Zielony Stanik  zobacz opis świata »

Dopis 39:TRELINKA W tym miejscu...

« poprzedni dopis
 
TRELINKA



W tym miejscu chciałabym poruszyć temat mojej wielkiej dumy, najfajniejszego chyba przedmiotu, znajdującego się w moim posiadaniu. Jest nim nie co innego jak... trelinka!

Teraz pewnie zastanawiacie się, czym jest i do czego służy owo "coś" o tak wdzięcznej nazwie. Nie! Nie wpisujcie w google! Najprawdopodobniej wyskoczy wam kamienna płyta, zamiennik kostki brukowej czy inny żelbeton. Absolutnie nie o to chodzi, choć może i taką trelinkę miło by było mieć.

Moja trelinka jest to część do kombajnu. Nie pytajcie mnie jaka część i do czego służąca. Nie odpowiem z prostego, banalnego wręcz powodu. Po prostu nie mam pojęcia. Odpowiedź na pytanie, czy posiadam cały kombajn, które być może gdzieś wam się teraz tłucze po głowie, brzmi przecząco.

Po co mi więc trelinka, skoro nie mam kombajnu? Bo jest to niesamowity wichajster, który powinien mieć w domu każdy.

W takim razie z pewnością interesuje was, jak owo cacko wygląda. Jest to mianowicie metalowe pokrętło wielkości małej, kobiecej dłoni(takiej jak moja), mieszczące się bez problemu w kieszeni damskiego kurtko-żakietu. Jeden koniec stanowi okrąg, drugi zaś samowkręcający patent podobny do śruby. Ot i cała zagadka rozwiązana!

Pozwólcie jednak, że opowiem wam jeszcze krótką historię trelinki i tego jak się u mnie znalazła.

Otóż pewnego dnia na spacerze, mój roczny synek, który idąc ze mną za rękę uwielbia zatrzymywać się i zbierać z ziemi różnego rodzaju i zastosowania skarby, które najczęściej lądują w koszu na śmieci, gdy tylko szkrab o nich zapomni, podniósł pewien metalowy przedmiot o intrygującej powierzchowności. Ponieważ rzecz owa zakończona była ostro i zdecydowanie nie może służyć jako zabawka dla małych dzieci, odebrałam mu ją i w pośpiechu odruchowo wsadziłam do kieszeni. Tak oto trelinka stała się moją własnością, choć wtedy nie wiedziałam jeszcze czym jest.

Pewnego dnia, gdy byłam z wizytą u moich rodziców, siedząc w ogródku z zamiarem zapalenia papierosa, sięgnęłam do kieszeni w poszukiwaniu zapalniczki. Wyciągnęłam jednak co innego – ów zagadkowy przedmiot. Jako, że mój ojciec znany jest jako instynktowny znawca tego rodzaju bajerów i urodzony kombinator, od razu wpadłam na pomysł zapytania go o pochodzenie i sposób użycia znaleziska. Jak pomyślałam, tak też uczyniłam. Tak jak sądziłam, ojciec znał odpowiedź. Bez zastanowienia oświadczył, że jest totrelinka do kombajnu Bizon.

Oglądaliście może taki stary, polski film pt. „Nie lubię poniedziałków”? Jeżeli tak, wiecie już pewnie w czym rzecz. Jeśli zaś nie, polecam obejrzeć, gdyż jednym z można powiedzieć jego bohaterów jest właśnie trelinka podobna do mojej!
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Nie no, to jest lepsze niż rozrusznik do turbobulbizatora!!!


xD
booskie ^^

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.