Kamienne Serce  zobacz opis świata »

Dopis 1:„Ta historia jest przerobiona aż do bólu...

 

specyficzna_ja 7

Od: 01.05.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 6,

Dopisów: 32,


„Ta historia jest przerobiona aż do bólu, jest to banalna opowieść o wampirach. Banalnego wykończenia i banalnej fabule; wszystko jest tu banalne. Banalni bohaterowie bohaterki i statyści udający drzewa. Mimo to opowieść zawiera kopyto i łydkę.



Była to przerażająca noc. Zimne krople deszczu opadły na zielone liście drzew. Gdzieś w oddali słychać grzmot błyskawicy. Iskry, ogień, ciemność. Zimny, chłodny i przede wszystkim silny wiatr, zdawał się mieć panowanie nad obszarem w którym występował. Sierpowy księżyc zawisł na bezgwiezdnym niebie zwiastując nadchodzące wydarzenia. Przy kolejnym uderzeniu błyskawicy, jasne światło padło na pogrążoną wcześniej w mroku wieżę. Na jej szczycie stała kobieta; młoda i pociągająca. Całowała pewnego młodzieńca w szyję, a całowała go jak kochanka, namiętnie i soczyście. Młodzieniec opierał się jej trochę, a potem jego ręce zawisły w bezładzie. Wampirzyca odrzuciła ciało, oblizała krwiście czerwone wargi i pełna energii zeszła na dół dokończyć bal.

Do sali weszła niemal niedostrzegalnie. Omiotła swym wampirzym wzrokiem pomieszczenie, ludzi, widząc świat zupełnie inaczej, niżeli śmiertelnik…



Długie jedwabne suknie. Poświata dużego, srebrzystego księżyca opadała na zakryte maskami ludzkie twarze. Kobiety, mężczyźni wirujący naokoło dużej, wyłożonej zimnymi, białymi kaflami sali, tworzyli krąg wirujących postaci. Maski, wszędzie te przeklęte maski z wymalowanymi smutnymi bądź wesołymi minami. Wszystkie takie same, a każda inna. Każdy obrót prezentował inną twarz, inną posturę, inny wygląd. Każda sekunda wydawała się dłużyć niemiłosiernie. Mała dziewczynka klęcząca na środku sali, obracała raz po raz głowę to w lewo to w prawo, mając nadzieję na odnalezienie się wśród tych nic jej nie mówiących postaci. Czuła chłód, przerażający chłód. Dreszcze strachu zaczęły przechodzić jej małymi kroczkami po karku. Uśmiech jeszcze przed chwilą tak szczery wymalowany na twarzyczce, po woli zmieniał się w strach, przerażenie, aż w końcu ból.

Długie blond włosy przykleiły się do jej mokrej od łez twarzy. Palce zimne niczym lód, powoli zaczynały się trząść. Postacie nie przestawały wirować. Ciche szepty, śmiechy i złośliwe uwagi docierały do dziewczynki z podwojoną siłą. Głosy przesuwających obcasów wirowały wokół przerażonej i osamotnionej postaci, znajdującej się w kręgu otaczających ją ludzi. Grzmot. Krzyk. Przerażenie. Ogromna błyskawica przecięła niebo trafiając w jedno z drzew, znajdujących się koło ogromnej szyby wpuszczającej światło do sali. Iskry, ogień i gałęzie wpadły niczym huragan do zamku, niszcząc wokoło wszystko co stanęło mu na drodze. Dziewczynka klęcząca na środku uniosła triumfalnie ręce w górę i zaczęła zanosić się histerycznym śmiechem. Ludzie zamarli. Kilku strażników podbiegło do niej i patrząc na nią z obrzydzeniem, a zarazem strachem, związało i niczym psa wywlokło w stronę wyjścia. Nagle wszystko ucichło. Burza ustała. Ludzie znowu się śmiali. Znowu drwili i za maskami chowali twarze. Wtedy Rozalie podeszła do dziewczynki i chwyciła ją w swe ramiona, nie bacząc na przestraszone twarze ludzi…





Strażnicy zareagowali nadspodziewanie szybko, unieśli halabardy i ruszyli szturmem na kobietę trzymającą w objęciach dziewczynkę. Wampirzyca szybko przecięła więzy Josette. Obie ruszyły biegiem w stronę okien. Rozalie skoczyła pierwsza rozbijając witraże, a zaraz za nią podążyła Josette.

Wieść o dwóch wampirach rozeszła się bardzo szybko. Wieśniacy nazywali je „demonami ciemności”. Wszyscy zbiegli się z okolicznych wiosek z pochodniami i widłami, goniąc je w stronę zamku. Ucieczka była męcząca, pod górę i przez dziko rosnące zarośla. Droga wiodła do zamku Bloodrain, tam właśnie wieśniacy podłożyli ogień, wkrótce cały zamek zapełnił się piekielnymi płomieniami. Wieść o Josette i Rozalie zaginęła wraz z wielkim pożarem. Mówi się że wampirzyce żyją do dzisiaj, a śmiałków mieszkających w nim spotyka taki sam los co młodzieńca na pobliskiej wieży.”



- Siostrzyczko… boje się… - szepnął mały chłopczyk leżący w olbrzymim łóżku z baldachimem.

- Marcel, to tylko mit. – odpowiedziała wysoka blondynka siedząca na brzegu posłania.

- Ale to było takie realistyczne… co jeśli, jeśli to prawda? – spytał z kamienną twarzą, nadal nieprzekonany.

Desire spojrzała z czułością na swojego ośmioletniego brata i poczochrała mu włosy.

- Posłuchaj, to nie może być prawda. Powiedz mi gdzie jesteśmy?

- W zamku Bloodrain…

- No właśnie, a w tej powieści co pisze? Że on spłonął prawda?

- No tak, ale…

- No właśnie. Nie przejmuj się takimi sprawami. Mogłam ci tego nie czytać.

W pomieszczeniu na chwilę zapadła cisza.

- Pora spać. Dobranoc. – dziewczyna pocałowała chłopca w czoło, wzięła do ręki świecę i wyszła z komnaty. Choć sama tego przed sobą nie przyznawała, to bądź co bądź ta historia wywarła na niej bardzo duże wrażenie. Czytając o Rozalie ogarnęło ją dziwne uczcie, jakby w jakiś niewyjaśniony sposób była z nią związana…

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.