Co u Ciebie? - Czyli zbiorowy pamiętnik  zobacz opis świata »

Dopis 646:To była masakra! Istna katastrofa normalnie...

« poprzedni dopis
 

jowi 23

Od: 05.02.2009,aktywny: dawno temu

Tekstów: 2,

Dopisów: 122,


To była masakra! Istna katastrofa normalnie. Może i przesadzam z określeniem katastrofa, ale dla nas, ludzi, których zawsze omijały tego typu zjawiska atmosferyczne, ludzi, którzy nie byli przygotowani na nadejście tego „czegoś” to była katastrofa! A było to tak: Zbliżała się godzina 19:30, w chwili otwierania drzwi od domu, poczułam jak uderza we mnie ogrom gorąca i odpycha mnie od drzwi. Wyszłam przed dom, niebo nad nami, było szare, gorąco było tak, że nie szło wytrzymać, a powietrze tak ciężkie, że z oddychaniem nawet były problemy! Spojrzałam w kierunku miejscowości R. To co ujrzałam mnie zszokowało! Czarne, nie, to nie było czarne, to było… Inne, takie którego nawet określić się nie da, niebo. Napisałam smsa do Michaliny i weszłam do domu. Właśnie wrócił z pracy tata, który zostawił przed domem samochód. Wszedł do domu i powiedział „w rynku ogłaszali, że zbliża się nawałnica” – zaśmiałam się, ale już po chwili tego żałowałam. Weszłam do pokoju, w którym panowała już ciemność. Wyłączyli prąd, a po sekundzie, dosłownie sekundzie nasza firanka zaczęła fruwać po pokoju. Próbowałam zamknąć okno, ale wiatr był tak silny, że z trudem mi sie to udało. Silny wiatr, ulewa i burza, nawiedziły nas tak nagle! Było jasno i po prostu w ciągu 30 sekund zaczęła się masakra! Czarne niebo, które przeszywały co chwilę długie groźne błyskawice, wiatr na tyle silny, że przestawił nam samochód, który był na ręcznym, który zrywał dachy, wyrywał drzewa z korzeniami, przenosił duże blachy nad poziom domów, wyrywał eternit z dachów i co najważniejsze, baloty (bale), które mokre mają nawet 200 kg, jakby nigdy nic, turlały się po polach! A inne rozsypywały na kawałki… Próbowałam patrzeć przez okno, ale było tak za parowane, że nie było widać prawie nic. Pamiętam tylko, jak krzyknęłam „samochód!”, a po chwili usłyszałam jak spadają nam dachówki z dachu „dach nam leci…” dodałam ciszej. Wszystko uspokoiło się po 20 minutach. Byłam tak przestraszona, że to się w głowie nie mieści. Jeszcze padało i błyskało się, kiedy wyszłam przed dom. Nie spodziewałam się takiego widoku… Blachy, dachówki, „gąsienice z dachów”, kwiatki, gałęzie, eternit, wszystko to leżało na drodze… Na chodniku stać się nie dało, bo pojedyncze dachówki, jeszcze spadały… Później dowiadywałam się, co stało się w innych miejscowościach. Na ogół wszędzie tak samo, powyrywane drzewa, dachy, okna, pozamykane drogi, pozrywane linie… Gdzieś niedaleko nas podobno drzewo na transformator spadło… W samej naszej wiosce w 2 miejscach linie są zerwane, więc pewnie przez kolejne dwa dni będziemy bez prądu. Posiadanie laptopa ma jednak swoje plusy… :) Na polach to podobno niewiele zostało, całe zboże leży, a kukurydza w większości połamana… Masakra!

A! Właśnie podawali inf. Że jutro albo dziś w nocy ma przejść drugie to „coś”, to my już całkiem bez dachu zostaniemy… ;/ A mama bez kwiatków, które tak silnie pielęgnuje ;p
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Współczuję... ale badz dobrej myśli. może drugiej nawałnicy nie będzie?


Boże! Ja Wam bardzo współczuję! I rozumiem, bo nam dach zerwało na nowym domu podczas takich nawałnic i trąb powietrznych (dwa lata temu). Potem były deszcze i wszystko to zalewały. Zostaliśmy sami z tym problemem, bo dom był nie ubezpieczony, ponieważ w nim jeszcze nie mieszkaliśmy. Na szczęście udało nam się sprostać tej naprawie. Wierzę jednak, że to już się nie powtórzy.


Cóż, klimat się zmienia...


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.