Drzewo Życia  zobacz opis świata »

Dopis 4:Tymczasem Timhay rozglądała się z...

« poprzedni dopis
 
Tymczasem Timhay rozglądała się z Viną po pokoju. Nie był to przytulny kąt, rodzaj jakiegoś magazynku, składu. Dziewczyna westchnęła i podeszła ze swoją przyjaciółką do konta. Był tam „wciśnięty” kominek, w którym wesoło trzaskał ogień.

- Jak myślisz, dlaczego my? – odezwała się nagle Timhay, ściągając z siebie pelerynę i kładąc ją na ziemi usiadła na niej.

- A kto? Jesteśmy najlepsze, nie? – zapytała Vina. – Chyba się nie boisz?

Timhay otrząsnęła się.

- Ja?! Ja się niczego nie boję.

Wilczyca westchnęła i ułożyła się koło Timhay. Ta zanurzyła głowę w jej gęstym futrze i wpatrywała się w wesołe ogniki. Myślała. Nigdy nie namyślała się długo, chociaż zawsze wszystko robiła dokładnie i ostrożnie. Była zdecydowana, ostrożna, a jej jedyną rodziną były wilki. Do nikogo poza nimi nie odnosiła się z szacunkiem, nie śmiała się, ani nie pomagała.

Jak na nastoletnią dziewczynę, za może dwa lata dorosłą, wydawała się mądrzejsza i rozważniejsza. Jeżeli słyszała pogłoski o świecie poza Levionsren, uważała to za bzdury. Jej świat był oddalony od wszystkich innych, a jej marzenia były prywatne. Niektóre tylko powierzała. Jedyną, która znała te tajemnice, była właśnie Vina.

- O czym myślisz? – zapytała po chwili Timhay swoją wilczycę.

- Hmm… myślę o tym, że może jeśli znajdziemy się trochę od centrum Eingrad, to może znajdę… wilka… albo chociaż wilczycę… w moich rozmiarach…

Znowu zapanowało milczenie. Po krótkiej chwili Timhay poczuła zmęczenie. Powiedziała więc cicho:

- Dobranoc, Vino…

I usłyszała jakby oddaloną odpowiedź:

- Dobranoc, Timhay…

***

Ranek był ciepły. Gorące promyki słońca muskały koronę Drzewa Życia, niewidoczną dla ludzkiego oka z tak dużej odległości. Wiatru prawie nie było, a potężne gałęzie przypominały zatrzymane w ruchu, potężne ręce.

- Nie powiem, że się nie zdziwiłam… - powiedziała zdziwiona Vina.

Timhay – mimo, iż nie leżało to w jej naturze – przyznała rację wilczycy. To było naprawdę olbrzymie drzewo!

- W tym czymś mieści się całe dobro ziemi? – zapytała w końcu dziewczyna z powątpieniem.

Opiekun Drzewa pokiwał głową.

- Dobrze. Tutaj przygotowałem dla was jedzenie, picie, eliksiry, koce i liść z Drzewa Życia, który umie uzdrowić wszystko i wszystkich z każdej choroby i urazu. Można go użyć tylko raz. Pamiętajcie, żeby użyć go tylkow potrzebie!

Vina i Timhay przytaknęły i zabrały torbę.

- Ruszajcie. Niech Bóg ma was w swojej opiece – dodał Owen i zniknął w cieniu drzewa.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

bez sensu... styl i ort

*przyjaciółką do k[ą]ta

*'ściągając z siebie pelerynę i kładąc ją na ziemi usiadła na niej.' - niespójność czasowa w tym zdaniu, popraw je, np:

'ściągając z siebie pelerynę, i położywszy ją na ziemi, usiadła na niej'

*'za może dwa lata dorosłą,' - bez sensu

*'potężne ręce' - zazwyczaj pisze się 'potężne ramiona', ale twoja wola :)

*nie ZDZIWIŁAM...ZDZIWIONA Vina

*'Timhay – mimo, iż nie leżało to w jej naturze – przyznała rację wilczycy' - nie było w jej zwyczaju przyznawanie racji?

*tylko[]w potrzebie



Nie powiem, żeby błędów było mało, ale nie zasługuje to na dwa minusy ;)




Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.