TAJEMNICZA WALIZKA
- Ręce do góry, rzuć broń!- usłyszała szczęk przeładowywanej dubeltówki.
Nic już nie było w stanie jej zdziwić. Nawet gdyby mężczyzna wymierzył i strzelił w kierunku przelatujących ponad lasem kaczek.
- Pod drzewo jeden z drugim, ale już, mam was wy kłusowniki, teraz sobie inaczej porozmawiamy- wydawał komendy.
Monika rzuciła pistolet na ziemię i utykając (but był tak zaprojektowany żeby pistolet był częścią obcasa) znowu oparła się o drzewo. Gustaw zrobił to samo.
- Dobra robota, her leśnik. To ona rabować las!- wydawało mu się że to dobry moment żeby ją "wkopać".
Leśniczy podszedł do samochodu.
- Gdzie wnyki?- zapytał otwierając bagażnik.
- Nie jesteśmy kłusownikami. Niech pan zajrzy do mojej torebki, tam są moje dokumenty. Nazywam się Monika Wąs, reprezentuję rządową agencję LAS.
- Każdy może tak powiedzieć- nie dawał za wygraną leśniczy, chociaż coś już mu zaczynało świtać.
- A co jest w tej walizce?- wyciągnął ją i postawił na ziemi.
- Naprawdę nie wiem, ten mężczyzna ma do niej klucz- powiedziała Monika przyjmując na siebie nienawistne spojrzenie Gustawa.
Nagle usłyszała sapanie i poczuła między udami coś lepkiego jak jęzor.
- Do nogi Bryś!- usłyszała głos leśniczego i uświadomiła sobie że to był tylko pies.
- Tej walizki nie wolno otwierać- zatrząsł się Gustaw.
- Ciekawe, a co w niej jest?- zapytał naiwnie leśniczy, licząc chyba na to że dla świętego spokoju wysypie się ze wszystkich tajemnic.
- Sam nie wiem, znalazłem tę walizkę w lesie.
- O?- zdziwił się leśniczy- w takim razie mam prawo zajrzeć do środka.
- Proszę bardzo, ale ja pana ostrzegałem- Gustaw sięgnął do kieszeni i rzucił za siebie klucz.
Nagle pies zaczął głośno ujadać. Po chwili zawył i skoczył w gąszcz.
- Padnij na ziemię- syknął Gustaw ale nie było to potrzebne. Monika sama wiedziała że lepiej
się teraz mocniej chwycić drzewa.
Usłyszeli szczęk zamka i otwieranie walizki, które przypominało skrzypienie wiekowych drzwi. Owiał ich chłód, jakby ktoś nagle otwarł studnię bez dna.
W powietrzu coś błysnęło, drzewa zaczęły się kołysać i po chwili ujrzeli niezwykły obraz- jak dubeltówka leśniczego, jego czapka a potem on sam przemieszczają się w przestrzeni. Można by to od biedy nazwać lewitacją, gdyby nie fakt że leśniczy usilnie starał się czegoś uchwycić i pewnie wiele by dał żeby po prostu stanąć na ziemi.
- Olaboga- kołysał się wśród jodeł.
- Olaboga, ściągnijcie mnie stąd!
Monika także poczuła w sobie jakąś lekkość, jakby wszystko co żyło podnosiło się w górę. Musiała się puścić drzewa bo gdyby tego nie zrobiła, przypominała by teraz skarbonkę. Nawet szpileczki sosnowe huśtały się w powietrzu tworząc szpaler. Gustawa także nie ominęła ta przyjemność, z tą różnicą że Monika szybciej oswoiła się z nową sytuacją. Bardzo jej się przydały lata treningów spędzonych na pływalni, w powietrzu można było "pływać" żabką, za to nie bardzo sprawdzał się kraul.
Gdy poczuła się trochę pewniej dała nura w kierunku walizki, z której wydobywało się światło słońc. Dobiła do niej jak do okrętu i zatrzasnęła wieko.
- No proszę, Dawid Coperfield- rzuciła na widok Gustawa który upadł w gąszcz i znowu musiał się otrzepywać z igiełek. Leśniczy nic nie mówił. Klęczał pod starą brzozą i w pośpiechu odmawiał "zdrowaśki".
Monika wrzuciła walizkę z powrotem do bagażnika. Trzymając na muszce Gustawa kazała mu usiąść za kierownicą, lekko utykając wsiadła do samochodu.
- Wąs- jakie piękne, polskie nazwisko- zastanowiła się otrzepując z piasku dokument stwierdzający jej przynależność do spółdzielni LAS.
- Ręce do góry, rzuć broń!- usłyszała szczęk przeładowywanej dubeltówki.
Nic już nie było w stanie jej zdziwić. Nawet gdyby mężczyzna wymierzył i strzelił w kierunku przelatujących ponad lasem kaczek.
- Pod drzewo jeden z drugim, ale już, mam was wy kłusowniki, teraz sobie inaczej porozmawiamy- wydawał komendy.
Monika rzuciła pistolet na ziemię i utykając (but był tak zaprojektowany żeby pistolet był częścią obcasa) znowu oparła się o drzewo. Gustaw zrobił to samo.
- Dobra robota, her leśnik. To ona rabować las!- wydawało mu się że to dobry moment żeby ją "wkopać".
Leśniczy podszedł do samochodu.
- Gdzie wnyki?- zapytał otwierając bagażnik.
- Nie jesteśmy kłusownikami. Niech pan zajrzy do mojej torebki, tam są moje dokumenty. Nazywam się Monika Wąs, reprezentuję rządową agencję LAS.
- Każdy może tak powiedzieć- nie dawał za wygraną leśniczy, chociaż coś już mu zaczynało świtać.
- A co jest w tej walizce?- wyciągnął ją i postawił na ziemi.
- Naprawdę nie wiem, ten mężczyzna ma do niej klucz- powiedziała Monika przyjmując na siebie nienawistne spojrzenie Gustawa.
Nagle usłyszała sapanie i poczuła między udami coś lepkiego jak jęzor.
- Do nogi Bryś!- usłyszała głos leśniczego i uświadomiła sobie że to był tylko pies.
- Tej walizki nie wolno otwierać- zatrząsł się Gustaw.
- Ciekawe, a co w niej jest?- zapytał naiwnie leśniczy, licząc chyba na to że dla świętego spokoju wysypie się ze wszystkich tajemnic.
- Sam nie wiem, znalazłem tę walizkę w lesie.
- O?- zdziwił się leśniczy- w takim razie mam prawo zajrzeć do środka.
- Proszę bardzo, ale ja pana ostrzegałem- Gustaw sięgnął do kieszeni i rzucił za siebie klucz.
Nagle pies zaczął głośno ujadać. Po chwili zawył i skoczył w gąszcz.
- Padnij na ziemię- syknął Gustaw ale nie było to potrzebne. Monika sama wiedziała że lepiej
się teraz mocniej chwycić drzewa.
Usłyszeli szczęk zamka i otwieranie walizki, które przypominało skrzypienie wiekowych drzwi. Owiał ich chłód, jakby ktoś nagle otwarł studnię bez dna.
W powietrzu coś błysnęło, drzewa zaczęły się kołysać i po chwili ujrzeli niezwykły obraz- jak dubeltówka leśniczego, jego czapka a potem on sam przemieszczają się w przestrzeni. Można by to od biedy nazwać lewitacją, gdyby nie fakt że leśniczy usilnie starał się czegoś uchwycić i pewnie wiele by dał żeby po prostu stanąć na ziemi.
- Olaboga- kołysał się wśród jodeł.
- Olaboga, ściągnijcie mnie stąd!
Monika także poczuła w sobie jakąś lekkość, jakby wszystko co żyło podnosiło się w górę. Musiała się puścić drzewa bo gdyby tego nie zrobiła, przypominała by teraz skarbonkę. Nawet szpileczki sosnowe huśtały się w powietrzu tworząc szpaler. Gustawa także nie ominęła ta przyjemność, z tą różnicą że Monika szybciej oswoiła się z nową sytuacją. Bardzo jej się przydały lata treningów spędzonych na pływalni, w powietrzu można było "pływać" żabką, za to nie bardzo sprawdzał się kraul.
Gdy poczuła się trochę pewniej dała nura w kierunku walizki, z której wydobywało się światło słońc. Dobiła do niej jak do okrętu i zatrzasnęła wieko.
- No proszę, Dawid Coperfield- rzuciła na widok Gustawa który upadł w gąszcz i znowu musiał się otrzepywać z igiełek. Leśniczy nic nie mówił. Klęczał pod starą brzozą i w pośpiechu odmawiał "zdrowaśki".
Monika wrzuciła walizkę z powrotem do bagażnika. Trzymając na muszce Gustawa kazała mu usiąść za kierownicą, lekko utykając wsiadła do samochodu.
- Wąs- jakie piękne, polskie nazwisko- zastanowiła się otrzepując z piasku dokument stwierdzający jej przynależność do spółdzielni LAS.


