Co u Ciebie? - Czyli zbiorowy pamiętnik  zobacz opis świata »

Dopis 619:Udało się . Wreszcie obejrzałam...

« poprzedni dopis
 

Blue_Dragon 18

Od: 16.02.2009,aktywny: dawno temu

Tekstów: 1,

Dopisów: 65,


Udało się.

Wreszcie obejrzałam odcinek „Doktora Who” pt. „Ostatni z Władców Czasu”. I oczywiście jak zwykle poryczałam się na sam koniec, bo w jakiś dziwny sposób – nie wiem jak, nawet nie pytaj - dotarło do mnie z potworną siłą, że teraz on naprawdę został sam. Że naprawdę jest Ostatni. Ostatni Władca Czasu, który może się zregenerować jeszcze tylko dwa razy, ale kiedy jego życie dobiegnie końca, on umrze – a wraz z nim jego rasa…

Wiem, wiem. Historyjka dla średniogrzecznych dzieci. Ale wytłumacz mi, z całą swoją stanowczością i obiektywizmem jedną rzecz. Dlaczego w scenie – co prawda na kilometr pachnącej „Gwiezdnymi Wojnami” – kiedy to Doktor podpala stos pogrzebowy Mistrza i odchodzi…dlaczego wtedy tak bardzo czuję jego samotność, jakbym była u jego boku? Dlaczego tak wyczuwam jego smutek i przeznaczenie? No, dlaczego? Przecież może zabrać ze sobą towarzysza podróży. I robi to, żeby nie oszaleć bardziej niż już jest. Ale w gruncie rzeczy jest samotny – Samotny Anioł, jak go nazwano we wcześniejszych odcinkach – tak bardzo, że trudno to sobie wyobrazić. A jeszcze gorzej – czuć.

Może i mnie na stare lata coś tam się pod obudową przestawia? Wczuwać się w uczucia bohatera serialu SF, co prawda niesamowicie i z taaaaakim polotem zagranego – ale przecież nieistniejącego? Co myślisz…?

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.