Mazbah  zobacz opis świata »

Dopis 29: Wiesz , druidzie...

« poprzedni dopis
 
- Wiesz, druidzie, szkoda trochę tej arcykapłanki. Była naprawdę piękną kobietą... - Rozmarzony Białowłosy spoglądał w sufit z głupim uśmieszkiem na twarzy. - No i te jej duuuże...

Elfka przesłała wojownikowi wrogie spojrzenie. Na jej licu pojawił się bardzo charakterystyczny grymas. Dokładnie taki sam, jaki przybiera twarz żony z wałkiem w ręku witającej w progu swego męża, który właśnie chwiejnym krokiem wraca z „nabożeństwa ku czci wielkiego Brovara”. Caev wnet powrócił do rzeczywistości.

- Duuuże... ekhm... oczy - ciągnął dalej Białowłosy, obejmując Katię ramieniem. - Choć, gdy z bliska się przyjrzeć, to ona tak urodziwa znów nie była... Nie tak jak ty, moja boginko.

- Heh, podobno w dniu, gdy adeptki Kalliny, zostają wyświęcone na pełnoprawne kapłanki, ich bogini zsyła na nie specjalne łaski, a w zasadzie to łaskę... Zauważyłeś, że wszystkie bez wyjątku mają wspaniałe, wprost idealne piersi?

- Taaa... - Twarz wojownika ponownie oszpecił lubieżny uśmieszek. - Ta Luna musiała cieszyć się szczególnymi względami swej bogini. Szkoda, że nie była po naszej stronie.

- Rzeczywiście szkoda. Mogłaby okazać się cennym sprzymierzeńcem. W końcu żadna czcicielka Kalliny, nie odmówi ci nigdy propozycji „wspólnego składania hołdu pani natury”... - odparł druid, zapijając winem z drewnianego pucharka.

- Katio, a czy nie chciałabyś zostać kapłanką? Wiesz, to błogosławieństwo i w ogóle...

Elfka, która do tej pory próbowała ignorować komentarze swych współtowarzyszy, po pytaniu Caeva już nie wytrzymała...



***

Po zjedzeniu sutego śniadania w gospodzie oraz zapłaceniu za szkody spowodowane wybuchem Katii, bohaterowie udali się w stronę portu. Owego poranka, pogoda była wyjątkowo piękna. Słońce muskało delikatnie twarze wędrowców, wprawiając ich w świetny nastrój. Nawet Folsten, który po poślizgnięciu się na końskim łajnie, musiał wysłuchać komentarza rozbawionego do łez wojownika: „są lepsze sposoby oddawania czci Kallinie, niż ukazywanie duchowej więzi z naturą poprzez tarzanie się w gównie”, nie stracił dobrego humoru.

- To nasza łódź. - Druid wskazał palcem w stronę grupy przycumowanych do brzegu okrętów. - Nabyłem ją za pół darmo od pijanego kupca.

- Ten wielki okręt?

- No, myślę, że chodzi raczej o tę starą łajbę - odpowiedziała elfka.

- A tam łajbę od razu. Na jeden spływ nada się w sam raz!

- Płyńmy więc. Może akurat będziemy mieli szczęście i nie zatoniemy... - wtrącił Białowłosy.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 4

Dobry i wesoły dopis ;)

ostatnio brakowało dłuższych dialogów i dobrze uzupełniłeś ta luke

Brovar - mąż Kalliny, bóg wszelkiego rodzaju trunków. Jego światyniami są wszystkie tawerny i pędzalnie, kapłanami zaś oberżysci. Wyobrażany jako bosy, łysiejący mężczyzna o pokaźnym brzuchu. Prości chłopi, proces fernetacji alkoholu nazywają "boskim tchnieniem Brovara". Wierzą, że wtedy to bóg ów, zstępuje do beczułki i zostawia w niej cząstkę swojej mocy. Obok Kalliny, najchętniej czczone i posiadające najliczniejszą grupę wyznawców bóstwo.

"wielki Brovar" hehe:)

A Ty się nic a nic nie upominasz! ;P

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.