W dziczy z Natalią czyli : wspomnienia droższe od złota.

waniliowadama

Od: 29.03.2011,aktywny: dawno temu

Tekstów: 1,

Dopisów: 0,


Opis świata:

-Nie , nie wiem co masz na myśli. Ale wiem, że jak zaraz stąd nie ruszymy to pożrą nas jakieś wilkołaki , albo inne kocury .
- No . Popatrz na to jeszcze raz . Powiedziała Natalia powoli ruszając . Jeśli w ciągu tego tygodnia nie wrócimy do domu, do babci , to szansa nam przepadnie.
- Wiem, wiem. Ale narazie moim i twoim zmartwieniem jest to , żeby wydostać się z tego wielkiego , zimnego i jak kolwiek to zabrzmi .. pustego lasu .
- Mamy tylko jedno wyjście. Musimy jakoś uciec, nie wiem, zbudujmy tratwę, czy coś. Zawsze miałyśmy szalone pomysły, teraz by się jakiś przydał .
- Tak, tak wiem. Wiesz co ?. Ta tratwa nie byłaby taka zła . Tylko , potrzeba nam .. No właśnie? Czego nam potrzeba?
- Nie wiem! Skąd mam wiedzieć.
Teraz szłyśmy w ciszy, głuchej przerażającej ciszy . Każda z nas snuła plan, jak wydostać się z wyspy nazwanej przez nas " Kadar" , jak zrobić to szybko i jak zrobić to dobrze. Nasza znajomość survivalu, była nie wielka, ale gdyby nie to, że jesteśmy fankami Beara Gryllsa, pewnie już byśmy z głodu umarły. Oczywiście nie posunęłyśmy się do tego stopnia , żeby na śniadanie serwować sobie robaka w sosie własnym, ale na przykład rośliny, to coś innego. Przez ten tydzień, nauczyłyśmy się odróżniać, te trujące( wg. B.Gryllsa były to te, które zostawiają po sobie wysypkę) i te jadalne, które smakowały nawet nieźle. Ale może od początku .
W te wakacje, postanowiłyśmy, że nie będziemy spędzały czasu w domu, tak więc, za pozwoleniem rodziców, moich i Natalii , ruszyłyśmy na letni obóz nad Bałtykiem. Wszystko wcześniej było zorganizowane i sprawdzone, nie było opcji, żeby nie wyszło. Tak nawet się zapowiadało, gdyby nie feralny rejs Bo4. Bo tak nazywała się nasza łódź. Wraz z przewkodnikiem punkt 8, wypłyneliśmy z grupą na pełne morze. Podróż była długa , męcząca. Niebo było piękne, obłoczki, i inne widoczki. Do czasu .Około godziny 1600, niebo się zachmurzyło . Zbierało się na burzę. Przewodnik, pan Tomek , zaniepokojony wydał jednoznaczny rozkaz: zawracamy . Fale niestety okazały się silniejsze od naszej Bo4. Kołysało nami bardzo, było to dziwne uczucie . W pewnym momencie, stopień zagrożenia, był przekroczony ponad normę. Filmik mi się urwał jak po urodzinach Doroty. Tylko wtedy, obudziłam sie w ciepłym, dużym łóżku, w moim przytulnym pokoju. Tym razem było podobnie, aczkolwiek zupełnie inaczej. W sumie też było ciepło . Przestrzeni także było wiele, no tylko że nie był to mój pokój, nie moje podwórko, nie mój kraj! Pierwsze co zrobiłam po przebudzeniu ? Wpadłam w panikę. Potem uświadomiłam sobie, że jestem tu sama, bez mojej młodszej o dwa lata kuzynki Natalii . Kiedy dotarło do mnie, że chyba jestem na jakiejś wyspie , coś albo ktoś, rzucił mi się na plecy, przewracając mnie swoim ciałem. Uff , poczułam ulgę, to Natalia.