Co u Ciebie? - Czyli zbiorowy pamiętnik  zobacz opis świata »

Dopis 350: Triumfalnie oddałam dziś indeks do...

« poprzedni dopis
 
***

Triumfalnie oddałam dziś indeks do dziekanatu i na uczelni noga moja nie postanie aż do października, postanowiłam.

Wracając z dusznego i zakurzonego Krakowa zdecydowałam, że skoro jest tak gorąco, to może pasowałoby się nad rzekę wybrać...? Przyleciałam zatem do domu, galopem założyłam strój kąpielowy i w dyrdy nad wodę! Rzecz jasna z psem i dziadkiem w charakterze obstawy, bowiem babcia wpadła prawie w panikę ("zgwałcą cię na pewno!") i chcąc nie chcąc (a raczej bardzo nie chcąc) udałam się nad tę rzekę z asystą. Zgroza zaś babci wzięła się chyba z nudy, bowiem na takim odludziu żadnym mętom jest nie po drodze do baru, a przecież żaden gwałciciel nie siedzi w krzakach i nie czatuje dwa tygodnie, aż ktokolwiek raczy tamtędy łaskawie przejść. I będzie płci żeńskiej.

W każdym razie dziadek z psem zalegli na plaży, ja powlokłam się zobaczyć, ile się pozmieniało od czasu, gdy byłam tu po raz ostatni.

Zmieniło się dużo - właściwie ciężko było mi rozpoznać w tym potoku rzekę w której jako smarkaty stwór nurkowałam, pływałam i ogólnie siałam przerażenie wśród ryb.

Rzekę spłycono, żeby nie było już powodzi, i w chwili obecnej przy dużym szczęściu można było co najwyżej wleźć w wodę po kolana. Widać ja miałam fart nieziemski, bo znalazłam odcinek, gdzie było głęboko nawet i do pół uda.

Postanowiłam się zamoczyć cała.

Zamoczywszy się do pasa stwierdziłam, że w sumie kto by tam pływał, woda zimna, odbiło mi. Posiedzę sobie na brzegu i pochlapię nogami we wodzie. I ogólnie będzie fajnie.

Ruszyłam zatem w kierunku plaży z miną kobiety zdecydowanej, gdy, jak to się zazwyczaj w takich sytuacjach zdarza, los rzucił mi pod nogi omszały, cholernie śliski kamień.

W chwilę potem, kiedy już wyplułam cały muł, doszłam do wniosku, że może jednak trochę popływam.

Pożabkowałam sobie na zasadzie "ręce pracują, nogi nie", a i tak udało mi się rozorać kolano na jakimś kamulcu, zaś ważkom odbiło zupełnie i urządziły sobie lądowisko na moich plecach. No i rzecz jasna mojej spalonej przez słońce przy zbiorze porzeczek osobie dogodziło dziś dodatkowo i teraz swobodnie mogę założyć pióropusz na łeb i udawać Indianina.

I jakoś tak poczułam, że wakacje się zaczęły...

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.