życie  zobacz opis świata »

Dopis 2:Szurając leniwie nogami po podłodze...

« poprzedni dopis
 
Szurając leniwie nogami po podłodze, dodarł w końcu do upragnionej kuchni. Gdy otworzył lodówkę, jedyne co go przywitało była zaschła, porośnięta pleśnią kanapka, która wydawała się dziwnie na niego zerkać. Z obrzydzeniem zamknął drzwiczki, po czym poczłapał w kierunku elektrycznego czajnika. Włączył go i czekał. Czekał, aż usłyszy upragnione pyknięcie. Czekając tak, zastanawiał się nad zbliżającą się Wigilią. Kolejne święto, które spędzi samotnie. Miał już siedemdziesiąt parę lat i nadal był starym kawalerem. Gdyby mógł cofnąć czas, wiele rzeczy by zmienił. Wiele spraw potoczyłoby się inaczej. Gdyby ktoś mógłby dać mu drugą szansę, odmłodzić go. Och, czego on by nie zrobił. Mimo swojego wieku nadal posiadał tysiące pomysłów jak przeżyć kolejny dzień, brakowało mu tylko dawnych sił w nogach, płucach i dłoniach.

Przeniósł swój zamglony jeszcze sennością wzrok na pomarszczone kończyny i zwinął je w pięści. Te dłonie kiedyś były pełne energii, tak jak reszta jego ciała. Były w stanie przenosić góry, zmieniać bieg rzek, a teraz... Teraz nawet nie potrafiły przynieść torby z zakupami.

Pomieszczenie nagle wypełniło krótkie pyknięcie. Jednak zamiast zrobić sobie kawę, odłożył czystą szklankę na swoje miejsce i podszedł do okna. „Świat...” - westchnął. „Świat, w którym żyjemy jest niczym kolorowa zorza, którą maluje szalony artysta. Nieprzewidywalny i pozbawiony sensu ”. Para nastolatków, obejmujących się czule, zaczęła przechodzić przez jezdnię, która rozciągała się przed jego budynkiem. Byli tak pochłonięci sobą, że nie zauważyli jadącego w ich kierunku z ogromną prędkością sportowego, czarnego samochodu. Ostatnie spojrzenie, ostatni dotyk dłoni, po czym ogromna pustka. Pustka, którą stopniowo zalewała karmazynowa krew. Ktoś krzyknął, ktoś inny wyjął komórkę, by zadzwonić na pogotowie. Zaciekawieni ludzie zaczęli pomału zbierać się dookoła młodych ofiar. Nikt jednak nie był świadomy starego mężczyzny, który z okna swojego niewielkiego mieszkanka, przyglądał się od początku całemu zajściu. Nikogo nie obchodziło to, że jego pokryta plamami wątrobowymi dłoń pomału prześlizguje się po szybie, a ciało opada bezwładne na zimną podłogę kuchni pokrytą pstrokatymi kafelkami. Jego serce stanęło, stanęło w tym samym momencie, kiedy potężne uderzenie zarzuciło młodą parą w powietrze. „Czy to był zawał? Czy tak człowiek czuje się podczas zawalu?” - zastanawiał się, wbijając pusty wzrok w biały sufit. „I gdzie teraz trafie? Czy moje życie właśnie się skończyło, czy dopiero zaczyna? Co tym razem planuje malarz zwany Bogiem?”....

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 5

Jak widzisz, zmieniłem to opowiadanie pod względem dostępu do wpisywania się, chyba tylko w ten sposób da się utrzymać jego w miarę wysoki poziom artystyczny. Na razie tylko ty możesz się dopisywać, zobaczymy kto jeszcze będzie chciał.

Z poważaniem

Matthaeus

"Gdy otworzył lodówkę, jedyne co go przywitało była zaschła, porośnięta pleśnią kanapka, która wydawała się dziwnie na niego zerkać" - Zerkając a kanapka...Plus za to :D



"Czekając tak[,] zastanawiał się..."



wyjąŁ*



"Para nastolatków[,] obejmujących..."

„I gdzie teraz trafie?"- chyba na końcu "ę"? Dobry kawałek! Czyta się lekko ale i treściwość jego jest pełna. Poza tym zwrot akcji bardzo mi się spodobał.

jedynYM, co go przywitało



Na końcu nie powinno być czterech kropek. Jeśli już, to trzy ;) ale to pewnie z rozpędu :)



Podoba mi się zdanie o świecie, w którym żyjemy. Za to +

Jakieś to takie kiczowate, nie podoba mi się.

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.