Na pohybel wiatrakom  zobacz opis świata »

Dopis 7:Wieczorem dzielny rycerz przechadzał...

« poprzedni dopis
 
Wieczorem dzielny rycerz przechadzał się po przepastnym rynku Krakowa. Było ciepło, a niebo zaczęło się jarzyć blaskiem milionów gwiazd. Spasione gołębie zapadały w sen, siedząc na gzymsach i srając pod siebie. Don Kichot odetchnął pełną piersią.

- Rześkie mamy tu powietrze, nieprawdaż, mężny rycerzu? - usłyszał nagle kobiecy głos za plecami. Odwrócił się i wypiął pierś.

- Zaprawdę przepiękne miasto, miłościwa pani. Cudne budowle, mili ludzie i - ujął dłoń nieznajomej - piękne niewiasty. - Kobieta parsknęła uroczo śmiechem.

- Mości rycerzu, nie obce jest panu komplementowanie kobiet. - Don wyprostował się i podkręcił wąsa. Już miał coś powiedzieć, gdy rozpoznał w rozmówczyni kobietę z wcześniej, tę, która ocaliła życie młodzieńcowi, zarzucając mu chustę na głowę.

- Jakże było to szlachetne z pani strony - pochwalił.

- Pardon?

- Ocaliła pani życie tego młodzieńca. Wszyscy wam wiwatowali.

- Och, drobnostka. Każdy by to zrobił na moim miejscu - kobieta machnęła ręką. Don Kichot otworzył usta, ale po chwili je zamknął zrezygnowany.

- Teraz muszę mości rycerza przeprosić. Muszę wracać do mego lubego i zaspokoić jego apetyt.

- Kolacja? - uśmiechnął się porozumiewawczo.

- Pardon? Jaka kolacja?

- Rzekłaś, iż zaspokoić apetyt musisz swego lubego. Mniemam, iż o kolacje chodzi? - Kobieta popatrzyła nań zmieszana.

- Tak, tak... o kolację... - bąknęła pod nosem.

- Dobrej nocy i smacznego życzę.

- Och, dziękuję. Może jeszcze się kiedyś spotkamy? Mogłabym odwiedzić mości pana?

- Oczywiście, byłbym zaszczycony! Mieszkam na Wawelu. Jako rycerzowi wasz król zagwarantował mi komnatę na zamku. Zapraszam.

- Na pewno się zjawię - rzuciła rozentuzjazmowana i odbiegła. Don Kichot odwrócił się na pięcie i wolnym krokiem wszedł do jednej z karczm pod sukiennicami. Rozsiadł się na ławie, zamówił piwo i rozpalił fajkę.

- Widziałem, jak pan rozmawia z Danuśką - nieco przepitym głosem odezwał się ktoś, a sekundę później ten ktoś siedział już obok niego w ławie.

- Przepraszam?

- Spodobałżeś się jej – ciągnął nieznajomy. Miał opaskę na oku.

- Obawiam się, że nie rozumiem.

- Z resztą, każdy jej wpada w oko. – …i bujnego wąsa.

- Danuśka? Ta niewiasta? Przecież ona ma lubego.

- To trzeci w tym tygodniu. – Twarz jego była pokryta siatką blizn.

- Jak to?!

- Kat przez nią niedługo pójdzie z torbami. – W ogóle jakiś taki pokiereszowany był.

- Dlaczego ona to robi?!

- Bo - wychylił kufel do końca – jest największą lafiryndą w mieście – sapnął. Don Kichot rozwarł usta jak karp.

- A pan, kim jest, jeśli wolno spytać? – wyjąkał. Nieznajomy zerknął na niego spode łba.

- Jej ojcem.





 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

< rotfl > Dobre! I fajny sposób opisywania ojca Danuśki :)

Świetne ukazanie postaci Danuśki, tak trzymać ^_^



Pozdrawia...

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.