Nowa Nadzieja  zobacz opis świata »

Dopis 67:Usłyszał przeraźliwy pisk , który...

« poprzedni dopis
 

cloudjubei 73

Od: 21.10.2006,aktywny: dawno temu

Tekstów: 7,

Dopisów: 104,


Usłyszał przeraźliwy pisk, który niczym potężny grom runął na ziemię, by dotrzeć do jego uszu. Znak. Ostatni raz spojrzał na twarz kobiety. Uśmiechnął się. Spłonęli.

Orkowie jeszcze przez chwilę wpatrywali się w miejsce, w którym przed chwilą widzieli swego wodza. Nie było to dla nich zbytnie zmartwienie. Teraz ważnym było, by uciec od łańcucha błyskawic, który niewiarygodnie szybko pochłaniał swe kolejne roztrzęsione i uciekające w popłochu ofiary.



Widział miejsce, ku któremu chciał się udać. Kobieca postać malowała się przed jego oczyma, niby tańcząc pośród płomieni. Z każdą chwilą, widok stawał się coraz bardziej rzeczywisty. Wikinka leżała, mając wokół siebie zgraję niemiłych, dużych i zielonych 'panów'. Co więcej, mieli topory. Ostre. Cloud, wciąż ze swoim nienaturalnie prawdziwym uśmiechem na twarzy, stanął na ziemi. Nie wiedział, jakie uczucie spowodował w zgromadzonych, lecz na pewno nie byli miło zaskoczeni. Po gwałtownym odskoku, paru z orków zamieniło uczucie lekkiego szoku na fascynację. Jeden z nich, podchodząc powoli, niczym małe dziecko chcące sprawdzić co to czerwone coś robi, po prostu dotknął żarzącej się postaci. Jubei odwrócił głowę, mimo iż wzrok jakim obdarzył owego ciekawskiego trwał przez milisekundy, wiedział, iż był ostatnim obrazem jaki kiedykolwiek zobaczył. Zbroja orka, który wysunął się z szeregu, bezwładnie opadła na trawę, której, o dziwo, nie drażnił ogień. Jubei nie chciał tracić czasu, płomień przybrał purpurową barwę – moc bestii traciła siłę. Skulił się, przychylając w stronę Astrid. Mała bursztynowa iskra trafiła jej ciało. Spłonęli. Orkowie, niczym nieróżni od tych, teraz leżących na polanie, stali tępo wpatrzeni w smugę dymu.



Cloud trzymał się mocno jego piór. Tęcza ciepłych barw dodawała mu otuchy. Dawno go nie widział. Wierny druh sprzed lat, który tyle razy pomagał mu wyjść z najtrudniejszych opresji poprzez użyczanie swej mocy – tym razem nieświadomie wezwany za pośrednictwem tej kobiety, która uśpiona siedziała za nim. Podrapał go po grzbiecie i spuścił wzrok na dół, wraz z głową tak, by nie spaść. Zabłąkane zielone kropki powoli padały, jedna po drugiej smagane spektralną mocą świętych płomieni z niebios. Poczuł lekkie szarpnięcie, oderwał wzrok i złapał się mocniej, lądowania nigdy nie były miłe.

***

Ptak, który widział już wiele dziwów dzisiejszego dnia, nie spodziewał się, iż ujrzy, niby swojego rodaka skąpanego w płomieniach. Co więcej, miał na sobie coś zielonego, a z tyłu grzbietu uśpionych pasażerów. Odprowadził wzrokiem poświatę ognia, która lekko uderzyła o ziemię, by po krótkim postoju, i widocznym pożegnaniu, znów wzbić się w przestworza. Mityczny ptak odleciał, a mały, szary i trzymający w dziobie dawno zabitego robaka, wpatrywał się w zanikającą smugę, ozłacającą niebo.

***

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 4

poświatę ognia, któr[a]



smugę[,] ozłacającą



Niesamowity ten dopis! Przykro mi, że nie mam już plusów :( Ale należy się max!!!

Za końcówkę o ptaszku. Taki powracające w odpowiednim momencie i w odpowiedni sposób szczegóły na mnie zawsze silnie oddziałują.

Bardzo fajny wpis ;)

Słowo się rzekło - należy się max, więc dokładnie tyle przyznaję, skoro już uskładałam :)

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.