Nowa Nadzieja  zobacz opis świata »

Dopis 98: Szepty , wciąż słysz szepty...

« poprzedni dopis
 
***

Szepty, wciąż słysz szepty, z różnych stron. Wiem, tak to wiem. Co robić jak robić. Dlaczego. Dobrze. Zgadzam się. Jestem każdym ułamkiem Ziemi. Ona ma was dosyć. Chce spokoju. Mi się nie rozkazuje. Bogowie. Nie mi . koniec z dobrocią, tym nic nie osiągnę. Tak ojcze oddaje niewinność. Zrobię więcej niż mnie prosili, niż mi kazano.



Małe ciało, które jeszcze przed chwila leżało nieruchome, zakryte płaszczem człowieka poruszało się, Nerian obserwował to leżąc kawałek dalej, nie miał już sił nawet wstał, umierał, czuł to. Pozostawało mu patrzeć, więc nie zamykał oczy, niezbyt pewien, czy już ich nie zamknął, czy nie są to majaki jego umysłu. Ciało wiło się pod płaszczem, rosło, zmieniało się. Cieszył się, że jest zasłonięte. W końcu jednak ogarnęła go ciemność, sen pełen koszmarów. Sen umierającego.



Wstała i otworzyła oczy, przeciągnęła się. Przejechała dłońmi po idealnym ciele. Mięśnie wyrobione dostatecznie, by podołać trudowi wędrówki. Oczy, które mogły patrzeć. Wzięła od ziemi to, co najlepsze, musiał być silna. Spojrzała na skarłowaciałe drzewo, w które zmieniła swojego wroga, jej śmiech był cichy, złowieszczy. Kelia nie była sobą, już nie, wyzwoliła to, co wiecznie pragnęło być wyzwolone. Niewinna dziewczynka, pełna strachu i zagubienia została zepchnięta w podświadomość. Drużyna, potrzebuje tej drużyny, sama może nie dać rady zniszczyć Bram, a miała dosyć ingerencji nieludzkich, którym wydawało się, że mogą skażać Ziemię swoją obecnością. Dosyć. Czas to skończyć. Spojrzała na umierającego mężczyznę, jego twarz była pełna zacięcia, nawet teraz walczył. Podeszła do niego nie dbając o swoją nagość, podniosła jego głowę i pocałowała. Czerpała z Ziemi, aby dać mu siłę, wystarczyłby dotyk, ale ciekawiły ją pocałunki. Nigdy nikogo nie całowała, nie licząc pocałunków Kelii, ale ona, cóż to nie to samo. Mężczyzna nabierał sił, w końcu odzyskał przytomność, poczuła to, gdy jego dłonie dotknęły pleców, gdy chciał ją przyciągnąć do siebie. Odepchnęła go, teraz nie ma czasu, potem. Może. Odsunęła się.

- Pomożesz mi znaleźć Reavana i Eldana. – Patrzył na nią. Wściekły, że zawdzięcza jej życie.

- Nie. – Obejrzała się. Zaśmiała.

- Jak myślisz, ile życia ci dałam? W tej chwili jakieś trzy dni, zanim znów opadniesz z sił. Więc chyba musisz się pośpieszyć. Idę po ubranie, jak wrócę wyjeżdżamy.



Spodnie były trochę za krótkie, ale kto by się tym przejmował. Koszula na odwrót, była za duża. Trudno. Obcięła czarne włosy, nie lubiła ich, były efektem ubocznym zmiany. Nie szukała butów, kochała kontakt z ziemią. Powoli wracała do Neriana. Ciekawe czy pojął grozę sytuacji w jakiej się znalazł. I czy woli umrzeć niż być posłuszny. Zobaczymy. Stał oparty o ścianę. Wyraz nienawiści jaki miał na twarzy mówił o wszystkim.

- Jedziemy. – powiedział sucho i ruszył do wyjścia. – Znalazłem konie.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

tego sie nie da skrócić:(

*wciąż słysz[ę]

*Nie mi[/ ]. [K]oniec

*przed chwil[ą]

*nawet wsta[ć]

*nie zamykał ocz[u]

*musiał[a] być silna

*być posłuszny[m] - ale to nie jest błąd


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.