Nowa Nadzieja  zobacz opis świata »

Dopis 126: Varail ruszył ku wyjściu , jednak po...

« poprzedni dopis
 
***

Varail ruszył ku wyjściu, jednak po chwili wahania. Wywołanego czynem Mariusa. Przez jeden moment miał ochotę wrazić ostrze w gardło zabójcy, opanował się jednak, wspominając słowa Kelii. On będzie im potrzebny.

To opóźnienie, choć tak krótkie, okazało się jednak fatalne w skutkach. W ciemności zderzył się z kimś zmierzającym w stronę komory. Niemal natychmiast poznał, że to służka z gospody.

Krzyk dziewczyny zaświdrował w uszach, nim zdołał zasłonić jej usta. W odpowiedzi odezwał się szelest odrzucanych okryć, gdy śpiący w głównej izbie Strażnicy poderwali się z ław. Zawtórował mu metaliczny szelest dobywanego oręża, ktoś zawołało światło. Eldan zrozumiał, że drogę do wyjścia będzie musiał sobie wywalczyć orężnie. Była to fatalna dla niego okoliczność, czekała go bowiem walka w zamkniętym pomieszczeniu, zastawionym sprzętami pokaźnych rozmiarów, które w ciemnościach stały się śmiertelnie groźne. Gońcy przywykli zaś walczyć w otwartym polu, nie potrafili zaś skutecznie bić się w ciasnych izbach, gdy nie mogli liczyć na zwinność i zaskoczenie.

Eldan miał wszakże jeden, jedyny atut w ręku. Ubiegłego wieczora wypił znacznie mniej, niźli Strażnicy imć Wolfganga. I tę szansę musiał wykorzystać, jeśli chciał wyjść z gospody z życiem.

Dobył miecza, tym samym ruchem ramienia zadał pierwszy cios. Płazem uderzył w nieosłoniętą głowę najbliższego z ludzi von Dherna. Strażnik, głucho charknąwszy, upadł bez zmysłów na podłogę.

- Mor ho!

Z okrzykiem na ustach Varail zakręcił ostrzem młyńca nad głową, powalił następnego z wojów, zachodzącego go z lewej. W pierścieniu otaczających go sylwetek powstała luka, a zanim Strażnicy zdołali ja załatać, Varail wykorzystał swą szansę. I wykorzystał ją dobrze. Kilkoma szybkimi susami dopadł drzwi. Dostrzegłszy kontur stojącej tuż przy wyjściu ławy, bez namysłu szarpnął ją, zagradzając drogę Strażnikom i pobiegł w mrok, zmierzając ku stajni. Dobiegający z tyłu rumor i soczyste przekleństwa świadczyły o tym że fortel się powiódł.

Zdążył. Kelia właśnie dosiadała wierzchowca, Marius i Nerian siedzieli już w siodłach, zabójca trzymał przed sobą nieprzytomną dziewczynkę. Koń Varaila także był osiodłany, co trochę gońca zaskoczyło. Wspiął się na kulbakę i ruszył galopem w ślad za pozostałymi.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

*jednak po chwili wahania[,] [w]ywołanego czynem Mariusa.

*W odpowiedzi odezwał się SZELEST odrzucanych okryć, gdy śpiący w głównej izbie Strażnicy poderwali się z ław. Zawtórował mu metaliczny SZELEST dobywanego

*ORĘŻA, {ktoś zawołało światło}. Eldan zrozumiał, że drogę do wyjścia będzie musiał sobie wywalczyć ORĘŻNIE. - W oznaczonym fragmencie czegoś brakuje.

*Gońcy przywykli ZAŚ walczyć w otwartym polu, nie potrafili ZAŚ skutecznie

*a zanim Strażnicy zdołali j[ą] załatać

*co trochę [G]ońca zaskoczyło

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.