***
Wiktoria jeszcze raz rzuciła spojrzenie na pokój. OK., wszystko gra. Już niedługo zjawią się goście i można zaczynać imprezę. Zatrzymała się na moment. „Ale czy on przyjdzie?” – pomyślała z niepokojem. Starała się jak mogła, by zwabić Karola na imprezę. Karolina to wręcz na niej wymogła. Chyba przyjdzie. Przecież pytał o której…O dzwonek, już są.
-Otwieram – krzyknęła pędząc do drzwi. Weszli roześmiani, rozgadani. Jednak Karola wśród nich nie było. Karolina spojrzała na Wiktorię pytająco.
-Powiedział, że przyjdzie… - Wiktoria szepnęła jej do ucha i zajęła się przybyłymi. – Wchodźcie, Bartek nastaw muzę, tam masz płyty – machnęła ręką pokazując rozsypane na stoliku płyty CD. – A wy, co chcecie? Herbata, cola...?
W tej samej chwili znów zabrzmiał gong dzwonka. Tym razem Karolina podeszła do drzwi. Już po chwili zabrzmiał stamtąd jej wesoły głos: - Wreszcie!
Po chwili w progu pokoju stanął Karol, jak zwykle ubrany na czarno, z marsem na czole i surowym spojrzeniem swych szarych oczu. Jednak taka postawa zupełnie nie przeszkadzała Karolinie. Ta chwyciła go za ramię i pociągnęła na środek pokoju.
- Fajnie że przyszedłeś. - Przechyliła wdzięcznie głowę, uśmiechając się do chłopaka. Coś na kształt uśmiechu pojawiło się na jego wargach, jednak natychmiast znikło, gdy spojrzał przypadkiem na rozdającą napoje Wiktorię. Wpatrywał się w nią osłupiały. Dziewczyna ubrana była w cienką, błękitną tunikę z jedwabiu, na dole fantazyjnie ściętą na skos. Do tego długie, jasne jeansy, buty: kozaczki długie, do kolan – czarne. I przy pasku dyndała swobodnie przypięta królicza łapka. Karol wpatrywał się oniemiały w Wiki. Wyglądała dokładnie jak w jego śnie. To niemożliwe… Przetarł czoło. Ma jakieś omany?
Karolina spojrzała spod oka na Karola:
- Zatańczysz?
- Moment... – odsunął Karolinę i podszedł do Wiki.
- Ładnie dziś wyglądasz. Nowe? – ujął dwoma palcami jedwab.
Wiktoria jeszcze raz rzuciła spojrzenie na pokój. OK., wszystko gra. Już niedługo zjawią się goście i można zaczynać imprezę. Zatrzymała się na moment. „Ale czy on przyjdzie?” – pomyślała z niepokojem. Starała się jak mogła, by zwabić Karola na imprezę. Karolina to wręcz na niej wymogła. Chyba przyjdzie. Przecież pytał o której…O dzwonek, już są.
-Otwieram – krzyknęła pędząc do drzwi. Weszli roześmiani, rozgadani. Jednak Karola wśród nich nie było. Karolina spojrzała na Wiktorię pytająco.
-Powiedział, że przyjdzie… - Wiktoria szepnęła jej do ucha i zajęła się przybyłymi. – Wchodźcie, Bartek nastaw muzę, tam masz płyty – machnęła ręką pokazując rozsypane na stoliku płyty CD. – A wy, co chcecie? Herbata, cola...?
W tej samej chwili znów zabrzmiał gong dzwonka. Tym razem Karolina podeszła do drzwi. Już po chwili zabrzmiał stamtąd jej wesoły głos: - Wreszcie!
Po chwili w progu pokoju stanął Karol, jak zwykle ubrany na czarno, z marsem na czole i surowym spojrzeniem swych szarych oczu. Jednak taka postawa zupełnie nie przeszkadzała Karolinie. Ta chwyciła go za ramię i pociągnęła na środek pokoju.
- Fajnie że przyszedłeś. - Przechyliła wdzięcznie głowę, uśmiechając się do chłopaka. Coś na kształt uśmiechu pojawiło się na jego wargach, jednak natychmiast znikło, gdy spojrzał przypadkiem na rozdającą napoje Wiktorię. Wpatrywał się w nią osłupiały. Dziewczyna ubrana była w cienką, błękitną tunikę z jedwabiu, na dole fantazyjnie ściętą na skos. Do tego długie, jasne jeansy, buty: kozaczki długie, do kolan – czarne. I przy pasku dyndała swobodnie przypięta królicza łapka. Karol wpatrywał się oniemiały w Wiki. Wyglądała dokładnie jak w jego śnie. To niemożliwe… Przetarł czoło. Ma jakieś omany?
Karolina spojrzała spod oka na Karola:
- Zatańczysz?
- Moment... – odsunął Karolinę i podszedł do Wiki.
- Ładnie dziś wyglądasz. Nowe? – ujął dwoma palcami jedwab.


