Nowa Nadzieja  zobacz opis świata »

Dopis 45: Trzaski łamanych gałęzi przybliżały...

« poprzedni dopis
 
****

Trzaski łamanych gałęzi przybliżały się, jasno dając do zrozumienia, że grupa orków jest coraz bliżej. Varail poruszył ramionami, rozluźniając mięśnie. Wyrównał oddech. Jego strzały muszą być celne, jeśli sam chce dotrzymać tego, o co prosił Yngvild.

Żaden inny dźwięk doń nie dotarł, tym większym zaskoczeniem było dla Eldana pojawienie się Kelii. Dziewczyna była cała i zdrowa, jedynie pozbawiona odzienia. Astrid odłożyła łuk i okryła ją swym płaszczem.

„Musicie odejść!”

Padły protesty. Jednak nim dyskusja rozgorzała na dobre, zdusił ją w zarodku powrót Cloud’a. Eldan uśmiechnął się bezwiednie. Powrót Orka ucieszył go, tym bardziej, że Jubei przyprowadził zaginionego wierzchowca.

Ork powtórzył słowa Kelii, nadając im formę rozkazu. Tym razem posłuchali. Yngvild wraz z Kelią dosiadły jednego wierzchowca, pięknej, skarogniadej klaczy.

Varail obserwował to, co się działo wokół niego, jednak poświęcał temu tylko część swej uwagi. Z minuty na minutę ogarniał go coraz większy niepokój, nie miał jednak nic wspólnego z bliskością orków. To aura miejsca, w którym się znajdowali stała się chłodna i nieprzyjazna. Tak, muszą odejść.

Wiedział jednak, że i Astrid ma słuszność. Jeśli banda dopadnie ich podczas ucieczki, nie zdołają ujść z życiem.

- Ja zostaję, Jubei – oświadczył zdecydowanie.

Ork podszedł do Gońca, położył mu dłoń na ramieniu, spojrzał wprost w twarz. Varaill czuł, że spojrzenie Cloud’a przenika go na wylot, z łatwością czyta w jego myślach, w jego duszy.

„Nie dziś, Eldanie. Musisz iść z nimi”.

Walczył z samym sobą. Gońcy nawykli do niezależności, do samodzielnego podejmowania decyzji. Niewielką uznawali nad sobą zwierzchność, a Varail nie był tu wyjątkiem. Gońcy większą część swego życia spędzali samotnie na szlaku, a on nawet i po zakończeniu wojny unikał ludzi. Teraz jednak…

- Jesteś naszym przywódcą, będzie jak zechcesz – odrzekł. Wypowiedzenie tych krótkich słów wiele go kosztowało.

Dosiadł odzyskanego wierzchowca, trzymając w lewej dłoni majdan łuku i drzewce strzały.

- Cloud… bądź ostrożny.

Ruszył za kompanią, wraz z Raevanem tworząc jej ariergardę.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

większ[ą] część



wierzchowca[,] trzymając




Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.