" Wojna Krzyżowa" czyli bitwa z krzyżem w tle.
Całkiem niedawno obchodziliśmy sześćsetną rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Z tej okazji odbyła się wielka inscenizacja walk pomiędzy polskimi a krzyżackimi rycerzami. Być może kogoś zaskoczę ale zwycięstwo tak jak w 1410 roku odniosły odziały Władysława Jagiełły, a zakon poniósł dotkliwą porażkę.
Niespełna dwa tygodnie temu oglądając przebieg bitwy traktowaliśmy to jako "żywą lekcję historii" lub "chęć powrotu do czasów średniowiecza". Nie zdawaliśmy sobie wtedy sprawy, że za jakiś czas będziemy świadkami realnej bitwy z krzyżem w tle.
Setki osób z całej Polski zgromadziło się wczoraj pod Pałacem Prezydenckim w obronie krzyża, który miał zostać przeniesiony do kościoła św Anny.
Tłum nie zgadzając się z zawartym porozumieniem pomiędzy Kancelarią Prezydenta, harcerzami i Kościołem chciał pokazać swoje racje krzykiem, płaczem, a nawet siłą.
Kulminacja awantury przypadała na godzinę 13 kiedy to krzyż miał wyruszyć uroczystą procesją do kościoła. Po tym czasie w ciągu kilkunastu minut widzieliśmy akty przemocy, histerii i eskalacji emocji. Okrzyki i gesty zgromadzonych ludzi osiągnęły jednak zamierzony efekt, szef Kancelarii Prezydenta podjął decyzję o pozostawieniu krzyża.
Podczas obserwacji tych wydarzeń rodzi się jednak pytanie czy droga agresji i przemocy jest tą właściwą jaką powinien zmierzać demokratyczny lud?
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że osoba, osobie z tłumu nierówna, że byli tam zarówno spokojni ludzie, chcący obejrzeć uroczystość jak i chuligani, czy też fanatycy religijni.Jednak patrząc na ujęcia zarejestrowane przez telewizyjne kamery, wydaje mi się, że ci pierwsi zniknęli w całej tej masie. Osobiście najbardziej przerażały mnie wyzwiska rzucane pod adresem księży.Kapłani nie zasłużyli na to w żaden sposób by podważać ich powołanie, wiarę a nawet człowieczeństwo. Szkoda też samego krzyża, symbolu męki Chrystusa jak i pierwszych chrześcijan, który stał się elementem niepotrzebnej nikomu walki.
Może udałoby się uniknąć tych wydarzeń gdyby po przeniesieniu krzyża, natychmiast zamontowano tablicę upamiętniającą ofiary katastrofy?
Kto wie... Pewne jest jednak, że w toku tych zamieszek pamięć zmarłych z katastrofy z 10 kwietnia zeszła na dalszy plan, ponieważ główną rolę w tym spektaklu zagarnął sobie nieokiełznany, fanatyczny tłum.
Całkiem niedawno obchodziliśmy sześćsetną rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Z tej okazji odbyła się wielka inscenizacja walk pomiędzy polskimi a krzyżackimi rycerzami. Być może kogoś zaskoczę ale zwycięstwo tak jak w 1410 roku odniosły odziały Władysława Jagiełły, a zakon poniósł dotkliwą porażkę.
Niespełna dwa tygodnie temu oglądając przebieg bitwy traktowaliśmy to jako "żywą lekcję historii" lub "chęć powrotu do czasów średniowiecza". Nie zdawaliśmy sobie wtedy sprawy, że za jakiś czas będziemy świadkami realnej bitwy z krzyżem w tle.
Setki osób z całej Polski zgromadziło się wczoraj pod Pałacem Prezydenckim w obronie krzyża, który miał zostać przeniesiony do kościoła św Anny.
Tłum nie zgadzając się z zawartym porozumieniem pomiędzy Kancelarią Prezydenta, harcerzami i Kościołem chciał pokazać swoje racje krzykiem, płaczem, a nawet siłą.
Kulminacja awantury przypadała na godzinę 13 kiedy to krzyż miał wyruszyć uroczystą procesją do kościoła. Po tym czasie w ciągu kilkunastu minut widzieliśmy akty przemocy, histerii i eskalacji emocji. Okrzyki i gesty zgromadzonych ludzi osiągnęły jednak zamierzony efekt, szef Kancelarii Prezydenta podjął decyzję o pozostawieniu krzyża.
Podczas obserwacji tych wydarzeń rodzi się jednak pytanie czy droga agresji i przemocy jest tą właściwą jaką powinien zmierzać demokratyczny lud?
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że osoba, osobie z tłumu nierówna, że byli tam zarówno spokojni ludzie, chcący obejrzeć uroczystość jak i chuligani, czy też fanatycy religijni.Jednak patrząc na ujęcia zarejestrowane przez telewizyjne kamery, wydaje mi się, że ci pierwsi zniknęli w całej tej masie. Osobiście najbardziej przerażały mnie wyzwiska rzucane pod adresem księży.Kapłani nie zasłużyli na to w żaden sposób by podważać ich powołanie, wiarę a nawet człowieczeństwo. Szkoda też samego krzyża, symbolu męki Chrystusa jak i pierwszych chrześcijan, który stał się elementem niepotrzebnej nikomu walki.
Może udałoby się uniknąć tych wydarzeń gdyby po przeniesieniu krzyża, natychmiast zamontowano tablicę upamiętniającą ofiary katastrofy?
Kto wie... Pewne jest jednak, że w toku tych zamieszek pamięć zmarłych z katastrofy z 10 kwietnia zeszła na dalszy plan, ponieważ główną rolę w tym spektaklu zagarnął sobie nieokiełznany, fanatyczny tłum.


