Czy warto kochać?  zobacz opis świata »

Dopis 79: Tak jak to przewidzieli...

« poprzedni dopis
 

tygrysek74 113

Od: 03.05.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 12,

Dopisów: 287,


***

Tak jak to przewidzieli wspólnie pakowanie się zajęło im niespełna półtorej godziny. O dwunastej już byli za miastem i zmierzali w stronę Bieszczad. Do celu było trzysta trzydzieści cztery kilometry. Bynajmniej tak pokazywał system nawigacyjny, który Justyna kupiła całkiem niedawno. Słońce było dość wysoko jeśli można tak o tym powiedzieć o tej porze roku i nic nie wskazywało, żeby miało sypnąć śniegiem. Jednak oboje byli nastawieni, że im bliżej gór, tym większe prawdopodobieństwo opadów. W końcu był dwudziesty drugi grudnia i wszystko mogło się zdarzyć. Bożena prowadziła jak zwykle pewnie i mógł sobie pozwolić na podziwianie mijającego krajobrazu. Drzewa w sadach pozbawione liści, ludzie krzątający się wokół domów z miotłami i grabiami, biegające i roześmiane dzieci. Co jakiś czas zagadywał do siostry i znowu oddawał się obserwacjom. W miarę upływu kilometrów na niebie zaczęły zbierać się chmury. Przybierały one całkiem ciekawe kształty. Jedna udawała balon, inna roześmianą buzię, jeszcze inna przypominała swoim wyglądem choinkę. Zbliżali się do kolejnej miejscowości. Kątem oka dostrzegł, że są w Brzesku.

- Może zrobimy małą przerwę siostrzyczko? – zapytał.

- Nie powiem nie – odparła z uśmiechem – aczkolwiek dobrze mi się jedzie.

- Zarządzam postój. Nie wiadomo jak będzie dalej, więc jak troszkę odetchniesz na pewno nic się nie stanie, a może wyjdzie nam na dobre.

- Dziękuję, że jesteś taki troskliwy – uśmiechnęła się i włączyła kierunkowskaz skręcając na leśny parking. Zgasiła silnik i wysiadła. W duchu dziękowała bratu za propozycję, gdyż rzeczywiście potrzebowała rozprostować nogi. Jechali już dobre cztery i pół godziny, a przed nimi jeszcze dziewięćdziesiąt kilometrów. Krzysztof w tym czasie dzwonił do pana Stanisława.

- Witam szefuniu.

- Cześć Mikuś – przywitał go jak zwykle zdrobnieniem.

- Minęliśmy właśnie Brzesko, więc u pana powinniśmy być około osiemnastej trzydzieści jeśli pogoda się nie zmieni.

- Spokojnie Krzysiu. Jeśli ma cię to uspokoić, to u mnie świeci słońce i jak na tę chwilę to nie pada.

- Dziękuję bardzo. Naprawdę mnie pan uspokoił. Przekażę dobre wiadomości siostrze.

- To do niedługiego zobaczenia.

- Do zobaczenia – to mówiąc rozłączył się. Poszedł jeszcze na stronę i wracając zaczął układać sobie plan pobytu na miejscu. Szedł z widocznym wysiłkiem, gdyż jednak mięśnie nie były jeszcze tak mocne jakby tego chciał. Kiedy usiadł w samochodzie poczuł ulgę i westchnął.

- Coś nie tak braciszku? – spytała Bożenka.

- Nie mam jeszcze tylu sił Bożenko – powiedział cicho.

- Na wszystko przyjdzie czas – poklepała go po kolanie.

- Masz rację. Najważniejsze jest to, że w Tyliczu świeci słońce, więc powinniśmy dojechać bez problemu.

- To dobre wiadomości – ucieszyła się przekręcając kluczyk w stacyjce. Silnik zaskoczył z ochotą i po chwili byli już w dalszej drodze. Justyna skupiła się na jeździe, a Krzysztof oddał się znowu obserwowaniem mijających obrazów…

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.