślickiego.

Po tych słowach odwrócił się i poszedł w kierunku niecierpliwiącej się koleżanki. Obracając się zajrzał jeszcze głęboko w oczy Roberta. W jego wzroku było coś dziwnego,coś, co wstrząsnęło mężczyzną, choć ciężko byłoby mu określić dlaczego. Odniósł dziwne wrażenie, że młody człowiek doskonale wie, skąd on wraca i co tam robił. Zaczął zastanawiać się, czy przypadkiem nie popada w paranoję.

***

Doktor Salvatore spojrzała na zmasakrowane zwłoki beznamiętnie, jak gdyby taki widok był dla niej chlebem powszednim. Uklękła i zaczęła uważnie przyglądać się znakom na ciałach przymrużonymi lekko oczyma. Po chwili wstała.

-J ęzyk aramejski z wyraźnymi śladami dialektu, a właściwie nowomowy judeo-aramejskiej, zapisany alfabetem fenickim. Połączenie formy typowo starożytnej, używanej na całym bliskim wschodzie ze sporo nowocześniejszą, pochodzącą z około I w. p.n.e.

Inspektor spojrzał na kobietę z pod oka, marszcząc brwi.

- Ale co głosi napis? - zapytał zniecierpliwiony.

- Obyś sczezł synu świni. - lingwistka uśmiechnęła się słodko.

- Hmm? - spytał błyskotliwie Żuraw.

- Obyś sczezł synu świni – powtórzyła cierpliwie kobieta – Tak głoszą te znaki – zaczęła tłumaczyć tonem pani nauczycielki objaśniającej pierwszej klasie podstawowej, ile jest dwa dodać dwa. - W wolnym tłumaczeniu oczywiście. Widzi pan ten znak? - wskazała palcem – słowo to oznacza „umrzeć”, tyle że w bardzo archaicznej formie, dlatego tłumaczę je jako „sczezł”, natomiast „synu świni” to typowe przekleństwo używane przez izraelskich ortodoksyjnych judaistów, gdyż świnia uważana jest według nakazów religijnych za zwierzę nieczyste...

Inspektor z trudem powstrzymywał irytację wywołaną owym intelektualnym bełkotem, do niczego mu w zasadzie nieprzydatnym. Nie cierpiał pracować z naukowcami, wolał zdecydowanie konkretniejszych współpracowników.

- Ale jakie to ma znaczenie dla sprawy? - spytał przerywając jej w pół zdania.

Pani doktor wzruszyła tylko ramionami.

- A kto tu jest policjantem? Ja czy pan?

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

hmmm... nie wiem co powiedzieć ^^


doobre ^^


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.