W pobliżu gór znajdowały się wioski, które od czasu do czasu odwiedzałyśmy. Ludzie darzyli nas tam szacunkiem, choć lękali się nas. Wiedziałam, że wiatr poniesie wieść o mojej podróży jeszcze zanim na dobre wyruszę. Uśmiechnęłam się. Z daleka poznałam klan Very, starego wojownika, z którym uwielbiała kłócić się Modgud. Mężczyzna podszedł do mnie, a pozostali trzymali się w pewnej odległości. Skłoniliśmy się sobie lekko.
- Więc wyjeżdżasz?- mruknął.
- Owszem, czas szukać młodych zdolnych chronić wasze osady.
- Chronić raczej swoje tyłki Rinfeo. W tych górach jesteście sobie panami i nikt wam nie miesza szyków.
Uśmiechnęłam się.
- Tak, masz rację. Jednak młodych trzeba.
- Mało masz dzieciaków we wsi? Nie tej to innej. Swą córkę dam jeśli ją zechcesz.
- To nie takie proste jak się wydaje- ujęłam go pod ramię.- Ale doceniam twą ofiarność. Każ ogłosić by ludzie nie wychodzili za daleko w góry.
- Kiedy wrócisz?
- Mam nadzieję, że wkrótce, choć nie wiem tego.
- Konia ci dam- zdecydował po chwili milczenia.- Idź z nami do wsi. Koni dostaniesz, juki ci jadłem napełnimy za błogosławieństwo.
- Więc wyjeżdżasz?- mruknął.
- Owszem, czas szukać młodych zdolnych chronić wasze osady.
- Chronić raczej swoje tyłki Rinfeo. W tych górach jesteście sobie panami i nikt wam nie miesza szyków.
Uśmiechnęłam się.
- Tak, masz rację. Jednak młodych trzeba.
- Mało masz dzieciaków we wsi? Nie tej to innej. Swą córkę dam jeśli ją zechcesz.
- To nie takie proste jak się wydaje- ujęłam go pod ramię.- Ale doceniam twą ofiarność. Każ ogłosić by ludzie nie wychodzili za daleko w góry.
- Kiedy wrócisz?
- Mam nadzieję, że wkrótce, choć nie wiem tego.
- Konia ci dam- zdecydował po chwili milczenia.- Idź z nami do wsi. Koni dostaniesz, juki ci jadłem napełnimy za błogosławieństwo.


