Trudne szczęście  zobacz opis świata »

Dopis 57: Tego dnia Craig przyszedł po mnie rankiem...

« poprzedni dopis
 

Aletheia 112

Od: bardzo dawna,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 188,


***

Tego dnia Craig przyszedł po mnie rankiem. Boże. Kto w sobotę wstaje o tak nieludzkiej porze? Odechciało mi się tych wszystkich terapii. Nie tak wcześnie. Zabiłabym za jeszcze pół godziny snu. Tymczasem on, uśmiechając się swawolnie wszedł do mojego pokoju. Usiadł przy łóżku i tępo się we mnie wpatrywał.

- Mam dla ciebie niespodziankę - zaczął.

- Naprawdę? - warknęłam - więc jednak zostawisz mnie w spokoju?

- Gorzej. Zabieram cię na lody.

Rozlepiłam powiekę.

- Nigdy w życiu – wymamrotałam sennie.

Craig siedział jednak niewzruszony.

- Ślicznie wyglądasz… taka zaspana. Tak słodko rozczochrana...

- Zboczeniec - przewróciłam się na drugi bok.

- U nas takich ludzi nazywa się raczej… dżentelmenami.

- Nie pochlebiaj sobie - wstałam wreszcie, przeciągając się. - Zamierzasz zawsze budzić mnie w ten sposób?

Nie odezwał się, ale jego rozmarzony uśmiech mówił sam za siebie. Podniosłam kapeć chcąc go nastraszyć. Craig poderwał się z krzesła, upadł na podłogę, zasłaniając się ramionami.

- O wielka. Nie bij! Nie bij! - śmiał się, najwyraźniej czekając na cios.

- Nie błaznuj już. Przestraszysz… dziecko - zawahałam się. – Muszę się przebrać. Siedź tu i nigdzie nie wychodź.



Pół godziny później jedliśmy już lody. On wziął truskawkowe. To zabawne, czy wszyscy mężczyźni lubią truskawkowe lody? Przypomniał mi się Mati. Przerażające jest to, że… nie tęsknię już za nim tak bardzo. Obraz mojego byłego chłopaka nieco już się rozmazał w mym umyśle, choć jego brak nadal mi doskwiera straszliwie.

- Może wezmę trochę dla Alana. Jest chory…

- Chcesz choremu dziecku dać lody? - podniósł brew Craig.

- Noo, słyszałam, że tak tu leczycie chore gardło.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Fajny wpis:)


Łiii! Dziękuję! Szalenie cieszę się, że się podoba:*


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.