TATO, LATO i Ja  zobacz opis świata »

Dopis 6:ULICA KASZMIROWA Może herbaty? odezwał...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


ULICA KASZMIROWA

- Może herbaty?- odezwał się Herkules i szepnął coś do robota przypominającego samowar, który wszędzie za nim łaził.
Wrzosowa Gałązka oglądała czubki pantofli, Herkules cierpliwie czekał aż go pochwyci spojrzeniem, ale się nie doczekał.
Dom tętnił życiem. Dziewczynki lubiły towarzystwo kota Albinosa. Czasami tańczyły z nim na werandzie i całkiem zgrabnie im to szło.
Na ścianach wisiały obrazy. Nana i Izabella były tak mądre, że sam często prosiłem je o radę w sprawach, o których teoretycznie nie powinny mieć żadnej wiedzy. Na przykład- i co ja mam teraz namalować?
- Tato, namaluj drzewo!- przekrzykiwały się.
Drzewo- pomyślałem. - Jaki piękny temat, dlaczego mnie nie przychodzą do głowy tak dobre pomysły?
Brałem swoje sztalugi, wychodziłem do ogrodu i malowałem drzewo. Dawniej pewnie bym się tysiąc razy zastanowił, jak je mam namalować, a teraz po prostu je malowałem. Dziewczynki były zachwycone. Hoshi twierdziła że nie zna się na sztuce. Znała się za to na wszystkim innym, tak że ogrodnik Jan sporo się musiał nasłuchać zanim cokolwiek zdziałał w ogrodzie.
Jan był dobrym ogrodnikiem, lecz jego prawdziwym powołaniem była filozofia. Ciągle odkrywał jakieś paradoksy- jak to jest że w świecie, gdzie żyje tylu ludzi, ktoś jeszcze doświadcza samotności?- zadawał pytanie, ściągając ostrożnie z liścia wielką gąsienicę, i jasne było że tylko on zna na nie w miarę rozsądną odpowiedź. Ponieważ rozmawiał z drzewami, znał wszystkie ich tajemnice, przyniesione przez rozplotkowany wiatr.
Lęki ogarniałem siatką na motyle i wklejałem je w stary klaser. Te większe niezawodnie wpadały w pułapkę na myszy, ponieważ, nie wiedzieć czemu, zupełnie jak one pazerne były na salami. Hoshi goniła je też ze ścierką, a dzieci nie przywiązywały do nich żadnej wagi.
Na ogrodzenie sąsiadujące z ulicą piął się żywopłot. Ulica, szczególnie jesienią, przypominała kaszmir. A może była Kaszmirem? Wdychałem aromat powietrza, przyglądając się drzewom o wytartych, niemal przezroczystych liściach, które drgały na wietrze niczym skrzydła ważek.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

No, no... Samowar staje się robotem... jeszcze mała poprawka i stanie się narzeczoną sąsiada. To by było dość ciekawe, choć Panny Feministki mogłyby odczytać to jako dość specyficzną metaforę ewolucji kobiety.

Ładnie, nastrojowo piszesz te teksty:). Miło się czyta, intrygują swoim niebanalnym klimatem. Smakowite.

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.